Lustereczko, powiedz przecie, któż jest najpotężniejszym jasnowidzem w świecie?
Lustra nader często pojawiały się ostatnio w jego życiu, zaczynając od pułapki czasu i przestrzeni, która go oślepiła i odebrała możliwość widzenia, zakrwawiła policzki szkarłatem, przez wylosowane małe lustereczko, jako prezent na potańcówce, objaw chciwości oraz ciekawości, będący małym psztyczkiem w nos. Oczywiście, ostatnie słowa Charona. Przejdź przez lustro.
Tak wielu uważało, że to objaw znieczulicy, aby kochać i śmiać się w czasie wojny, ale on był nastolatkiem, gdy Nazistowskie bombowce latały nad Londynem i wiedział doskonale, że to nie jest ślepota i ignorancja. To staniecie prosto z brawurą w spojrzeniu, oko w oko ze złem. Wiemy, że nadchodzi śmierć, dlatego tańczymy. Dlatego tańczymy.
Zatrzymał się, gdy powołał do istnienia to, czego potrzebował i patrzył na kreację własnego umysłu. Na pokrzywiony obraz, niemal fraktali z jego rysów twarzy. Zupełnie jakby rozpadł się, aby sprawdzić, które fragmenty jego samego już nie pasują.
— Przejdę przez lustro, a kiedy się obudzę — rozkazywał sam sobie szeptem. Rozkazywał przestrzeni. Bo nie tylko on był zamknięty we śnie z ciemnością, ciemność była zamknięta razem z nim. A on był szalony. — Kiedy przejdę, w mojej dłoni będzie bezpiecznie spoczywać broń, ktorej szukam. I to będzie prawdziwe. Obudzę się. I broń będzie razem ze mną.
Tyś panie, jak gwiazda na niebie, ale Dolohov potężniejszy od Ciebie.
Tsk. Kłamstwo. Lustro nie powinno kłamać w tej bajce.
Spoglądanie w rozbitą taflę nie mogło mu dużo dać, ale napawało go pewnym komfortem analogii. Często patrzył na siebie, w rzeczywistości, jako przeszły-Morpheus i teraźniejszy-Morpheus. Czasami ciężko było powiedzieć, który jest który. Jego specyficzna relacja z czasozmieniaczem zmieniła biochemię jego umysłu, odmieniła percepcję w sposób, który nie był osiągalny dla nikogo innego. Wiedział tylko o jednej osobie, która wiedziała, jak Morpheus widzi świat, bo na jedną noc i jeden dzień zamieszkała w jego skórze.
Nie pytaj świata dokąd zmierza, bo nie daj Boże prawdę powie.
Wziął oddech, jakby miał się zanurzyć w wodę, aż zabolało, zacisnął szkła w dłoni dla otuchy, przygotował różdżkę i wszedł w lustro. Bez strachu, bo strach zabija duszę. Pozwolił mu przepłynąć przez niego i odejść. Już widział, co może mu się stać, może umrzeć. Nie był to najgorszy los, jaki widział. W przeciwieństwie zaś do Rodolphusa, wiedział, że jego będzie opłakiwać przynajmniej jedna osoba. Wkroczył w magię Charonowego polecenia z uśmiechem na twarzy.
Przywykł do ciemności, nawet jeśli był jedynie człowiekiem z krwi, kości i miłości.
Eli, Eli, lema sabachthani?