- Czuję się dotknięty, że podejrzewasz mnie o taką bezczelność. - pozwolił sobie na tego rodzaju odpowiedź. Pasującą do tego Theona, którego znała. Przerzucanie się tego typu tekstami, odrobinę pomagało. Pozwalało się rozluźnić. Odrobinę rozchmurzyć. Poprawiało humor, który niekoniecznie dopisywał. Aczkolwiek, biorąc pod uwagę wszystko to, co obecnie spadło na jego barki, to i dopisywać on wcale nie musiał. Powinno być to w pełni, absolutnie, zrozumiałe.
Sam nie zakładał tego, że była mu w stanie pomóc. Albo może inaczej. Bardziej niż prawdziwej pomocy, potrzebował kogoś przy kim będzie mógł to wszystko wyłożyć na stół. Odsłonić kolejne karty. Zrzucić ten ciężar, który nie dawał spokoju. Męczył.
W żaden sposób nie zareagował na jej słowa. O tym, że nie szkodzi. O tym, że to nie miało dla niej nigdy większego znaczenia. Zamiast tego czekał, aż zrozumie. Poczuje. Sama zdoła połączyć ze sobą kolejne kropki. Bo przecież o tym, co miało miejsce podczas Beltane słyszeli już wszyscy. Albo niemalże wszyscy. Tego typu sprawy nigdy nie przechodziły bez echa. A poza tym, nie sposób było zamieść to pod dywan. Wyciszyć.
- W zasadzie... jesteś prawie pierwsza.
Do tej pory miał okazje omówić to jedynie z Louvainem. Zapoznać się z tym, co na ten temat pisały media. Zdołał też nawiązać kontakt z Cynthią Flint. W zasadzie nie udało mu się odkryć niczego, co kazałoby spojrzeć na ten problem z innej strony. Poszukać innego rozwiązania. I tak dalej, dalej, głębiej w to bagno. Poza tym niekoniecznie też był w stanie się na tym skupić. Bo choć tego nie powiedział, ta cholerna przypadłość stanowiła zaledwie wierzchołek góry lodowej, która majaczyła na horyzoncie.
Potrzebował dłuższej chwili, żeby być w stanie przedstawić jej to, co na ten temat wiedział; co do tej pory zdołał uzyskać. Musiał to pozbierać. Poukładać sobie w głowie.
- Ponoć jesteśmy czymś, czego nauka dotąd nie opisywała. - zaczął, bardziej niż na blondynce, skupiając się na drodze, którą mieli do pokonania. Tej dzielącej ich od drewnianego molo. - I ponoć jest to efekt jakiegoś... wpływu limbo? Niewiele pamiętam, wizyta w tamtym miejscu jakby... nie wpłynęła na mnie dobrze. Ciężko mi cokolwiek więcej powiedzieć. Odtworzyć. Wiem tylko, że zostawiło to na mnie trwały ślad. Właśnie ten chłód. To zimno. Trochę jakbyś był trupem, ale nadal jesz, funkcjonujesz względnie normalnie, w nocy śpisz, za dnia nadal srasz. - parsknął, jakby nie mogąc powstrzymać się przed takim okazaniem tego, w jaki sposób to wszystko widział, odczuwał, na ten problem reagował. - Ponoć można to zamaskować eliksirem. - dodał jeszcze, wzruszając przy tym ramionami. Sam na ten moment nie próbował. Chyba po prostu... nie odważył się szukać właśnie tego cholernego eliksiru, który byłby zdolny emitować ciepło ludzkiego ciała. Owszem, mógł udać się w tym celu do kogoś zaufanego, ale wtedy rodziło się inne ryzyko. Ryzyko tego, że to na tą osobę ściągnięta zostanie uwaga.
Będzie musiał nad tym wreszcie pomyśleć, zwłaszcza że już na dniach zamierzał wrócić do pracy. Pojawić się ponownie w Ministerstwie. Wśród ludzi.