Wulgaryzmy do niego rzeczywiście nie pasowały. I nie były też czymś, na co sobie często pozwalał. Robert był człowiekiem, który się bardzo pilnował. Zachowywał dużą ostrożność praktycznie w każdym aspekcie swojego życia. Jeśli nagle pozwalał sobie na coś nietypowego, warto było na to zwrócić uwagę. Zatrzymać się. Pochylić. Za czymś takim musiała stać jakaś przyczyna. I biorąc pod uwagę to, że Rodolphus nie znał Mulcibera od wczoraj, bezpiecznie mógł założyć, że nie było to podyktowane złością. Ani też irytacją, choć przez pewien czas niewymowny testował cierpliwość starszego mężczyzny.
Nie zareagował na jego uwagę. Nie wyprowadził go z błędu. Nie poinformował, że czegoś takiego sobie nie życzy. Nic z tych rzeczy. Po prostu to zbył. Tak jakby te słowa nie padły. Nie miały wcale miejsca.
W przeciwieństwie do tego, co nastąpiło po nich.
Spojrzenie powędrowało w ślad za dłonią, która wylądowała na koszulce. Wygładziła zagniecenie, którego do tej pory nawet nie zauważył. Następnie zawróciło. Zatrzymało się ponownie na obliczu młodego czarodzieja. Przez moment dało się na jego obliczu dostrzec prawdziwe zaskoczenie, które wybiło go z rytmu. Miało właśnie miejsce coś zupełnie niespodziewanego. Doszło do naruszenia przestrzeni, którą to... niekoniecznie zamierzał pozwalać naruszać komukolwiek. A jednak nie odsunął się. Nie wyraził w żaden sposób swojego niezadowolenia.
Zachował się kolejny raz tak, jakby to wcale nie miało miejsca.
- Miejmy w takim razie, że odezwie się w niedługim czasie. Im szybciej uda nam się przejść do działania, tym lepiej dla nas. - zauważył. Nie zamierzał przy tym pytać o plany, które najwyraźniej powstały w głowie Rodolphusa. O to, w jaki sposób zamierzał to rozegrać. To nie miało dla niego znaczenia. Dla Roberta liczył się w tym przypadku wyłącznie efekt końcowy. W jaki sposób Lestrange zdoła dotrzeć do celu, to już jego sprawa. Musiał sobie z tym poradzić. - Zastanawiałeś się, co zrobisz jeśli się jednak nie odezwie?
O ile plan działania na wypadek nawiązania kontaktu go nie obchodził, to musiał upewnić się w tym czy Rodolphus brał pod uwagę tę drugą opcje - że dziewczyna sobie odpuści. Zrezygnuje z rekompensaty bądź kupna nowej sukienki na koszt Lestrange'a. Zarazem jednak i w takim przypadku, nie zamierzał prosić o szczegóły.
Dawał mu szanse wykazania się? Pokazania jak wiele był wart w tego typu sytuacjach? Przy takich zadaniach? Możliwe. Robert zawsze sobie cenił u innych samodzielność. Doceniał ludzi, którzy przynajmniej próbowali coś zrobić samodzielnie. Kiedy spotkali się po raz pierwszy, właśnie kimś takim wydawał się Rodolphus. Popełniał błędy, ale próbował. raz za razem. Od nowa. Starając się rozwijać. Starając się być w tym wszystkim coraz to lepszym.