Uśmiechnęła się do Perseusa delikatnie, słysząc jego konspiracyjny szept.
– Nie wiem. Ale jak chcesz, to mogę zapytać – zaproponowała, a potem kiwnęła do Blacka, gdy ten się pożegnał i wymknął w stronę łazienki i zapewne w ogóle z imprezy. Rozumiała, naprawdę. Jutro powinien być w formie, a ten alkohol tutaj raczej mógł tego nie zwiastować. – Do jutra – odpowiedziała mężczyźnie.
– To ty wiesz jak mam na imię? – zdumiała się udawanie, na słowa Atreusa. Jakoś mieli taki swój dziwaczny zwyczaj, w którym zwracali się do siebie po nazwisku. W jej przypadku to naprawdę było tylko do niego, bo do wszystkich innych pracowników BUMu czy aurorów zwracała się po imieniu, to tylko do Bulstrode’a mówiła po nazwisku. Przez niego, to on zaczął ten zwyczaj i tak już zostało, nawet wśród znajomych czy w listach. Chociaż kiedy nie było go na horyzoncie, to magicznie przypominała sobie jak ma na imię. Tak naprawdę to wiedziała to cały czas, ot… Taka tam zaczepka. Tak samo zresztą jak jej odpowiedź. – Więcej nie będzie. Ale dziękuję – musiałaby być całkiem pijana… A nie zamierzała być, bo dwóch takich dni to nie zniesie. Z drugiej strony nie planowała też stać tutaj o suchym pysku. – To te drinki. Uważaj, bo jeszcze ty pójdziesz śpiewać – rzuciła do Atreusa i uśmiechnęła się jednym kącikiem ust.
Jak na ironię, to nie Bulstrode zapragnął nagle znaleźć się na scenie… A Patrick. Patrick Steward, który nagle uznał, że ma w głowie świetną piosenkę i pognał na miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą sama stała i śpiewała do tłumu. I niby wiedziała, bo sama tego przed chwilą doświadczyła, a jednak widząc drugiego zimnego, chyba jeszcze bardziej zdystansowanego niż ona, jak zbiera się do śpiewania – miała bardzo zaskoczoną minę.
– Tak, wtedy będziemy mieli komplet – odpowiedziała Brennie i pokręciła głową.
Miała wrażenie, że zaraz jej się zakręci w głowie od tych wszystkich zapachów przy barze. Nie kojarzyła, by były tak intensywne jeszcze przed chwilą, więc trochę z wyrzutem spojrzała na swój w połowie dopity kieliszek z drinkem i westchnęła.
– Co to za nowe diabelstwo? – wymamrotała bardziej do siebie i spojrzała na Atreusa, świadoma, że właściwie zostali sami, bo wszyscy się rozbiegli. – Brenna się musiała nieźle wykosztować na te drinki. Ciekawe co jeszcze mogą zrobić – miała też wrażenie, że nagle… widzi lepiej. Że czuje lepiej. Że chłód szkła pod palcami, czy faktura materiału jej kreacji na skórze jest… bardziej wyczuwalna? Zmarszczyła brwi na momencik, ale zaraz czoło jej się wygładziło. Patrick śpiewał do bardzo spokojnej melodii. – Chcesz zatańczyć? – miała totalnie w nosie, że zwyczajowo to mężczyzna powinien kobietę prosić do tańca. Lestrange potrafiła być bardzo bezpośrednia i bardzo pewna siebie wtedy, kiedy tego chciała. A potrafiła tańczyć i przede wszystkim – uwielbiała tańczyć. Może dlatego jej spojrzenie mogło się wydawać Atreusowi takie mocne. A jeśli chciał i wyszli na parkiet – z pewnością brak pierścionka, który jeszcze niedawno nosiła, był łatwy do wyłapania.