22.02.2024, 12:12 ✶
Gdy usłyszał kolejne pukanie do drzwi, zdusił westchnięcie. Tak, kuzyn postawił go w niewygodnym położeniu, robiąc z jego mieszkania jakąś bazę wypadową, miejsce spotkań. W teorii powinni się spotkać w Kromlechu, lecz Lestrange podejrzewał, że istniały jakieś przesłanki do tego, by Louvain działał w taki a nie inny sposób. Być może z pewnych względów nie mogli się tam spotkać, być może zaistniały jakieś okoliczności, wymuszające ujawnienie przed nimi swojej tożsamości. Nie wiedział - mógł tylko gdybać, nie brał bowiem udziału w spotkaniu. Jedynym śmierciożercą, o którym do tej pory wiedział, była Bellatrix i to tylko i wyłącznie dlatego, że razem, ramię w ramię, działali w kierunku uzyskania mrocznego znaku. O Traversie nie wiedział - więc gdy wpuścił go do środka, przekrzywił lekko głowę z zaciekawieniem, wlepiając swoje szare tęczówki w jego sylwetkę. Nie odezwał się jednak, bo nie lubił trzepać ozorem po próżnicy. Nie był w stanie jednak ukryć lekkiego uniesienia brwi, gdy przepuszczał Nicholasa. Kto by się spodziewał.
Rodolphus odstąpił mu fotel, jeśli ten chciał - sam by usiadł na kanapie naprzeciwko. Przeniósł wzrok z jednego na drugiego, a potem skupił wzrok na kuzynie. Ani trochę nie wierzył w jego nieśmiały uśmiech, którym go obdarzył. Zbyt wiele ich łączyło, by dał się na to nabrać. Jego i Louvaina oraz Louvain i Lorettę, która ostatnio wpadła w jego ramiona, przyćpana, ledwo przytomna. Wiedział oczywiście, że bliźniacy mogli być diametralnie różni, lecz znał tę dwójkę na tyle by wiedzieć, że słodkie słówka i nieśmiałe uśmieszki były tylko na pokaz. Gdy starszy Lestrange wykładał im plan, Rodolphus przeniósł wzrok za okno. Było jeszcze ciemno, lecz powoli noc ustępowała miejsce szarości.
- Zmiana wyglądu i transmutacja ubrań da wam chwilę - odezwał się w końcu, bo jego zaklęcia były trwałe. Później będzie musiał doprowadzić ich twarze do porządku. - Sam nie zmienię swojej tożsamości, ale mogę pod postacią węża wślizgnąć się do środka. Być może wyczuję coś, co brygadziści przeoczyli.
A być może nie. To była loteria, a Rodolphus nie lubił loterii. Wiedział jednak, że średnio mają jakiekolwiek inne wyjście. Dobrze, że chociaż mieli plan, bo Lestrange nienawidził działać bez planu. Zamyślił się - szukali czegokolwiek, igły w stogu siana, która być może w ogóle nie istniała. Przeniósł wzrok na Nicholasa, bo on sam pytań nie miał. I tak działali na ślepo, a plan Lou będzie musiał być odpowiednio modyfikowany. Podejrzewał, że na pewno ktoś będzie strzegł mieszkania, bo w innym przypadku byłoby to za proste - a życie nie lubiło być proste.
Rodolphus odstąpił mu fotel, jeśli ten chciał - sam by usiadł na kanapie naprzeciwko. Przeniósł wzrok z jednego na drugiego, a potem skupił wzrok na kuzynie. Ani trochę nie wierzył w jego nieśmiały uśmiech, którym go obdarzył. Zbyt wiele ich łączyło, by dał się na to nabrać. Jego i Louvaina oraz Louvain i Lorettę, która ostatnio wpadła w jego ramiona, przyćpana, ledwo przytomna. Wiedział oczywiście, że bliźniacy mogli być diametralnie różni, lecz znał tę dwójkę na tyle by wiedzieć, że słodkie słówka i nieśmiałe uśmieszki były tylko na pokaz. Gdy starszy Lestrange wykładał im plan, Rodolphus przeniósł wzrok za okno. Było jeszcze ciemno, lecz powoli noc ustępowała miejsce szarości.
- Zmiana wyglądu i transmutacja ubrań da wam chwilę - odezwał się w końcu, bo jego zaklęcia były trwałe. Później będzie musiał doprowadzić ich twarze do porządku. - Sam nie zmienię swojej tożsamości, ale mogę pod postacią węża wślizgnąć się do środka. Być może wyczuję coś, co brygadziści przeoczyli.
A być może nie. To była loteria, a Rodolphus nie lubił loterii. Wiedział jednak, że średnio mają jakiekolwiek inne wyjście. Dobrze, że chociaż mieli plan, bo Lestrange nienawidził działać bez planu. Zamyślił się - szukali czegokolwiek, igły w stogu siana, która być może w ogóle nie istniała. Przeniósł wzrok na Nicholasa, bo on sam pytań nie miał. I tak działali na ślepo, a plan Lou będzie musiał być odpowiednio modyfikowany. Podejrzewał, że na pewno ktoś będzie strzegł mieszkania, bo w innym przypadku byłoby to za proste - a życie nie lubiło być proste.