24.02.2024, 01:31 ✶
Vibe check
Czy ty też słyszysz to pierdolenie?
Wysunął się swoim wielkoludzim ciałem przed kurduplowe figury jej i Loretty, skarciła go wtedy pod nosem, że zasłonił jej widok (na tyłek Atreusa Bulstrode), bo to prawdziwe pierdolenie, przebiegło gdzieś po kuluarach jej umysłu, niezapisane i mało znaczące.
Przywykła do tej paskudnej, lepiącej zanęty, która miała prowokować, miała besztać i wżynać się między żebra oszczerstwem, poddusić i wykorzenić ostatnie krztyny samokontroli. Przywykła od momentu spotkania nie-spotkania z cholernym Salazarem, przywykła od każdej kolejnej, szpetnej interakcji z Donaldem, przywykła od brukowców opluwających jej imię, przywykła od zasłyszanych okrzyków zgorszonych jednostek, które znajdowały ją upodloną w klubowej toalecie. Chciałaby tego Alexa nauczyć, apatii i rozrzedzenia emocjonalnego, takiego które kierowałoby jego kroki z dala od Lestrange'a, bliżej parkietu i ślicznych małolat, które oddałyby ostatnie notatki z przyrki za spędzony wieczór z takim amantem.
Poprawiła niesforne kosmyki tańczące wokół nieskalanej myślą facjaty; Mulciber trawiła życie nie na byle jakim kawałku chleba – żuła najpodlejsze czerstwiny, strzyżyła sobie na nich swoje urocze kły i połykała, jak na kobietę żałosnych obyczajów przystało. Zaczęło kipieć od skoncentrowania testosteronu ale niestety – męskie zesranie, krzyki i darcie się o zamknięcie dupy latały jej koło ucha, a w głowie, w której od dawna pracowały już tylko ostatnie dwa, dychające neurony, brakowało miejsca na obrazę honoru. Bo go kurwa zresztą już dawno nie miała.
Westchnęła, opiekuńczą dłoń opierając na jego ramieniu. Chciała się schlać, bo bez alkoholowej lawiny nie wiedziała co robić, ani powiedzieć.
Ten świat przecież nie należał do niej, osuwała się tak jak opada gwałtownie krawędź rozpadliska, ciskając lawiną głazów. Była skazana na ból, na cierpienie odmienne niż wrzask własnego, buntującego się organizmu, kiedy po raz kolejny robiła sobie krzywdę. Nie umiała żyć w inny sposób, mniej zabrudzony i mniej nieskładny, wytrzebiony z tendencji, szeptanych przez jej przodków. Nie umiała żyć nawet teraz - inaczej, lepiej, szlachetniej.
Ja pierdole, myślałam, że będziemy tańczyć pomyślała rozczarowana kogucią szarżą. Alex miał rację, Alex w jej mniemaniu przecież zawsze miał rację, ale teraz jakoś ta pajacowa konfrontacja ją rozdrażniła.
Znudzone spojrzenie przeniosła na Lorettę, ewidentnie zaintrygowana jej ewentualną reakcją.
Czy ty też słyszysz to pierdolenie?
Wysunął się swoim wielkoludzim ciałem przed kurduplowe figury jej i Loretty, skarciła go wtedy pod nosem, że zasłonił jej widok (na tyłek Atreusa Bulstrode), bo to prawdziwe pierdolenie, przebiegło gdzieś po kuluarach jej umysłu, niezapisane i mało znaczące.
Przywykła do tej paskudnej, lepiącej zanęty, która miała prowokować, miała besztać i wżynać się między żebra oszczerstwem, poddusić i wykorzenić ostatnie krztyny samokontroli. Przywykła od momentu spotkania nie-spotkania z cholernym Salazarem, przywykła od każdej kolejnej, szpetnej interakcji z Donaldem, przywykła od brukowców opluwających jej imię, przywykła od zasłyszanych okrzyków zgorszonych jednostek, które znajdowały ją upodloną w klubowej toalecie. Chciałaby tego Alexa nauczyć, apatii i rozrzedzenia emocjonalnego, takiego które kierowałoby jego kroki z dala od Lestrange'a, bliżej parkietu i ślicznych małolat, które oddałyby ostatnie notatki z przyrki za spędzony wieczór z takim amantem.
Poprawiła niesforne kosmyki tańczące wokół nieskalanej myślą facjaty; Mulciber trawiła życie nie na byle jakim kawałku chleba – żuła najpodlejsze czerstwiny, strzyżyła sobie na nich swoje urocze kły i połykała, jak na kobietę żałosnych obyczajów przystało. Zaczęło kipieć od skoncentrowania testosteronu ale niestety – męskie zesranie, krzyki i darcie się o zamknięcie dupy latały jej koło ucha, a w głowie, w której od dawna pracowały już tylko ostatnie dwa, dychające neurony, brakowało miejsca na obrazę honoru. Bo go kurwa zresztą już dawno nie miała.
Westchnęła, opiekuńczą dłoń opierając na jego ramieniu. Chciała się schlać, bo bez alkoholowej lawiny nie wiedziała co robić, ani powiedzieć.
Ten świat przecież nie należał do niej, osuwała się tak jak opada gwałtownie krawędź rozpadliska, ciskając lawiną głazów. Była skazana na ból, na cierpienie odmienne niż wrzask własnego, buntującego się organizmu, kiedy po raz kolejny robiła sobie krzywdę. Nie umiała żyć w inny sposób, mniej zabrudzony i mniej nieskładny, wytrzebiony z tendencji, szeptanych przez jej przodków. Nie umiała żyć nawet teraz - inaczej, lepiej, szlachetniej.
Ja pierdole, myślałam, że będziemy tańczyć pomyślała rozczarowana kogucią szarżą. Alex miał rację, Alex w jej mniemaniu przecież zawsze miał rację, ale teraz jakoś ta pajacowa konfrontacja ją rozdrażniła.
Znudzone spojrzenie przeniosła na Lorettę, ewidentnie zaintrygowana jej ewentualną reakcją.
Chwasty trzeba wyrywać.