Ostrzegał. Zwracał uwagę, na możliwe konsekwencje. Czy zachęcał? Możliwe, choć nie celowo. Nie robił tego świadomie. Niezależnie od tego w jakie miejsca zaprowadził go los, Mulciber był przecież porządnym czarodziejem. Takim, który zawsze przestrzegał zasad. A przynajmniej - tak było do tego konkretnego momentu.
Nie odsunął się, kiedy Lestrange pochylił się w jego stronę. Nie odepchnął, kiedy jedna z rąk chłopaka znalazła się na jego karku. Po tym wszystkim, najpewniej wleje w siebie całą butelkę whisky. Miał jeszcze jedną, nieotwartą. Zanim jednak do tego dojdzie... zamierzał odpowiedzieć na pocałunek. To właśnie zrobił. Przyciągając chłopaka bliżej. Dając mu znać, żeby zsunął się z tego biurka.
Sam również podniósł się z dotychczasowego miejsca. Wyprostował. Nie różnili się znacząco wzrostem. Sylwetkami - już owszem, choć obydwaj byli szczupli. Młody chłopak oraz dojrzały mężczyzna. Na przeciwko siebie. Gotowi do wykonania kolejnego kroku? Pchnięcia spraw dalej?
Dłoń zsunęła się po ramieniu, w kierunku nadgarstka. Stojąc na przeciwko niemu, obserwował reakcje. Nie. Nie miał problemu z dotykiem, choć na ogół trzymał innych ludzi na dystans. Nie dopuszczał do siebie. Kolejne odkrycie - na ile interesujące? Dłoń powędrowała w kierunku kołnierzyka. W stronę guzików koszuli. Przeciągnął palcami po tych okolicach, zanim odpiął pierwszy i później kolejny.
- Wiesz na co się właśnie zdecydowałeś? - kolejne pytanie. Ostatnie? Czy może pierwsze z wielu, które jeszcze padną? Czy temu wszystkiemu miała towarzyszyć cisza, czy może wręcz przeciwnie? Wiele pytań, na które odpowiedzi miały zostać udzielone w kolejnych minutach. Za moment. Za ledwie krótką chwilę.
Bo czy na tym etapie można było jeszcze się wycofać? Czy którykolwiek z nich brał to w ogóle jeszcze pod uwagę? Rozważał?