Gdyby pozbycie się Smitha było zadaniem prostym w realizacji, nie zastanawiałby się nad tym zbyt długo. Po prostu zrobiłby to, co należało. Rozwiązał problem, który towarzyszył im już zdecydowanie zbyt długo. Niestety, w tym konkretnym przypadku, było to nieco bardziej skomplikowane, niż mogło wyglądać na pierwszy rzut oka. Zachowanie pewnej dozy ostrożności miało olbrzymie znaczenie.
Było wręcz koniecznością.
Skoro mężczyzna nie odmówił herbaty, przygotowaniem takowej Robert zajął się na zapleczu. Trwało to chwilę. Mogli w tym czasie omówić kwestie związane z zabezpieczeniem sklepu. Upewnić się, że pewne kwestie pozostawały w tym przypadku niezmienne. Tym też Robert się zajął, upewniając się przy okazji, że wcześniej wynegocjowane warunki pozostawały praktycznie bez zmian.
Zaszła na tym polu tylko jedna, drobna zmiana. Z rodzaju tych kosmetycznych, pozbawionych większego znaczenia. Realnego.
- W takim razie chyba pora zabierać się do pracy? - zasugerował, kiedy mężczyzna skończył herbatę, omówili też najważniejsze sprawy. Joe nie oponował, choć na szczęśliwego nie wyglądał. Z drugiej strony, odkąd kilka lat temu się ożenił, to przy każdej kolejnej wizycie w Olibanum, zdawał się wyglądać jak coraz większy cień człowieka, którym był dawniej.
Właśnie tak na mężczyzn działały kobiety.
Powoli ich wyniszczały.
Sklep nie był szczególnie duży, a Joe - mimo tych wszystkich uwag względem jego osoby - był profesjonalistą. Zajął się wszystkim sprawnie. W miarę szybko. Po niecałych trzech godzinach, mogli przejść do kolejnego tematu. Zapłaty za wykonaną usługę.
- Wykorzystałem w sklepie łącznie trzy opakowania lakieru, to więcej niż pierwotnie ustaliliśmy. - poinformował.
Tylko czy taka ilość faktycznie była konieczna? Robert i Richard mogli się z tym nie zgadzać, ale specjalistycznej wiedzy w temacie w zasadzie, to jednak nie posiadali. Gdyby było inaczej, zrobiliby wszystko sami. Własnoręcznie. Było jak było. Z ciężkim westchnięciem, Robert dopytał, jak wysoka będzie ostatecznie zapłata za usługę. Następnie wyskoczył z odpowiedniej sumy pieniędzy.
Będzie musiało to go zaboleć. Porządnie uderzyło w portfel.
- No cóż. Skoro już wszystko załatwione, to do zobaczenia w kolejnym roku. Będę czekał na list. - pożegnał się z nimi Joe. Wyraźnie zadowolony z tego, że za całość zgarnął po prawdzie niezłe pieniądze.
Chyba po twoim trupie... - przeszło w tym czasie przez myśl Robertowi. Nie wypowiedział tych słów na głos. Jedynie skinął mężczyźnie na pożegnanie głową. Następnie trochę czasu spędził jeszcze w towarzystwie brata, omawiając z nim różne kwestie.- Może rzeczywiście za rok skorzystam już z usług kogoś innego... - pozwolił sobie na ten komentarz. Nie był jednak jeszcze pewnym tego, w jaki sposób to zorganizuje. W jaki sposób się za to zabierze. Tyle dobrego, że czasu mu na to wszystko nie brakowało. Tak po prawdzie, to miał go nawet dużo więcej niż potrzebował.
Kiedy pożegnali się z Richardem, a każdy z braci zajął się swoimi sprawami, Robert znalazł jeszcze chwilę na to, żeby umieścić w gabinecie na zapleczu obraz, który miał ukryć jedno, dodatkowe pomieszczenie. Specjalne. Było to z jego strony dodatkowe, specjalne zabezpieczenie, przy odrobinie szczęścia mogące stanowić istotną przewagę.