26.02.2024, 01:52 ✶
Julien (Charlie) wchodzi na imprezę, bierze prezencik, słyszy wyjca od Heather, więc patrzy na Brenne przez krótką chwilę. Zamawia drinki, wyszukuje wzrokiem Dorę i podchodzi do niej zalewając ją potokiem słów.
Zdecydował się trochę odprężyć. Ukrywanie się po najróżniejszych, zapomnianych przez świat magiczny, a i też mugolski lokalizacjach ostatecznie mu zbrzydło; a żeby lepiej to określić, okazało się wystarczajaco terapeutyczne, aby w końcu przestał budzić się w środku nocy, łapiąc oddech, bojąc się że po raz kolejny musi odkopywać Heather z ziemi po Beltane. W snach kończyło się to różnie - albo mu się udawało, albo sam lądował w ziemi, albo też nie był w stanie się ruszyć wiedząc, że przyjaciółka dusi się pod ziemią.
Nie spędził za dużo czasu na zastanawianiu się czy powinien iść na potańcówkę. Dom wydawał się tego wieczora tak pusty, że miał problem, aby się w nim odnaleźć. Nawet gdy o czwartej nad ranem jadł płatki z mlekiem po powrocie ze swoich wypraw 'do nikąd i po nic', w kuchni zjawiał się Morpheus, coby zapytać się Charliego 'znowu jesz z mojej ulubionej miski?' Rookwood z początku nie był pewny czy Morpheus posiada tyle ulubionych misek, czy to jego sposób na zaczęcie rozmowy, więc ostroznie podchodził do sytuacji. Nie chciał być przecież, słoniem w składzie porcelany - zwłaszcza o 4 rano i przy ulubionej zastawie rozmówcy.
Przy wejściu został mu wręczony drobny podarek. Z początku chciał podejść do tego dość podejrzliwie, czując jak każdy mięsień się spina, zaraz jednak przypomniał sobie, że jakby miało się dziać tu coś niebezpiecznego, to połowa gości jak i organizatorów dałaby temu radę - przynajmniej taką miał nadzieję. Postanowił dłużej się nad tym nie zastanawiać i wszedł głębiej w salę, przez chwilę zahipnotyzowany jej urokiem. Gwieździste niebo wyglądało dokładnie tak, jak to pod którym ostatnio coraz cześciej zdarzało mu się spać. Letnia pogoda była wybawieniem, gdy myśli pozostawały zagubione w ciemności i szarości. Błogość momentu przerwały bardzo głośne decybele głosu Heather. No tak, nie sprawdził przecież kto też wybiera się na potańcówkę... Rozejrzał się za źródłem znajomego głosu i, ku jego zdziwieniu, dostrzegł jedynie wyjca wydzierającego swe wnętrzności przed Brenną.
Charles nie był pewien jak ma się czuć wobec usłyszanych nowin. Z jednej strony bardzo się cieszył. Cameron i heather wydawali się bardzo dotknięci Beltane, tak samo zresztą jak on sam. Nie tylko fizycznie, te okropne wydarzenia odcisnęły na ich psychice piętno. Dobrze było słyszeć, że ta dwójka odnalazła komfort oraz też i miłość w swoich ramionach. Charles znał ich wystarczająco długo, aby wiedzieć, że powinni się dogadać. Przynajmniej taką miał nadzieję. Z tej drugiej strony, poczuł nieprzyjemny ucisk w żołądku, myśląc o listach, które znajdywał na poddaszu u Longbottomów i pozostawiał nieotworzone. Zapewne większość z nich była od tej dwójki, bo i od kogo innego?
Nie wiedząc jak odnaleźć się w sytuacji z zapowiedzią ślubu najbliższych przyjaciół i przedziwną ekscytacją rozwijającą się równie energicznie co pusta, której obecność odczuwał w ostatnich momentach non stop, podszedł do baru. Wzrokiem starał się złapać kogoś znajomego, kogokolwiek, kto nie byłby zajęty tańcem albo żywą rozmową. Przygryzł wargę prawie się poddając, a wtedy też jego oczom ukazała się ... dziewczyna, która też mieszkała u Longbottomów. Nakładała mu czasami jajecznicę, na pewno mu się przedstawiła (albo zrobiła to za nia Brenna), tylko że Charles był okropny z imionami.
No cóż, jakoś to będzie, pomyślał łapiąc dwa kieliszki przypadkowych drinków i udał się w stronę Dory.
- Dobry - zagadnął. Nie był ubrany specjalnie zjawiskowo, bo też większość swoich 'wyjsciowych' ubrań musiał zostawić w starym mieszkaniu, wiele miesięcy temu. Ubrany był w jasną koszulę w kwiaty, a na szyi miał stary naszyjnik z pereł, być moze znaleziony w jednych z pudeł na strychu Longbottomów Dobry wieczór, właściwie. Przyniosłem ci kolejnego drinka, tak na wszelki wypadek, jakby rozmowa ze mną nie była znośna - podśmiał się, trochę sam do siebie, bo nie był pewien czy żart byl dobrze wycelowany - Nakładałaś mi śniadanie. W pewnym momencie. Ale nie rozmawialiśmy nigdy za dużo. To trochę dziwne, skoro mieszkamy w jednym domu. Jak się bawisz? - Dora, jeżeli znała imię Charlesa, to prawdopodobnie nie to 'pierwotne'. Zapewne kojarzyła go jako Juliena, jak reszta domowników.
drink dla Charliego
!magicznydrink
drink dla Dory (lub x2 dla Charliego jeżeli Dora odmówi)
!magicznydrink
podarek dla Charliego
!prezentgodryka
Zdecydował się trochę odprężyć. Ukrywanie się po najróżniejszych, zapomnianych przez świat magiczny, a i też mugolski lokalizacjach ostatecznie mu zbrzydło; a żeby lepiej to określić, okazało się wystarczajaco terapeutyczne, aby w końcu przestał budzić się w środku nocy, łapiąc oddech, bojąc się że po raz kolejny musi odkopywać Heather z ziemi po Beltane. W snach kończyło się to różnie - albo mu się udawało, albo sam lądował w ziemi, albo też nie był w stanie się ruszyć wiedząc, że przyjaciółka dusi się pod ziemią.
Nie spędził za dużo czasu na zastanawianiu się czy powinien iść na potańcówkę. Dom wydawał się tego wieczora tak pusty, że miał problem, aby się w nim odnaleźć. Nawet gdy o czwartej nad ranem jadł płatki z mlekiem po powrocie ze swoich wypraw 'do nikąd i po nic', w kuchni zjawiał się Morpheus, coby zapytać się Charliego 'znowu jesz z mojej ulubionej miski?' Rookwood z początku nie był pewny czy Morpheus posiada tyle ulubionych misek, czy to jego sposób na zaczęcie rozmowy, więc ostroznie podchodził do sytuacji. Nie chciał być przecież, słoniem w składzie porcelany - zwłaszcza o 4 rano i przy ulubionej zastawie rozmówcy.
Przy wejściu został mu wręczony drobny podarek. Z początku chciał podejść do tego dość podejrzliwie, czując jak każdy mięsień się spina, zaraz jednak przypomniał sobie, że jakby miało się dziać tu coś niebezpiecznego, to połowa gości jak i organizatorów dałaby temu radę - przynajmniej taką miał nadzieję. Postanowił dłużej się nad tym nie zastanawiać i wszedł głębiej w salę, przez chwilę zahipnotyzowany jej urokiem. Gwieździste niebo wyglądało dokładnie tak, jak to pod którym ostatnio coraz cześciej zdarzało mu się spać. Letnia pogoda była wybawieniem, gdy myśli pozostawały zagubione w ciemności i szarości. Błogość momentu przerwały bardzo głośne decybele głosu Heather. No tak, nie sprawdził przecież kto też wybiera się na potańcówkę... Rozejrzał się za źródłem znajomego głosu i, ku jego zdziwieniu, dostrzegł jedynie wyjca wydzierającego swe wnętrzności przed Brenną.
Charles nie był pewien jak ma się czuć wobec usłyszanych nowin. Z jednej strony bardzo się cieszył. Cameron i heather wydawali się bardzo dotknięci Beltane, tak samo zresztą jak on sam. Nie tylko fizycznie, te okropne wydarzenia odcisnęły na ich psychice piętno. Dobrze było słyszeć, że ta dwójka odnalazła komfort oraz też i miłość w swoich ramionach. Charles znał ich wystarczająco długo, aby wiedzieć, że powinni się dogadać. Przynajmniej taką miał nadzieję. Z tej drugiej strony, poczuł nieprzyjemny ucisk w żołądku, myśląc o listach, które znajdywał na poddaszu u Longbottomów i pozostawiał nieotworzone. Zapewne większość z nich była od tej dwójki, bo i od kogo innego?
Nie wiedząc jak odnaleźć się w sytuacji z zapowiedzią ślubu najbliższych przyjaciół i przedziwną ekscytacją rozwijającą się równie energicznie co pusta, której obecność odczuwał w ostatnich momentach non stop, podszedł do baru. Wzrokiem starał się złapać kogoś znajomego, kogokolwiek, kto nie byłby zajęty tańcem albo żywą rozmową. Przygryzł wargę prawie się poddając, a wtedy też jego oczom ukazała się ... dziewczyna, która też mieszkała u Longbottomów. Nakładała mu czasami jajecznicę, na pewno mu się przedstawiła (albo zrobiła to za nia Brenna), tylko że Charles był okropny z imionami.
No cóż, jakoś to będzie, pomyślał łapiąc dwa kieliszki przypadkowych drinków i udał się w stronę Dory.
- Dobry - zagadnął. Nie był ubrany specjalnie zjawiskowo, bo też większość swoich 'wyjsciowych' ubrań musiał zostawić w starym mieszkaniu, wiele miesięcy temu. Ubrany był w jasną koszulę w kwiaty, a na szyi miał stary naszyjnik z pereł, być moze znaleziony w jednych z pudeł na strychu Longbottomów Dobry wieczór, właściwie. Przyniosłem ci kolejnego drinka, tak na wszelki wypadek, jakby rozmowa ze mną nie była znośna - podśmiał się, trochę sam do siebie, bo nie był pewien czy żart byl dobrze wycelowany - Nakładałaś mi śniadanie. W pewnym momencie. Ale nie rozmawialiśmy nigdy za dużo. To trochę dziwne, skoro mieszkamy w jednym domu. Jak się bawisz? - Dora, jeżeli znała imię Charlesa, to prawdopodobnie nie to 'pierwotne'. Zapewne kojarzyła go jako Juliena, jak reszta domowników.
drink dla Charliego
!magicznydrink
drink dla Dory (lub x2 dla Charliego jeżeli Dora odmówi)
!magicznydrink
podarek dla Charliego
!prezentgodryka
I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you