22.02.2024, 03:23 ✶
Elliott wszedł sam - szukał Erika, ostatecznie go znalazł, a jednocześnie oswobodził Longbottoma wraz z Perseuszem i Neilem z okowów klozetu (za często piszę o kiblach na tej postaci, czy to klątwa pracy w Ministerstwie?)
Czuł się okropnie. Wcale nie fizycznie, chociaż zmęczenie w ostatnich miesiącach towarzyszyło mu nazbyt często. Po Beltane walczył ze sobą, aby nie zamykać się w prywatnym więzieniu wątpliwości i strachu; było mu ciężko. Wychodzenie z domu stawało się przekleństwem, a spędzanie czasu w towarzystwie okropnym ciężarem. Widział dla siebie tyle możliwości, aby w końcu być szczęśliwym, a jednocześnie bał się wyciągać po nie ręce; niespokojne czasy nie działały dobrze na jego stan psychiczny, ale przecież odmawiał jakiegokolwiek zrozumienia, że zdrowie psychiczne może być leczone tak samo jak wszystkie inne dolegliwości. Perseus w końcu miał dyplom z Nokturnu, a magipsychiatria ma tyle samo sensu co wierzenie w dobroduszność Fortinbrasa.
Wracając jednak do 'tu i teraz' - stodoły, która okazała się tak pokaźnie urządzona, że nawet Elliott Malfoy uniósł podbródek w gorę z nieznacznie uchylonymi ustami, podziwiając piękno zatrzaśniętej w magicznie powiększonym pomieszczeniu natury; odbicia parkietu i gwieździstego nieba.
Pokaźnie zastawione stoły, muzyka i przyjemny zapach lata skutecznie odwróciły jego uwagę od osoby z koszykiem, która probowała zwrócić na siebie jego uwagę. Nie spodziewał się upominku, doprawdy, Brenna przeszła samą siebie - odnotował w głowie, aby skomplementować jej umiejętności planowania oraz organizowania przyjęć... Nawet takich, gdzie nie wystawiała swojego brata na aukcje.
Niezbyt interesował go wylosowany z koszyka przedmiot, przynajmniej na razie. Wyjątkowość i dopracowanie wystroju oraz całej reszty przyjęcia okalały jego zmysły z taką intensywnością, że przez chwilę obracał w palcach upominek, zastanawiając się co ma tak właściwie ze sobą zrobić. Zazwyczaj lew salonowy, ostatnimi czasy czuł się w miejscach z dużą ilością ludzi niezbyt komfortowo. Tym razem chodziło jednak o coś innego - to nie była jedna z tych sztywnych imprez, tak samo jak urodziny Nory, na które wpadł i, z których zaraz wypadł usprawiedliwiając się pracą, ważnymi spotkaniami i innymi bzdurami, które robią ludzie z jego statusem.
Musiał przestać się tak zamartwiać, coraz częściej potrzebował sobie to powtarzać, bo lęki zatrzaskiwały go w stanie absolutnego zniewolenia - odbierały pewność siebie, charyzmatyczną smykałkę, która, pomimo wpełzającego pomiędzy myśli spięcia, zazwyczaj sprawiała, że dobrze czuł się będąc w centrum uwagi (nawet jeżeli nie powinien).
Skorzystał z sugestii Erika i kupił koszulę w lamparty - te poruszały się po powierzchni materiału i dostosowywało do tempa chodzenia, w tym momencie leniwie przesuwając się po jedwabnej powierzchni. Dzisiejsza kreacja Elliotta miała niewiele wspólnego z każdym innym ubraniem w jego szafie. Pomimo godziny, włosy - które, mimo widocznego odcienia blondu, wydawały się jakby ciemniejsze, być może przez otoczenie i dłuższe - odgarniały mu okulary przeciwsłoneczne, a dwa górne guziki koszuli pozostawił rozpięte. Udało mu się przemknąć przez salę tak, aby nie zostać przez nikogo zaczepionym. Dotarł do baru i zamówił jednego ze słodkich, acz niespecjalnie wyszukanych drinków. Upewnił się, że ten nie będzie miał niepożądanych skutków, bo jeszcze tego by mu brakowało - ośmieszyć się w pierwszych pięciu minutach przyjęcia.
Po wychyleniu całego kieliszka alkoholu zmarszczył brwi. Fakt, widział tu znajome twarze, ale nigdzie tej, której tak bardzo wyczekiwał.
Czyżby naigrywał się ze mnie? Przez ten nieszczęsny wypadek z toaletą na pojedynku?, przyszło mu do głowy, bo dla Elliotta Malfoya dobroć intencji nigdy nie była pierwszą opcją. Dopiero po chwili uświadomił sobie, że Erik, prawdopodobnie, nie chciałby się na nim w ten sposób odegrać. Coś go jednak tknęło i postanowił zajrzeć do toalety.
Jak to nie jakiś przedziwny żart, to pewnie klątwa. Ileż imprez można spędzać w czterech ścianach toalety? Na Merlina, pomyślał, gdy pociągnął za klamkę, a ta w pierwszej chwili nie odpuściła. Od razu przypomniał sobie lepki stres, nieprzyjemne myśli, gdy zatrzasnął się w kabinie, a jego wybawieniem okazał się Vakel Dolohov; myśli przemknęły w pośpiechu przez umysł.
Skorzystał z rożdżki, aby otworzyć zatrzaśnięte drzwi i, los postanowił być jednocześnie łaskawy i niesamowicie złośliwy, bo jego oczom ukazała się wpierw twarz Erika, a potem Perseusa... i jakiegoś mężczyzny, którego nie znał.
- Czy to jakaś nowa tradycja? Zatrzaskiwanie się w toalecie w miejscach publicznych? - uniósł brwi starając się zatrzymać obruszony wyraz twarzy, choć niezbyt długo powstrzymywał się przed delikatnym wykrzywieniem kącików ust w rozbawieniu.
Zmierzył trójkę mężczyzn teatralnie krytycznym spojrzeniem, jakby właśnie nakrył trojkę uczniów na warzeniu niekoniecznie dozwolonych eliksirów w szkolnej toalecie.
!prezentgodryka
Czuł się okropnie. Wcale nie fizycznie, chociaż zmęczenie w ostatnich miesiącach towarzyszyło mu nazbyt często. Po Beltane walczył ze sobą, aby nie zamykać się w prywatnym więzieniu wątpliwości i strachu; było mu ciężko. Wychodzenie z domu stawało się przekleństwem, a spędzanie czasu w towarzystwie okropnym ciężarem. Widział dla siebie tyle możliwości, aby w końcu być szczęśliwym, a jednocześnie bał się wyciągać po nie ręce; niespokojne czasy nie działały dobrze na jego stan psychiczny, ale przecież odmawiał jakiegokolwiek zrozumienia, że zdrowie psychiczne może być leczone tak samo jak wszystkie inne dolegliwości. Perseus w końcu miał dyplom z Nokturnu, a magipsychiatria ma tyle samo sensu co wierzenie w dobroduszność Fortinbrasa.
Wracając jednak do 'tu i teraz' - stodoły, która okazała się tak pokaźnie urządzona, że nawet Elliott Malfoy uniósł podbródek w gorę z nieznacznie uchylonymi ustami, podziwiając piękno zatrzaśniętej w magicznie powiększonym pomieszczeniu natury; odbicia parkietu i gwieździstego nieba.
Pokaźnie zastawione stoły, muzyka i przyjemny zapach lata skutecznie odwróciły jego uwagę od osoby z koszykiem, która probowała zwrócić na siebie jego uwagę. Nie spodziewał się upominku, doprawdy, Brenna przeszła samą siebie - odnotował w głowie, aby skomplementować jej umiejętności planowania oraz organizowania przyjęć... Nawet takich, gdzie nie wystawiała swojego brata na aukcje.
Niezbyt interesował go wylosowany z koszyka przedmiot, przynajmniej na razie. Wyjątkowość i dopracowanie wystroju oraz całej reszty przyjęcia okalały jego zmysły z taką intensywnością, że przez chwilę obracał w palcach upominek, zastanawiając się co ma tak właściwie ze sobą zrobić. Zazwyczaj lew salonowy, ostatnimi czasy czuł się w miejscach z dużą ilością ludzi niezbyt komfortowo. Tym razem chodziło jednak o coś innego - to nie była jedna z tych sztywnych imprez, tak samo jak urodziny Nory, na które wpadł i, z których zaraz wypadł usprawiedliwiając się pracą, ważnymi spotkaniami i innymi bzdurami, które robią ludzie z jego statusem.
Musiał przestać się tak zamartwiać, coraz częściej potrzebował sobie to powtarzać, bo lęki zatrzaskiwały go w stanie absolutnego zniewolenia - odbierały pewność siebie, charyzmatyczną smykałkę, która, pomimo wpełzającego pomiędzy myśli spięcia, zazwyczaj sprawiała, że dobrze czuł się będąc w centrum uwagi (nawet jeżeli nie powinien).
Skorzystał z sugestii Erika i kupił koszulę w lamparty - te poruszały się po powierzchni materiału i dostosowywało do tempa chodzenia, w tym momencie leniwie przesuwając się po jedwabnej powierzchni. Dzisiejsza kreacja Elliotta miała niewiele wspólnego z każdym innym ubraniem w jego szafie. Pomimo godziny, włosy - które, mimo widocznego odcienia blondu, wydawały się jakby ciemniejsze, być może przez otoczenie i dłuższe - odgarniały mu okulary przeciwsłoneczne, a dwa górne guziki koszuli pozostawił rozpięte. Udało mu się przemknąć przez salę tak, aby nie zostać przez nikogo zaczepionym. Dotarł do baru i zamówił jednego ze słodkich, acz niespecjalnie wyszukanych drinków. Upewnił się, że ten nie będzie miał niepożądanych skutków, bo jeszcze tego by mu brakowało - ośmieszyć się w pierwszych pięciu minutach przyjęcia.
Po wychyleniu całego kieliszka alkoholu zmarszczył brwi. Fakt, widział tu znajome twarze, ale nigdzie tej, której tak bardzo wyczekiwał.
Czyżby naigrywał się ze mnie? Przez ten nieszczęsny wypadek z toaletą na pojedynku?, przyszło mu do głowy, bo dla Elliotta Malfoya dobroć intencji nigdy nie była pierwszą opcją. Dopiero po chwili uświadomił sobie, że Erik, prawdopodobnie, nie chciałby się na nim w ten sposób odegrać. Coś go jednak tknęło i postanowił zajrzeć do toalety.
Jak to nie jakiś przedziwny żart, to pewnie klątwa. Ileż imprez można spędzać w czterech ścianach toalety? Na Merlina, pomyślał, gdy pociągnął za klamkę, a ta w pierwszej chwili nie odpuściła. Od razu przypomniał sobie lepki stres, nieprzyjemne myśli, gdy zatrzasnął się w kabinie, a jego wybawieniem okazał się Vakel Dolohov; myśli przemknęły w pośpiechu przez umysł.
Skorzystał z rożdżki, aby otworzyć zatrzaśnięte drzwi i, los postanowił być jednocześnie łaskawy i niesamowicie złośliwy, bo jego oczom ukazała się wpierw twarz Erika, a potem Perseusa... i jakiegoś mężczyzny, którego nie znał.
- Czy to jakaś nowa tradycja? Zatrzaskiwanie się w toalecie w miejscach publicznych? - uniósł brwi starając się zatrzymać obruszony wyraz twarzy, choć niezbyt długo powstrzymywał się przed delikatnym wykrzywieniem kącików ust w rozbawieniu.
Zmierzył trójkę mężczyzn teatralnie krytycznym spojrzeniem, jakby właśnie nakrył trojkę uczniów na warzeniu niekoniecznie dozwolonych eliksirów w szkolnej toalecie.
!prezentgodryka
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦