25.02.2024, 23:01 ✶
Bardzo chciała powiedzieć, że ostatnio była zbyt zajęta, żeby przejmować się tym, co działo się za oknem, ale początek maja zmienił wszystko dla wszystkich. Wieści o tym, co stało się na Beltane, obiegły nie tyle Londyn, co całą Anglię, lotem błyskawicy, a gazety wręcz huczały. Na temat samej Polany Ognisk, o tym, czego dopuścili się zwolennicy Voldemorta, o wycieczce do Limbo i tych, którzy z niego wrócili.
Można było swobodnie uznać, że akurat ten ostatni temat był jej szczególnie bliski - w końcu rozmawianiem z duchami i wypędzaniem ich zarabiała na życie (chociaż to zarabianie było pojęciem raczej luźnym w jej przypadku). Niemniej jednak - w tym się specjalizowała, nawet jeśli pociąganie kart przychodziło jej o wiele łatwiej. I do tych tematów limba pchała ją naturalna ciekawość, która na pewnym etapie jej życia przykryła szczelnie lęk, który kiedyś żywiła do tego miejsca i wizji z nim związanych, jakie stawały jej przed oczami. Do tej pory jednak, podrapała zaledwie powierzchnię, jakby od niechcenia zaledwie rozmawiając z rodziną zarówno w kowenie, jak i rodzinnej posiadłości matki.
Może wciągnęłaby się bardziej, niż w rozmowy przy herbatce, ale maj zalał Ataraxie osobami, które szukały porad sercowych, jakby wrzucone na pale wianki opętały wszystkich, zmuszając do gwałtowniejszych niż zwykle porywów serca. Dlatego stawiała coraz to nowe rozkłady, ale w gruncie rzeczy dotyczące tych samych pytań; gdzie ten związek zmierzał, czy miałam u niego szansę, czy moja żona mnie zdradza. A na szczycie tego stały jeszcze plany Stanleya, co do otworzenia Głębiny. To nie było może i jej przedsięwzięcie, ale wywiercenie dziury do piwnicy wymagało odpowiedniego rozplanowania.
- Truchło? - zmrużyła oczy, patrząc w dal, jakby to miało jej pomóc w ocenieniu stanu pomostu. - Oj już bez przesady. Jestem absolutnie przekonana, że trzyma się wręcz fenomenalnie - przynajmniej tak było ostatnim razem, jak tutaj była. To, że nie pamiętała, kiedy to właściwie było, to był już inny problem. - Z resztą, nie pójdę przecież jak kłoda pod wodę, nie będzie tak źle - szturchnęła go barkiem w ramię, spoglądając w górę, na jego twarz i zaglądając mu w oczy z rozbawieniem. Ale też pewną czujnością, bo nie dało się nie zauważyć, że coś leżało mu na sercu. - No, a teraz, skoro i tak czeka nas chwila do sprawdzenia, czy będziesz dzisiaj musiał robić za bohatera, to powiedz gdzie błądzisz tymi myślami - spojrzenie złagodniało, tracąc na frywolności, zanim oderwała je i ponownie powiodła nim po złocistym piasku.
Można było swobodnie uznać, że akurat ten ostatni temat był jej szczególnie bliski - w końcu rozmawianiem z duchami i wypędzaniem ich zarabiała na życie (chociaż to zarabianie było pojęciem raczej luźnym w jej przypadku). Niemniej jednak - w tym się specjalizowała, nawet jeśli pociąganie kart przychodziło jej o wiele łatwiej. I do tych tematów limba pchała ją naturalna ciekawość, która na pewnym etapie jej życia przykryła szczelnie lęk, który kiedyś żywiła do tego miejsca i wizji z nim związanych, jakie stawały jej przed oczami. Do tej pory jednak, podrapała zaledwie powierzchnię, jakby od niechcenia zaledwie rozmawiając z rodziną zarówno w kowenie, jak i rodzinnej posiadłości matki.
Może wciągnęłaby się bardziej, niż w rozmowy przy herbatce, ale maj zalał Ataraxie osobami, które szukały porad sercowych, jakby wrzucone na pale wianki opętały wszystkich, zmuszając do gwałtowniejszych niż zwykle porywów serca. Dlatego stawiała coraz to nowe rozkłady, ale w gruncie rzeczy dotyczące tych samych pytań; gdzie ten związek zmierzał, czy miałam u niego szansę, czy moja żona mnie zdradza. A na szczycie tego stały jeszcze plany Stanleya, co do otworzenia Głębiny. To nie było może i jej przedsięwzięcie, ale wywiercenie dziury do piwnicy wymagało odpowiedniego rozplanowania.
- Truchło? - zmrużyła oczy, patrząc w dal, jakby to miało jej pomóc w ocenieniu stanu pomostu. - Oj już bez przesady. Jestem absolutnie przekonana, że trzyma się wręcz fenomenalnie - przynajmniej tak było ostatnim razem, jak tutaj była. To, że nie pamiętała, kiedy to właściwie było, to był już inny problem. - Z resztą, nie pójdę przecież jak kłoda pod wodę, nie będzie tak źle - szturchnęła go barkiem w ramię, spoglądając w górę, na jego twarz i zaglądając mu w oczy z rozbawieniem. Ale też pewną czujnością, bo nie dało się nie zauważyć, że coś leżało mu na sercu. - No, a teraz, skoro i tak czeka nas chwila do sprawdzenia, czy będziesz dzisiaj musiał robić za bohatera, to powiedz gdzie błądzisz tymi myślami - spojrzenie złagodniało, tracąc na frywolności, zanim oderwała je i ponownie powiodła nim po złocistym piasku.
she was a gentle
sort of horror
sort of horror