25.02.2024, 09:32 ✶
W percepcji Dolohova Geraldine Yaxley nie była ani trochę rozsądna. Nikt normalny, nikt kto traktował tworzone relacje chociaż trochę poważnie, nie rzucał się płaszczką na pierwszy dostępny termin w Prawach Czasu, aby przeanalizować człowieka, którego poznał zaledwie kilka dni temu. Zwykle odwiedzały go kobiety szykujące się do zamążpójścia i mające z tego powodu pierwsze wątpliwości... Kilka ostatnich nocy - dla Vasilija to było jak nic - ale nigdy by tego nikomu nie powiedział, zwłaszcza swojemu klientowi. No i wyszedłby na hipokrytę sam przed sobą, bo mimowolnie, kiedy tylko spoglądał w czymś kierunku, kiedy tylko widział czyjąś datę urodzenia, jego imię i nazwisko - jego mózg wykonywał obliczenia. Spoglądał na innych przez pryzmat cyfr i znaków, zniechęcał się do nich przez wzgląd na sam ich kosmogram. Odbierał innym prawo do robienia tak samo właściwie tylko przez wzgląd na uważanie się za gwiazdę tego wszechświata i całkowitą pewność, że nikt nie potrafił spojrzeć na to tak dobrze jak on.
- Czary-mary... - powtórzył po niej rozbawionym głosem. Czary-mary Dolohova nazywało się powszechnie zdolnością do wykonywania prostych obliczeń matematycznych, ale no cóż, rozumiał bardzo dobrze, że dla niektórych dodanie do siebie kilku cyferek było czymś poza wyobrażeniem przeciętnego zjadacza chleba. - Czyżby była panna sceptyczna co do moich umiejętności...?
Poza tym (o czym ją poinformował) do stworzenia pełnego portretu potrzebował więcej danych - dnia i miesiąca, najlepiej godziny. Pracując na mniejszej ilości danych, miał ograniczone możliwości, ale Geraldine nie mogła wiedzieć o nim wszystkiego, o ile nie był bardzo wylewny, albo nie ukradła mu w nocy dokumentów.
- Poza portretem sugerowałbym rozkład trzech kart. - Powiedział nagle, kiedy zaklęty imbryczek zalewał jej herbatę pełną fusów. - Rozkłady miłosne sprawdzają się zawsze kiedy w grę wchodzą silne i świeże uczucia. - Starał się nie myśleć o tych ubłoconych buciskach brudzących jego świeżo umytą podłogę. Gdyby ktoś powiedział mu, że to był jej dobry dzień jeżeli chodzi o wygląd, to chyba by tutaj zasłabł - on tak żywo, tak doszczętnie nienawidził brudu... To miejsce pachniało czystością, bo było dla niego najważniejszą przestrzenią na świecie - on sam, w tym swoim krojonym na miarę garniturku, pachnący wodą kolońską droższą niż miesięczna pensja niektórych obywateli, wpisywał się w ten obraz idealnie. Ona - była na nim skazą, plamą. Jakby ktoś postawił na tym obrazie kubek kawy, którego ścianki wcześniej zalał.
- Czary-mary... - powtórzył po niej rozbawionym głosem. Czary-mary Dolohova nazywało się powszechnie zdolnością do wykonywania prostych obliczeń matematycznych, ale no cóż, rozumiał bardzo dobrze, że dla niektórych dodanie do siebie kilku cyferek było czymś poza wyobrażeniem przeciętnego zjadacza chleba. - Czyżby była panna sceptyczna co do moich umiejętności...?
Poza tym (o czym ją poinformował) do stworzenia pełnego portretu potrzebował więcej danych - dnia i miesiąca, najlepiej godziny. Pracując na mniejszej ilości danych, miał ograniczone możliwości, ale Geraldine nie mogła wiedzieć o nim wszystkiego, o ile nie był bardzo wylewny, albo nie ukradła mu w nocy dokumentów.
- Poza portretem sugerowałbym rozkład trzech kart. - Powiedział nagle, kiedy zaklęty imbryczek zalewał jej herbatę pełną fusów. - Rozkłady miłosne sprawdzają się zawsze kiedy w grę wchodzą silne i świeże uczucia. - Starał się nie myśleć o tych ubłoconych buciskach brudzących jego świeżo umytą podłogę. Gdyby ktoś powiedział mu, że to był jej dobry dzień jeżeli chodzi o wygląd, to chyba by tutaj zasłabł - on tak żywo, tak doszczętnie nienawidził brudu... To miejsce pachniało czystością, bo było dla niego najważniejszą przestrzenią na świecie - on sam, w tym swoim krojonym na miarę garniturku, pachnący wodą kolońską droższą niż miesięczna pensja niektórych obywateli, wpisywał się w ten obraz idealnie. Ona - była na nim skazą, plamą. Jakby ktoś postawił na tym obrazie kubek kawy, którego ścianki wcześniej zalał.
with all due respect, which is none