Czasami człowiek potrzebował rozmowy. Potrzebował obok siebie kogoś z kim mógł spędzić chwilę. Przy kim mógł uporządkować swoje myśli. Ogarnąć wreszcie cały ten bałagan, który powstał w jego głowie. Albo przynajmniej jego część. Choć normalnie, Theon nie był człowiekiem, który przejmował się w zasadzie czymkolwiek, ostatnie wydarzenia odbiły się na nim mocno. Można powiedzieć - odcisnęły swoje piętno.
Znali się z Rosie od dawna. Był od niej zaledwie rok starszy. Choć przez lata znajomość ta zmieniała się, nie utrzymywała stałego tempa, zachowali kontakt. Zdarzało im się nawet spotykać - rzecz jasna nie za często. Ich drogi potoczyły się bowiem w innych kierunkach. Zaprowadziły ich w odmienne miejsca.
Gdyby w obecnej sytuacji miał wybór - czy zwróciłby się do niej?
Na miejscu zjawił się mniej więcej o czasie. W granatowej, rozpiętej bluzie, szarym podkoszulku i jeansach, na pierwszy rzut oka wyglądał jak zawsze. Lekko potargane włosy też nie były niczym zaskakującym. Tak samo wyraz twarzy. Maska normalności. A jednak dało się wyczuć, że to były tylko pozory.
Pogoda, choć przyjemna, nie była w stanie wpłynąć na nieprzyjemne uczucie zimna, które wciąż nie ustępowało. Czy było wyczuwalne? Choć dni mijały jeden za drugim, nie zdążył nadal uporządkować pewnych spraw. Zająć się choćby tym nieszczęsnym eliksirem, który został mu polecony. Za wiele innych kwestii zaprzątało mu głowę.
- Jeśli wejdziesz na te truchło, to nie będę Ciebie później ratować. - czy mówił poważnie? W żadnym razie. Nie byłby w stanie zignorować tego, że ktoś potrzebował pomocy. Zwłaszcza ktoś mu znany. Mógł jednak się droczyć. Próbować żartować.
Próby te były jednak trochę nieudolne.
Brakowało czegoś jakby... błysku?
Prawda była taka, że nie miał głowy do tego, żeby zabawiać innych. Nie miał na to szczególnej ochoty. Męczył go mętlik, który od dłuższego czasu panował w jego głowie. Uczucia, które były dla niego kompletnie niezrozumiałe. Problemy, jakich nazbierało się aż nazbyt wiele.