W głowie obydwu mężczyzn było w tym momencie jedno - niewiele. W ten właśnie sposób można najtrafniej podsumować to, co właśnie miało miejsce. Bo przecież obydwoje byli świadomi, że do tego nie powinno było dojść. Przede wszystkim dla dobra ich współpracy, która zahaczała o różne płaszczyzny. O zbyt wiele płaszczyzn.
A jednak wszystko to miało miejsce.
Rozgrywało się w należącym do Roberta gabinecie. W kamienicy Mulciberów.
- Być może. - nie zaprzeczył, ale też nie potwierdził. Kolejne słowa już nie padły. Nie pojawiły się następne pytania, choć tych znalazłby bardzo dużo. Istniało sporo kwestii, które warto było w tym momencie poruszyć. Wyjaśnić. Zanim zabrną w tym wszystkim za daleko. Zanim będzie na to zwyczajnie za późno.
Tyle tylko, że Robert o tych pytaniach nie myślał.
Wystarczyła wślizgująca się pod koszulkę dłoń. Wystarczył dotyk. Lekko drażniący. Zachęcający do tego, aby posunąć się dalej. Pozwolić na więcej. Przekroczyć kolejne granice. To już nie było trudne. Skomplikowane. Nie wymagało zbyt wielu starań. Logiczne myślenie było coraz bardziej spychane na dalszy plan.
Żadnemu z nich nie było teraz potrzebne.
Guzik po guziku rozpinał koszulę. Również nie wycofując się. Również pozwalając sobie na dotyk. Bardziej subtelny. Jakby przypadkowy. A przecież obydwoje zdawali sobie sprawę z tego, że w tym wszystkim nie było obecnie nawet grama przypadku. Działali świadomie, choć niekoniecznie rozsądnie.
Wzajemnie zachęcając się do tego, żeby brnąć w to dalej i dalej.
Kiedy ostatni guzik został rozpięty, spojrzenie kolejny raz zawisło na ustach mężczyzny. Zbliżył się. Błądząc palcami po torsie, pozwalając sobie zawędrować pod ubranie, zdecydował się ma kolejny pocałunek. A także lekkie pchnięcie Rodolphusa w kierunku mebla, o który ten mógł się oprzeć. Nie miało znaczenia to, co znajdywało się na biurku. Bałagan, który mógł w efekcie tego wszystkiego powstać. Alkohol, który zepchnięty na podłogę, pozostawiłby wyraźną plamę na dywanie - taką, która przez pewien czas nie pozwoliłaby o tym zapomnieć.