Posiadłość Richarda w Oslo, nie była tak wielka jak kamienica rodzinna w Londynie. Nie musiał aż tak wielkiego oka przykuwać do porządków i bezpieczeństwa. Choć również i zawsze o to dbał. Podstawa głowy rodu swojej rodziny, aby zapewnić jej bezpieczeństwo. Zasady. Ustanowione poniekąd przez siebie.
Znajdując czas, kiedy u niego w pracy było spokojniej, mógł na te kilka dni pojawić w domu rodzinnym w Londynie, aby pomóc bratu w dość dużych porządkach kamienicy. Wiosennych. Wzmocnić czy nałożyć zabezpieczenia. Cokolwiek od niego potrzebował. Przy okazji, dostarczając materiały.
Znając się z Robertem od kołyski, był przyzwyczajony do jego dziwactw, zachowania i drobnostkowego pilnowania wszystkiego. Nie raz i jemu na coś zwracającego uwagę. Może Robert, bardziej był spaczony pod tym względem od Richarda? Tylko bardzo cierpliwy pod tym względem mogli wytrzymać i zrozumieć starszego z bliźniaków.
Pracowite początki dnia od samego rana. Tuż po śniadaniu. Nawet nie dane było Richardowi dokończyć proroka codziennego. Trudno. Z jednego pomieszczenia do drugiego. Notował w zeszycie, w którym mieli dokładnie wszystko zapisywane. Dopisał także wspomnianą komodę. Wyszedł z pomieszczenia i zamknął za sobą drzwi. Udał do kolejnego, gdzie zajrzał Robert. Sporo ich mieli w tej kamienicy, a tylko we dwoje z córką Roberta mieszkali. Pomijając skrzaty. Było tak dziwnie w większości cicho. Przez to więcej spadło na nich obowiązków. A o rodzinne interesy, jak i posiadłość, trzeba dbać. Zabezpieczenie tej kamienicy też jest priorytetem. Biorąc pod uwagę to, gdzie należał Robert.
Nawet podczas tych prac sprzątających, nie było momentu, aby Richard nie zapalił. Nałóg co jakiś czas upominał się o swoje, więc i teraz też odpalił sobie papierosa. Co poradzić?
Porządkowanie szło im w sumie sprawnie. Nie marnując czasu na rozmowy, a skupiając całkowicie na zadaniu. Młodszy Mulciber odzywał się tylko, jak miał pytania lub swoje spostrzeżenia. Co warto zostawić, co lepiej wywalić. Najwięcej marudnego jego gadania brat mógł nasłuchać się w gabinecie ich ojca. Co roku, jak nie co miesiąc, padało znane "wywal to biurko w końcu".