Nie. Nie nazwał w tym przypadku rzeczy po imieniu, zamiast tego decydując się na zgrabną metaforę. Zrozumiał jednak przekaz. Rozumiał do czego konkretnie zmierzał Rodolphus. Po prostu nie mówił o tym wprost. Starał się wciąż zachować dystans. Utrzymać granice. Trzymać się zasad? Sam również nie był kimś, kto poszukiwał przyjaciół. Bo i do tej roli nadawał się zapewne wcale nie bardziej niż Lestrange. Mimo różnicy wieku, różnicy całkiem dużej, łączyło ich ze sobą wiele, choć nie wszystko dało się dostrzec już na pierwszy rzut oka. Niektóre rzeczy były niewidoczne nawet przy drugim oraz trzecim podejściu.
Ale pomimo tego nadal istniały.
- Nie potrzebuje się nad tym zastanawiać. - padła odpowiedź. Co jednak znaczyła ta pewność, którą dało się wychwycić w tonie głosu? Nie odsunął się, pozostawiając to w gestii samego Rodolphusa. Nie mówił nie, zarazem ostrzegając. Badając grunt?
Może samemu nie będąc pewnym tego, co z tym konkretnym fantem należało zrobić? Jak do tego podejść? Jak to rozegrać? W jaki sposób zareagować na tę propozycję, która... w ogóle nie powinna paść? To wszystko było niewłaściwe. Nie na miejscu. Tak bardzo nieodpowiednie jak tylko się dało. Tylko czy oni dwoje rzeczywiście chcieli się przejmować tego typu bzdurami?
Nie było sensu się oszukiwać. Do czegokolwiek by nie doszło, to nigdy nie ujrzałoby światła dziennego. Nie powinno go ujrzeć. Wyjść poza ten gabinet. To konkretne pomieszczenie. A także ich dwoje.
Nie odsunął się, ale wyciągnął rękę. Złapał jego dłoń. Odsunął od swojej twarzy, ale następnie nie puścił. Wciąż się wahał, ale nie przerywał kontaktu. Ten trwał, zdecydowanie dłużej niż trwać powinien, gdyby rzeczywiście chciał to uciąć. Zatrzymać. Powiedzieć nie.
- Powinieneś się wycofać, zanim będziesz tego żałować, Lestrange. - ostatnie ostrzeżenie. Ostatni moment, żeby zabrał stąd swój tyłek. Wyniósł się z tego gabinetu, a ewentualne błędy młodości popełniał przy udziale kogoś innego. Kogoś bardziej odpowiedniego? Właściwego? Przede wszystkim młodszego.