22.02.2024, 20:46 ✶
Gnida. Co za parszywa gnida z Roberta. Wpierdolił go na taką minę, że już wolałby zapłacić za całą kolację, niż pokrywać z własnej kieszeni zakup głupiej sukienki od Rosierów. Rodolphus rzucił mu dziwne spojrzenie, którego ten nie mógł przegapić, nawet gdyby próbował. Był w stanie zapomnieć o tej farsie, ale to... Nawet jeżeli plan był dobry, to miał zbyt wiele luk, by Lestrange uznał go za idealny. Niech idzie, niech ucieka jak ten szczur z podrzędnej knajpy. Widzą się za kilka dni, na pewno nie omieszka tego jakoś skomentować.
Lestrange na powrót skupił się na Marie. Obserwował jej gwałtowne ruchy, jej zaróżowione ze złości policzki i to, jak szybko odzyskiwała kontrolę pod wpływem brunetki. Przywdział na twarz lekki, może nieco krzywy uśmiech, unosząc dłonie w obronnym geście.
- Powinienem, to prawda. Proszę przyjąć moje najszczersze przeprosiny. Wiem jednak, że to nie wystarczy - na moment opuścił wzrok na czerwoną plamę, do złudzenia przypominającą krew. Ach, była ulokowana w takim miejscu, że brakowało tylko wystającej rękojeści noża, by obrazek Marie Abott był perfekcyjny. Lestrange uśmiechnął się szerzej. - Proszę nie mieć mi tego za złe. I ponawiam propozycję - ten materiał jest nie tylko delikatny, ale i kosztowny. Czy była to suknia, szyta na wymiar?
Zapytał, sięgając do wewnętrznej kieszeni. Wyciągnął z niej sztywną karteczkę ze swoim imieniem i nazwiskiem. Nic więcej, nic mniej. Wręczył ją Marie, nie omieszkając musnąć palcami jej dłoni.
- Proszę się odezwać, zapłacę za szkody. Albo nową kreację - czy byłaby skłonna to zrobić? Być może nie, ale skoro sukienka kosztowała aż trzy wypłaty, to on na jej miejscu by zrobił wszystko, by odzyskać chociaż część tych pieniędzy. Próbował jednocześnie zmyć nieprzyjemne pierwsze wrażenie, które wywołał, gdy na niego wpadła. Absolutnie nie miał nastroju do flirtu, nie po tym, co się stało dnia poprzedniego. Ale wpatrywał się w Marie Abott tak, jakby widział przed sobą najpiękniejszą damę w potrzebie na całym świecie. Rysy twarzy mu złagodniały, podobnie jak harde spojrzenie, którym zawsze obdarzał innych.
Lestrange na powrót skupił się na Marie. Obserwował jej gwałtowne ruchy, jej zaróżowione ze złości policzki i to, jak szybko odzyskiwała kontrolę pod wpływem brunetki. Przywdział na twarz lekki, może nieco krzywy uśmiech, unosząc dłonie w obronnym geście.
- Powinienem, to prawda. Proszę przyjąć moje najszczersze przeprosiny. Wiem jednak, że to nie wystarczy - na moment opuścił wzrok na czerwoną plamę, do złudzenia przypominającą krew. Ach, była ulokowana w takim miejscu, że brakowało tylko wystającej rękojeści noża, by obrazek Marie Abott był perfekcyjny. Lestrange uśmiechnął się szerzej. - Proszę nie mieć mi tego za złe. I ponawiam propozycję - ten materiał jest nie tylko delikatny, ale i kosztowny. Czy była to suknia, szyta na wymiar?
Zapytał, sięgając do wewnętrznej kieszeni. Wyciągnął z niej sztywną karteczkę ze swoim imieniem i nazwiskiem. Nic więcej, nic mniej. Wręczył ją Marie, nie omieszkając musnąć palcami jej dłoni.
- Proszę się odezwać, zapłacę za szkody. Albo nową kreację - czy byłaby skłonna to zrobić? Być może nie, ale skoro sukienka kosztowała aż trzy wypłaty, to on na jej miejscu by zrobił wszystko, by odzyskać chociaż część tych pieniędzy. Próbował jednocześnie zmyć nieprzyjemne pierwsze wrażenie, które wywołał, gdy na niego wpadła. Absolutnie nie miał nastroju do flirtu, nie po tym, co się stało dnia poprzedniego. Ale wpatrywał się w Marie Abott tak, jakby widział przed sobą najpiękniejszą damę w potrzebie na całym świecie. Rysy twarzy mu złagodniały, podobnie jak harde spojrzenie, którym zawsze obdarzał innych.