Z jego ust wydobyło się westchnięcie.
W którym konkretnie momencie, to spotkanie zaczęło zmierzać w tym kierunku? Czy pozwolił Rodolphusowi na zbyt wiele? Dał mu palca, a ten sięgnął w odpowiedzi po całą dłoń? Naruszał jego przestrzeń. Zadawał pytania, na które niekoniecznie chciał odpowiadać. Zarazem nie denerwowało go to. Nie tak, jak... jak denerwować to powinno?
To zaś prowadziło do uczucia irytacji. Irytacji powodowanej tym, że oczekiwana reakcja nie miała miejsca. Nie nastąpiła.
- Przekraczasz granice, Lestrange. - wyrzucił z siebie.
Tylko czy aby na pewno było to ostrzeżenie? I jeśli tak - to przed czym? Ilekroć granice Roberta były testowane, to czy chociaż raz doczekało się to rzeczywistej reakcji? Takiej, o której można byłoby powiedzieć, że nie dało jej się szybko i łatwo zapomnieć? Wyrzucić z głowy?
Nawet jeśli, to przecież nic takiego nie spotkało dotąd niewymownego.
Nieznacznie się rozluźnił, kiedy wszystko, chwilowo przynajmniej wróciło na właściwe tory. Tylko ten alarm z tyłu głowy. To ciche brzęczenie? Czy aby na pewno prawidłowo to wszystko odczytywał? Nie zakładał zbyt szybko zmiany? Wycofania się?
W co grał właśnie Rodolphus?
- Mam w takim razie nadzieje, że to nie są tylko puste słowa. - skwitował, unosząc do ust szklankę z alkoholem. Pozwolił sobie na kilka większych łyków. Odstawił ponownie na blat biurka. Nad kolejnymi słowami musiał się zastanowić. Nad ciągiem dalszym. Tylko czy procenty temu sprzyjały? Pozwalały zachować trzeźwość umysłu?
Odpowiedź na to pytanie mogła być tylko jedna.
Cale szczęście nie wlał tego w siebie na tyle, żeby rzeczywiście uderzyły mu do głowy. Wpłynęły znacząco na organizm. To nie był jeszcze ten etap. Ten moment.
- Jest jeszcze coś, co chciałbyś omówić? - wreszcie zdecydował się zadać mu pytanie. A także posłać w ślad za nim sugestię. Jeśli to było wszystko, mogli się w tym momencie pożegnać. Rozejść każde w swoją stronę. Zająć swoimi sprawami. Lestrange nie musiał niepotrzebnie zajmować mu czasu. Bez powodu. Jeśli takiego nie było, to nie było też potrzeby, żeby nadal przebywał w gabinecie.