Taniec szedł im nie najgorzej. Bardzo swobodnie sunęli po parkiecie. Samuel chyba uwierzył w to, że umie tańczyć. Może to wszystko dzięki Uli, która okazała się być naprawdę wspaniałą towarzyszką? Kto to wie.
Jego pewność siebie jednak bardzo szybko odeszła w zapomnienie. Ula się zachwiała, uderzyła w parę tańczącą obok. Spowodowało to spore zamieszanie, a najgorsze, że działo się bardzo szybko. Carrow próbował jeszcze jakoś osłonić nieznajomych, no, ale nie zdążył. Wjechali w nich niczym dzik w maliny. Co za wstyd. To na pewno jego wina, bo źle prowadził w tańcu.
Musiał jednak działać dalej, bo Ula rozpoczęła swój lot, w kierunku podłogi. Złapał ją za rękę, mocno, bo nie chciał, żeby straciła zęby na parkiecie. Znaczy złapał ją zgrabnie w locie. Tyle, że pojawił się aspekt, którego się nie spodziewał. Dziewczyna miała w sobie bardzo dużo siły, tego się nie spodziewał. Miotnęła nim, jak kukłą, kiedy ją złapał, przez co on również spektakularnie rąbnął o ziemię. Robił wszystko, żeby nie polecieć na nią, bo mógłby ją zgnieść.
Skończyło się więc na tym, że leżał słodziutko na plecach oglądając sufit i miał obolałą dupę, na szczęście nie był jedynym, bo Ula leżała gdzieś obok niego. - Piękne to było. - Rzucił do niej rozbawiony. Nie był to przecież koniec świata.