Bycie sobą - oto materiał, którego każdy potrzebował. Każdy? Niektórzy chcieli być ideałami przez całe swoje życie, niezależnie od tego, kto patrzył z zewnątrz, bo mieli jednego, istotnego wroga - siebie samych. W odbiciu szyb, w odbiciu luster, w zakrzywieniu łyżeczki i porcelanie na komodzie mogli zobaczyć swoje własne odbicie. Pociągnąć wzrok w dół i zobaczyć zagięcia na koszuli, źle dopięty krawat, ślad po piórze na dłoni. A to tylko zewnętrzne aspekty. To, co działo się w środku, było o wiele trudniejsze do zatuszowania z prostego powodu - było również trudniejsze do zmazania. Nie wypierzesz kleksu ze swojej duszy tylko dlatego, że tego chcesz. Możesz go zaakceptować, pogodzić się z jego obecnością, albo pozwolić innym porwać cię na kawałki przez stres i brak zrozumienia. Bello, mon ami, jeśli zbyt piękna - tak na zewnątrz, jak i wewnątrz - żeby myśleć, że te kleksy są złe. Myślą tak inni, wytykają, pokazują, wyciągają niteczki. To chyba potrafi boleć tak samo, prawda? Nawet kiedy nosisz swoje słabości jak zbroje, to kiedy cię rozbrajają trudno nie raz i nie dwa zrozumieć, dlaczego. Tak łatwo było się w tym zatracić, że w końcu zapominasz, co w ogóle możesz stracić. Choć Piękna, jakie to nosiła imię, chyba nie zapominała. Że w tym tańcu ze światem i obcymi ludźmi stawką ciągle była ona sama.
- Błagam, nie zamieniaj mojego snu w koszmar. - Drgnęły mu kąciki ust i nawet się wzdrygnął, choć tak bardziej teatralnie, żeby podkreślić, jaka okropna propozycja tutaj padła i jak to on sam chętny był do padnięcia na kolanka. Nie był. Sauriela trzeba było siłą docisnąć do ziemi, żeby na kolana padł. Nie padał na nie nawet przed Czarnym Panem, więc przed kim innym miał niby na nie upaść? Ale nie potrzebowała jego zniżenia się po poziomu podłogi, żeby mieć podziw jej kobiecości, jego uznanie co do niej i jego dobry nastrój, który przejrzystym materiałem nakrywał bezdenną studnię jego emocji. Czy może ich brak - w całym marazmie, w jakim się utopił. - JPij, pij, będziesz łatwiejsza. - Uśmiechnął się już bezczelnie, chociaż w jego wydaniu był to tylko i wyłącznie żart. Jeden z tych świńskich, które lubił zapodawać, ale wcale nie będących szczytem tego, czym popisać się potrafił. Wszystkie jego teksty nigdy nie miały celu poderwania Belli, bo na słówkach i żarcikach się kończyło. Flirt dla sportu - tak, to było możliwe. Sugerowało nawet, że Sauriel mógłby zrobić z tego jakiś konkurs! A biorąc pod uwagę, że się lubił zakładać, to nie było to nawet niemożliwe! Tylko wtedy z pewnością nie wybrałby osób, które lubił, szanował i cenił. Bellatrix, tak się składało, zaliczała się do tych osób. Sauriel machnął ręką na barmana, żeby domówić sobie whiskey i spojrzeć na Bellę, czym miałaby ochotę zrosić swoje całuśne usta na dobry początek. Ale nie zamówił tę whiskey, bo padło pytanie... a on wyszczerzył kły. - Nie pytaj, bo jeszcze zaproponuje, że musimy wypróbować każdej pozycji po kolei z karty. A jak będę już najebany to wyjdę na scenę i zaśpiewam ci Light my Fire.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.