Ciemność narastała tak jak poczucie zagrożenia. Krew i ból w dłoni pozwalały mu nie panikować. W końcu nie takie rzeczy działy się w Departamencie Tajemnic, przecież to wiedział, nawet jeśli strach obejmował go swoimi długimi palcami, pokazując mu to, czego bał się najbardziej. Musiał przestać myśleć o tym, co mroczne, a mieć w duszy radość, nadzieję. Tym ciemność nie może się pożywić, tak sobie przynajmniej racjonalizował. Życie Morpheusa było sztormem od momentu, gdy się urodził z darem jasnowidzenia, dlaczego miałby bać się wichury?
Przejdź przez lustro. Przejdź. Przez. Lustro. Przejdź przez lustro, przejdź przez lustro, przejdź przez lustro. Przejdźprzezlustro. Przejdźprzezlustro. Przejdźprzezlustro. Przejdźprzezlustroprzejdźprzezlustroprzejdźprzezlustroprzejdźprzezlustroprzejdźprzezlustroprzejdźprzezlustroprzejdźprzezlustroprzejdźprzezlustroprzejdźprzezlustroprzejdźprzezlustroprzejdźprzezlustroprzejdźprzezlustroprzejdźprzezlustroprzejdźprzezlustroprzejdźprzezlustro.
Dla wielu Departament Tajemnic był labiryntem, pułapką w pułapce, ale nie dla niego. On znał mapę, schematy komnat, przestawień, wszystko, czego potrzebował, tkwiło w jego głowie, a on tutaj był od myślenia. Nie wolno się bać. Strach zabija duszę. Gdzie mogło być lustro? Zaczął biec, szkło chrupało pod jego butami, iskry przeszłości w tym, co miało być przyszłością. Grawery, nazwy, biegł ku wyjściu, zaciskając rękę na reszcie przepowiedni. Zaglądał między półki, szukając wyjścia. Szukał lustra. Kierował się ku centrum Departamentu Tajemnic, gdzie korytarz wskazywał różne komnaty. Wyciągał macki swojego jasnowidzenia, bez zwykłej dla siebie delikatności, musiał wiedzieć, co dalej. Gdzie najlepiej ukryć lustro? Komnata Artefaktów? Nie nazbyt oczywiste?
Niczym Jaś z bajki o czarownicy z domku z piernika, oznaczał swoją ścieżkę krwią, dotykał zakrwawionymi palcami półek, które już ominął, żeby zobaczyć, czy się nie wraca, aby się nie zapętlić.