23.02.2024, 16:02 ✶
Dziwię się, że Patrick umie śpiewać.
Tańczę z Brenną i próbuje walczyć z efektami drinka. Przegrywam.
Wybałuszył w zdziwieniu oczy, słysząc głos Patricka. Czyżby mylił się co do niego? Może pomiędzy łapaniem czarnoksiężników i znajdowaniem kryształowych czaszek miał jednak czas na jakieś hobby? Na Matkę, gdyby się okazało, że faktycznie miał tak wielki talent, to może byłby to dobry moment na wskrzeszenie dawnego Kowenowego Zespołu Chorałowego.
— Cieszę się, że mogę pomóc. — Zmrużył oczy.
Na końcu język błądziła mu fraza zbliżona do czegoś w stylu "taka jesteś na co dzień przemyślna, to powinnaś się tego już dawno domyślić".
— Każda z nich jest piękna i hipnotyzująca jak świt nowej ery. — Krzywił się na własne słowo, nie wiedząc, czemu jego narządy mowy działają wbrew jego woli, przekształcając jego myśli w ich wypaczone, skrzywione wersje. — To obietnica wielkiej przyjemności i ostatecznej błogości. — Faktycznie, Brenna Longbottom świetnie się wpisywała w ten schemat. — Osacza cię swoją wielkością, tak samo jak morze pochłania ofiary katastrof wielkich okrętów, a góry pożerają nieuważnych podróżników, którzy zbaczają ze szlaku.
Sprawdzał granice magicznych blokad, które zmieniały jego słowa. Rzadko kiedy bawił się w poetę, a ładne słówka czerpał raczej z tekstów religijnych niźli meandrów własnej wyobraźni. Chociaż udało mu się przemycić kilka słów prawdy, tak magia zręcznie zmodyfikowała podstawowy materiał na coś... Co miało komplementować pannę Longbottom, odnosząc się do jej urody, pewności siebie i zdecydowania. Bądź co bądź, sam Sebastian określiłby ofiary ciężkich opętań jako osoby zbliżone do demonów w ludzkiej skórze, zwłaszcza gdy testowały granice własnych ciał i próbowały wspinać się po pionowych ścianach i sufitach. Brr.
— Dobrze, że je odwołali — przyznał, modląc się w duchu do Matki Natury, aby mu to wybaczyla. Każde anulowane małżeństwo było jak cios dla społeczności. — Dzięki temu udało nam się spotkać.
Klątwa, magiczny efekt zaklęć, jakimi wyłożona była stodoła, czy raczej coś innego? Co było powodem tej przedziwnej anomalii magicznej? Drinki, zdał sobie nagle sprawę, zerkając kątem oka ku barowi. Oczywiście! Gdy tylko wziął kilka łyków, od razu coś mu się przestawiło w głowie! A to przecież Patrick zamawiał mu napitek... Czemu nic nie powiedział, że coś tutaj dosypują. Westchnął ciężko, nie wiedząc, jak inaczej dać ujście swej dezaprobacie.
— Tylko ty i ja. Razem. Gdziekolwiek i kiedykolwiek zechcesz. — Jego spojrzenie pociemniało z zażenowania.
Tańczę z Brenną i próbuje walczyć z efektami drinka. Przegrywam.
Wybałuszył w zdziwieniu oczy, słysząc głos Patricka. Czyżby mylił się co do niego? Może pomiędzy łapaniem czarnoksiężników i znajdowaniem kryształowych czaszek miał jednak czas na jakieś hobby? Na Matkę, gdyby się okazało, że faktycznie miał tak wielki talent, to może byłby to dobry moment na wskrzeszenie dawnego Kowenowego Zespołu Chorałowego.
— Cieszę się, że mogę pomóc. — Zmrużył oczy.
Na końcu język błądziła mu fraza zbliżona do czegoś w stylu "taka jesteś na co dzień przemyślna, to powinnaś się tego już dawno domyślić".
— Każda z nich jest piękna i hipnotyzująca jak świt nowej ery. — Krzywił się na własne słowo, nie wiedząc, czemu jego narządy mowy działają wbrew jego woli, przekształcając jego myśli w ich wypaczone, skrzywione wersje. — To obietnica wielkiej przyjemności i ostatecznej błogości. — Faktycznie, Brenna Longbottom świetnie się wpisywała w ten schemat. — Osacza cię swoją wielkością, tak samo jak morze pochłania ofiary katastrof wielkich okrętów, a góry pożerają nieuważnych podróżników, którzy zbaczają ze szlaku.
Sprawdzał granice magicznych blokad, które zmieniały jego słowa. Rzadko kiedy bawił się w poetę, a ładne słówka czerpał raczej z tekstów religijnych niźli meandrów własnej wyobraźni. Chociaż udało mu się przemycić kilka słów prawdy, tak magia zręcznie zmodyfikowała podstawowy materiał na coś... Co miało komplementować pannę Longbottom, odnosząc się do jej urody, pewności siebie i zdecydowania. Bądź co bądź, sam Sebastian określiłby ofiary ciężkich opętań jako osoby zbliżone do demonów w ludzkiej skórze, zwłaszcza gdy testowały granice własnych ciał i próbowały wspinać się po pionowych ścianach i sufitach. Brr.
— Dobrze, że je odwołali — przyznał, modląc się w duchu do Matki Natury, aby mu to wybaczyla. Każde anulowane małżeństwo było jak cios dla społeczności. — Dzięki temu udało nam się spotkać.
Klątwa, magiczny efekt zaklęć, jakimi wyłożona była stodoła, czy raczej coś innego? Co było powodem tej przedziwnej anomalii magicznej? Drinki, zdał sobie nagle sprawę, zerkając kątem oka ku barowi. Oczywiście! Gdy tylko wziął kilka łyków, od razu coś mu się przestawiło w głowie! A to przecież Patrick zamawiał mu napitek... Czemu nic nie powiedział, że coś tutaj dosypują. Westchnął ciężko, nie wiedząc, jak inaczej dać ujście swej dezaprobacie.
— Tylko ty i ja. Razem. Gdziekolwiek i kiedykolwiek zechcesz. — Jego spojrzenie pociemniało z zażenowania.