— Rzecz w tym, że... — wyciągnął nogi przed siebie i zaczął bawić się łańcuszkiem z czasozmieniaczem, który błyszczał złoto pod jego palcami. Na co dzień Morpehus nosił wisiorek ukryty pod ubraniem, tak że jedynie błysk przy kołnierzyku zdradzał obecność łańcuszka lub mieszał go z innym wisiorkiem, krótszym, tak jak robili to modni naśladowcy tak zwanego stylu boho, trzymając bezcenną zawieszkę z klepsydrą pod ubraniem. Rzadko ruszał się bez tego drobiazgu z domu i pilnował go tak samo mocno, jak sekretu o jego istnieniu.
— Rzecz w tym— powtórzył, nie patrząc na Brennę, jakby był zawstydzony dziecinnością swoich uczuć. — Minęło... Dwie dekady, minęły dwie dekady, a ja nie mogę się uwolnić od poczucia straty i... Wiesz Brenno, ja bardzo mocno kocham życie i rodzinę i znajomych i to trwa, trwa. Ostatnio powiedziałem komuś, kto wyznał mi uczucie, że to minie, bo nie umiem się poświęcić dla drugiej osoby.
Podszedł do swojego biurka, wyraźnie niespokojny. W tym momencie bardzo było widać różnicę pomiędzy dwójką Longbottomów, tragicznym myślicielem, który analizował za dużo i zadaniową Brenną. Imponowała mu tym bardzo, precyzją swoich analiz oraz skrupulatnością w weryfikacji faktów. Nieustraszona, brnęła w najtrudniejsze miejsca, ale nie w ślepej głupocie. Chociaż jak każdy Longbottom, została skażona pewnego rodzaju brawurą, nawet Morpheusa to dotknęło, to wuj widział bardzo dokładnie mechanizmy, którymi czytała ludzi. On wiedział, bo używał Trzeciego Oka. Ona wiedziała, bo świat wystawił całe jej życie na próbę i złożył na barkach zbyt duży ciężar.
Wyjął pierwszą lepszą talię kart z brzegu i przejrzał je. Nie tasował, a koszulki znajdowały się od strony dłoni, tak że widział ilustracje. Wyciągnął sześć kielichów i podał je Brennie. Karta przedstawiała dwójkę dzieci, bawiącą się szczęśliwie w ogrodzie. Malunek był z tego bardzo szczegółowych, na dodatek ręcznie malowanych, o drobnych detalach i wykwintnych obrazach zaklętych, tak że poruszały się na kartonikach. Nie używał jej zbyt często.
— To jest doskonałe podsumowanie mojego problemu. Wspominam piękno, ale zapominam, jaki to był koszmar. Jaki to byłby koszmar teraz. Nie popełniaj takich porażek miłosnych jak ja, Brenno.