25.02.2024, 02:15 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.02.2024, 02:18 przez Sebastian Macmillan.)
Tańczę z Brenną.
Łapię spojrzenie Alastora; może zobaczyć, że jestem przerażony.
Zaczarowany drink przestaje działać, bo minęły dwie tury, odkąd go wypiłem.
Na jego ustach zamarł kpiący uśmiech, gdy zapytała go, czy próbuje z niej wygnać obcą duszę. Gdyby faktycznie zdecydowałby się zrobić coś takiego, to byłby prawdopodobnie pierwszym egzorcystą w historii Ministerstwa Magii, który postanowił to zrobić na parkiecie w stodole pełnej ludzi. Przecież to by było otwarte naruszenie wszelkich możliwych norm bezpieczeństwa. Nawet jeśli połowa gości bawiących się na imprezie następnego ranka miała zjawić się w biurach Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Bądź co bądź, mogliby się stać potencjalnymi ofiarami. Kto wie, jakie diabły mogłyby wyjść z Brenny Longbottom podczas rytuału oczyszczenia jej ciała i duszy?
— Panno Longbottom, ile razy mam to powtarzać? Egzorcyzm to nie jest zabieg kosmetyczny, jaki wykonują Potterowie na zapleczu swojej drogerii w mieście. To bardzo skomplikowany proces i na pewno nie przeprowadziłbym go w towarzystwie tylu... postronnych. Niektórzy są wierni Matce. Obawiam się, że mogliby źle znieść widok innej wiernej, której głowa wykręca się nagle na drugą stronę — zwrócił jej automatycznie uwagę Sebastian, z początku nie orientując się, że jego język w końcu przestał być marionetką wierutnych kłamstw. — A tak na marginesie, to wątpię, żebyś dała się poddać choćby jednemu egzorcyzmowi. A przydałoby ci się. Parę modlitw mogłoby ci tylko pomóc. Na deser zaoferowałbym wino mszalne z zeszłego sezonu. Pomaga wypłukać niesmak z ust.
Kiedy wypluwane przez niego w przydługim monologu słowa w końcu dotarły do jego własnego umysłu, Sebastian zaczął gubić kroki. Jego dolna warga zadrgała, a wzrok począł skakać między Brenną a parami, które kręciły się wokół nich. Wydawało mu się, że na moment złapał spojrzenie Alastora ale był zbyt podenerwowany, aby jakkolwiek na niego zareagować. Zwolnił nieco swój uścisk, spowalniając swoje ruchy. Miał ochotę uciec. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że magiczny efekt drinka przestał działać i mówił prawdę, samą prawdę i tylko prawdę.
— To nie moja wina! — żachnął się i poczerwieniał jak burak. To ona go w to wpakowała. Chociaż nie: tym razem ona również była ofiarą. Patrick. Cholerny Steward! I barman! Oboje byli w zmowie i... Egzorcysta nabrał wody w usta, wydychając powoli powietrze zalegające mu w płucach. Nie. Nie da się sprowokować. — Myślałem, że to twoja sprawka. — Napięcie w mięśniach twarzy jakby zelżało, wygładzając rysy Macmillana. — Jakieś twoje czary, ale to najwyraźniej barman zbyt odważnie dziś polewa.
Przecież nie przyzna się przed nią, że mógł bardziej uważać, po tym, jak praktycznie zaczął jej cytować poezję. Już i tak się przed nią wygłupił. Ona... Ona mu tego nigdy nie zapomni. Będzie mu to wypominać tak długo, jak oboje będą kroczyć po tym świecie. A ona znajdzie go wszędzie, w każdej dziurze, w każdej piwnicy, aż pewnego dnia otworzy lodówkę i zamiast obiadu z poprzedniego dnia znajdzie tam Brennę z kryształową czaszką, a potem on zacznie krzyczeć na jej widok i... I... I to będzie koniec, taki ostateczny i na wieki!
— Ładna sukienka — wymamrotał pod nosem, wbijając spojrzenie w czoło Longbottomówny. Jakby ten tekst mógł jakkolwiek uratować sytuację.
Łapię spojrzenie Alastora; może zobaczyć, że jestem przerażony.
Zaczarowany drink przestaje działać, bo minęły dwie tury, odkąd go wypiłem.
Na jego ustach zamarł kpiący uśmiech, gdy zapytała go, czy próbuje z niej wygnać obcą duszę. Gdyby faktycznie zdecydowałby się zrobić coś takiego, to byłby prawdopodobnie pierwszym egzorcystą w historii Ministerstwa Magii, który postanowił to zrobić na parkiecie w stodole pełnej ludzi. Przecież to by było otwarte naruszenie wszelkich możliwych norm bezpieczeństwa. Nawet jeśli połowa gości bawiących się na imprezie następnego ranka miała zjawić się w biurach Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Bądź co bądź, mogliby się stać potencjalnymi ofiarami. Kto wie, jakie diabły mogłyby wyjść z Brenny Longbottom podczas rytuału oczyszczenia jej ciała i duszy?
— Panno Longbottom, ile razy mam to powtarzać? Egzorcyzm to nie jest zabieg kosmetyczny, jaki wykonują Potterowie na zapleczu swojej drogerii w mieście. To bardzo skomplikowany proces i na pewno nie przeprowadziłbym go w towarzystwie tylu... postronnych. Niektórzy są wierni Matce. Obawiam się, że mogliby źle znieść widok innej wiernej, której głowa wykręca się nagle na drugą stronę — zwrócił jej automatycznie uwagę Sebastian, z początku nie orientując się, że jego język w końcu przestał być marionetką wierutnych kłamstw. — A tak na marginesie, to wątpię, żebyś dała się poddać choćby jednemu egzorcyzmowi. A przydałoby ci się. Parę modlitw mogłoby ci tylko pomóc. Na deser zaoferowałbym wino mszalne z zeszłego sezonu. Pomaga wypłukać niesmak z ust.
Kiedy wypluwane przez niego w przydługim monologu słowa w końcu dotarły do jego własnego umysłu, Sebastian zaczął gubić kroki. Jego dolna warga zadrgała, a wzrok począł skakać między Brenną a parami, które kręciły się wokół nich. Wydawało mu się, że na moment złapał spojrzenie Alastora ale był zbyt podenerwowany, aby jakkolwiek na niego zareagować. Zwolnił nieco swój uścisk, spowalniając swoje ruchy. Miał ochotę uciec. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że magiczny efekt drinka przestał działać i mówił prawdę, samą prawdę i tylko prawdę.
— To nie moja wina! — żachnął się i poczerwieniał jak burak. To ona go w to wpakowała. Chociaż nie: tym razem ona również była ofiarą. Patrick. Cholerny Steward! I barman! Oboje byli w zmowie i... Egzorcysta nabrał wody w usta, wydychając powoli powietrze zalegające mu w płucach. Nie. Nie da się sprowokować. — Myślałem, że to twoja sprawka. — Napięcie w mięśniach twarzy jakby zelżało, wygładzając rysy Macmillana. — Jakieś twoje czary, ale to najwyraźniej barman zbyt odważnie dziś polewa.
Przecież nie przyzna się przed nią, że mógł bardziej uważać, po tym, jak praktycznie zaczął jej cytować poezję. Już i tak się przed nią wygłupił. Ona... Ona mu tego nigdy nie zapomni. Będzie mu to wypominać tak długo, jak oboje będą kroczyć po tym świecie. A ona znajdzie go wszędzie, w każdej dziurze, w każdej piwnicy, aż pewnego dnia otworzy lodówkę i zamiast obiadu z poprzedniego dnia znajdzie tam Brennę z kryształową czaszką, a potem on zacznie krzyczeć na jej widok i... I... I to będzie koniec, taki ostateczny i na wieki!
— Ładna sukienka — wymamrotał pod nosem, wbijając spojrzenie w czoło Longbottomówny. Jakby ten tekst mógł jakkolwiek uratować sytuację.