25.02.2024, 18:41 ✶
Kiedy Mayka stanęła tak blisko mnie, to aż uniosłem dłonie by ją złapać za ramiona, przyciągnąć do siebie, wyściskać mocno, ale nadal mieliśmy tę niepisaną umowę, żeby było bezdotykowo, żeby się mnie nie obawiała, to się jakoś tego trzymałem, choć kilka razy niewiele brakowało bym to przerwał, złamał daną obietnicę, chociażby teraz, ale się powstrzymałem w ostatniej chwili, zbierając swoje łapska za plecami. Co spowodowało, że znowu energię przerzucałem na nogi, podrygując niespokojnie, niecierpliwie, zbyt energicznie bynajmniej.
- Może nie, może tak. Zależy... od tego jak ci wygodniej. To będzie całkowita improwizacja, ale jeśli nie chcesz udawania dziewczyny, to w porządku. Możemy udawać rodzeństwo - zauważyłem niezrażony, zaraz się usprawiedliwiając, właściwie zapewniając, że nic na siłę. To miała być zabawa, a ja nie chciałem zrażać do siebie Mayki, tylko spędzać z nią czas, świetnie się bawić, robić jakieś głupoty, ale też poważne rzeczy, więc uśmiechnięty czekałem na jej zgody, a kiedy nastała, to stałem się najszczęśliwszym kotem na tym świeci i mało co znowu jej nie dotknąłem, więc się skarciłem srogo zmieszany w głowie.
- Jeśli o mnie chodzi, to możesz wyglądać tak jak teraz wyglądasz, bo wyglądasz super, ale jeśli chcesz, to możesz popłynąć... Ja, cóż, mogę zmienić się jedynie w futrzaste zwierzę, więc jedynie transmutuję sobie wdzianko w garniaczka. W garniaku to mnie Mayka jeszcze nie widziała - zauważyłem z uśmiechem, również mrugając do niej wyzywająco. Musiałem jej powiedzieć - albo i nie, hehe - że Leoleoleo w garniaku to niebezpieczeństwo dla oczu panien takich jak ona, ale... może to było nieco zamierzone z mojej strony by jeszcze bardziej się jej przypodobać? Nie mówiłem tak, ale tez nie mówiłem nie. Niewinny jak zwykle, czyli tak średnio.
- A zasady... co byś chciała od Leoleoleo? Jeśli ja wygram, to chcę żebyś była moją osobą towarzyszącą na weselu jednego z moich braci... To jeszcze szmat czasu, ale rezerwować cię mogę, no nie? Jeśli wygram, rzecz jasna - zauważyłem niewinnie. Tak się nawet nie zastanawiałem, kogo mógłbym tam zabrać, a że Mayka pytała mnie otwarcie, co chciałbym zyskać, to powiedziałem to, bo na całusa to by się na bank nie zgodziła, choć czasami miałem wrażenie, że patrzyła na mnie tak, jakby chciała, ale nie byłem pewien, więc w sumie wolałem nie ryzykować. - A z tym jak daleko możemy się posunąć, to za bardzo nie wiem, co mogłoby być granicą. Nie ukrywam, że granice dla mnie to ciężki temat, bo z reguły nie uznaję granic. Bardzo rzadko - przyznałem, wzruszając ramionami. Taki już byłem. Znała mnie, więc tylko podziwiałem ten jej kalejdoskop w oczach. Jeszcze do końca nie wiedziałem, na ile ją stać z metamorfomagią, ale najwyraźniej na bardzo dużo.
- Może nie, może tak. Zależy... od tego jak ci wygodniej. To będzie całkowita improwizacja, ale jeśli nie chcesz udawania dziewczyny, to w porządku. Możemy udawać rodzeństwo - zauważyłem niezrażony, zaraz się usprawiedliwiając, właściwie zapewniając, że nic na siłę. To miała być zabawa, a ja nie chciałem zrażać do siebie Mayki, tylko spędzać z nią czas, świetnie się bawić, robić jakieś głupoty, ale też poważne rzeczy, więc uśmiechnięty czekałem na jej zgody, a kiedy nastała, to stałem się najszczęśliwszym kotem na tym świeci i mało co znowu jej nie dotknąłem, więc się skarciłem srogo zmieszany w głowie.
- Jeśli o mnie chodzi, to możesz wyglądać tak jak teraz wyglądasz, bo wyglądasz super, ale jeśli chcesz, to możesz popłynąć... Ja, cóż, mogę zmienić się jedynie w futrzaste zwierzę, więc jedynie transmutuję sobie wdzianko w garniaczka. W garniaku to mnie Mayka jeszcze nie widziała - zauważyłem z uśmiechem, również mrugając do niej wyzywająco. Musiałem jej powiedzieć - albo i nie, hehe - że Leoleoleo w garniaku to niebezpieczeństwo dla oczu panien takich jak ona, ale... może to było nieco zamierzone z mojej strony by jeszcze bardziej się jej przypodobać? Nie mówiłem tak, ale tez nie mówiłem nie. Niewinny jak zwykle, czyli tak średnio.
- A zasady... co byś chciała od Leoleoleo? Jeśli ja wygram, to chcę żebyś była moją osobą towarzyszącą na weselu jednego z moich braci... To jeszcze szmat czasu, ale rezerwować cię mogę, no nie? Jeśli wygram, rzecz jasna - zauważyłem niewinnie. Tak się nawet nie zastanawiałem, kogo mógłbym tam zabrać, a że Mayka pytała mnie otwarcie, co chciałbym zyskać, to powiedziałem to, bo na całusa to by się na bank nie zgodziła, choć czasami miałem wrażenie, że patrzyła na mnie tak, jakby chciała, ale nie byłem pewien, więc w sumie wolałem nie ryzykować. - A z tym jak daleko możemy się posunąć, to za bardzo nie wiem, co mogłoby być granicą. Nie ukrywam, że granice dla mnie to ciężki temat, bo z reguły nie uznaję granic. Bardzo rzadko - przyznałem, wzruszając ramionami. Taki już byłem. Znała mnie, więc tylko podziwiałem ten jej kalejdoskop w oczach. Jeszcze do końca nie wiedziałem, na ile ją stać z metamorfomagią, ale najwyraźniej na bardzo dużo.