- Vivienne – podsunęła mu na tę wyliczankę pierwsze lepsze imię na V, choć miała ich jeszcze kilka na podorędziu. Zrobiła to jak zawsze z kamienną twarzą pokerzysty, który mówi zawsze wszystko śmiertelnie poważnie i nie zna się na żartach. Była jego krzywym zwierciadłem; bo tam, gdzie Atreus robił minę wyrażającą głębokie zamyślenie, jej twarz udawała, że była pozbawiona jakichkolwiek emocji. Ale znała się! Tylko na takich głupkowatych, które ją bawiły – i wierzcie lub nie, ale ten był jednym z tych zabawniejszych. Na dowód nawet drgnął jej kącik ust, by po chwili unieść go w górę w krzywym uśmieszku. Na ten rozbrajający, szerszy uśmiech Bulstrode'a odpowiedziała puszczeniem mu oka, uznając sprawę zwracania się do siebie po imieniu za zakończoną. Nie to, że miałaby coś przeciwko, gdyby przeszli z nazwisk na imiona, ale teraz też było dobrze. Była w tym pewna zażyłość. - Taki, który pasowałby do twoich myśli i nastroju – odparła tajemniczo, nie mówiąc mu wcale, że po tym drinku, gdy myśli jej uciekły w jakże niebezpieczne rejony, poczuła przemożną chęć śpiewać coś, co by do tych myśli… pasowało. Miała nadzieję, że po tym występie Patrick nie będzie się ją pytał, co to miało być, bo podsunęła swoje serce na dłoń aż za bardzo.
Widziała, z jaką prędkością Atreus dokończył swojego drinka. Aż uniosła jedną brew pytająco, czy wszystko w porządku, ale mężczyzna nawet się nie zachwiał. Tylko… buchnął ogniem z ust – i wtedy i druga brew dołączyła do pierwszej, uniesiona.
– No no, gorący z ciebie chłopak – rzuciła z przekąsem, bo była jedną z tych osób, które kompletnie nic nie robiły sobie z ognia. Nieważne czy był zimny, jak ten, którym zionął Atreus, czy był turbo ultra gorącym smoczym ogniem – kochała ogień w każdej postaci. Dlatego zupełnie niezrażona tym nagłym dziwacznym pokazem, pociągnęła go na parkiet, dopowiadając sobie sze do jego „zaw”. Zastanawiała się tylko, czy to kolejny dziwaczny efekt drinka, czy to przez to, że niebieskooki wypił resztę trunku właściwie na hejnał i wywołało to taką reakcję. Czuła jego chłodny dotyk na swojej skórze, nie przeszkadzało jej to ani trochę, sama przecież była zimna jak lód i miłą odmianą było trzymać kogoś, komu na pewno nie będzie to przeszkadzało. Przecież to nie było przyjemne, nawet jeśli byli ludzie, którzy się do tego przyzwyczaili. A i jej drink nadal działał; to, jak ją złapał w pasie i za dłoń – czuła to po stokroć i jawiło się to dziwnym dreszczem na ciele. Nie było to nieprzyjemne, a wręcz przeciwnie.
– Byłam – dała się zgrabnie okręcić i jej ciemne, prawie czarne włosy zawirowały. Lestrange uśmiechnęła się krótko. Nie było co robić z tego tajemnicy, wiedziała, że to i tak prędzej czy później się rozejdzie, tym bardziej, że po pojedynku Louvaina z tym nadętym Nottem zaczęto coś gadać, że z Laurentem wyglądali jak zakochana para. Byli blisko, ale w zupełnie inny sposób. – Tak jak decyzją rodziców było, byśmy się zaręczyli, tak ich decyzją było, by to zakończyć – to była prawda tylko częściowa… To prawda, że to ich rodzice zakończyli ten układ, ale było to po tym, jak Sauriel wymógł to na swoim ojcu. Po tym, jak próbował zakończyć swój żywot. Victoria nie miała zielonego pojęcia, co też Czarny Kot nagadał Erykowi, ale efekt, jaki był, każdy widział – pierścionka faktycznie nie nosiła. I może Sauriel był dupkiem… nawet miała tego świadomość, ale jej lojalność nie pozwalała tego o nim powiedzieć, nie w tym kontekście na pewno. – Spójrzmy prawdzie w oczy. Gdyby nie ja, to żaden z was nie ukisiłby nawet jednego ogóreczka – parsknęła z rozbawieniem, czego dowodem było to, że znowu uniosły się kąciki jej ust. A jednak była zdolna do uśmiechów! Tak naprawdę nie była to żadna tajemnica, tylko bardzo mylne wrażenie. – A ty? Słyszałam, że w maju też zakończyłeś znajomość z panną Delacour – nie mogła pozostać mu dłużna.