adnotacja moderatora
Rozliczono - Rodolphus Lestrange - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
List od Roberta przyszedł do niego z samego rana. Spłonął zaraz po odczytaniu, ale instrukcje były jasne: Flint, z którym miał porozmawiać, pracował jako koroner w Ministerstwie Magii. Osoba polecana przez tajemniczych zaufanych ludzi - nie miał pojęcia, o kogo chodzi, ale skoro Robert kazał, Rodolphus robił. Gdyby miał inne spojrzenie na wspólną sprawę, to być może zaczęłoby to być dla niego męczące, ale ostatnio łapał się na tym, że to był układ niezwykle wygodny. Nie musiał pytać, nie musiał za dużo myśleć: po prostu robił to, co chciał i to po swojemu, dostając wystarczająco swobody, by działać we własnym zakresie, według własnych metod. To, że Robert zrzucił na niego to zadanie, miało sens - jako pracownik Ministerstwa miał dużo łatwiejszy dostęp do ludzi tu pracujących. I dużo lepszą wymówkę.
Już wcześniej wiedział też, że dojdzie do spotkania z osobą postronną, bo rozmawiali o tym z Mulciberem co najmniej kilka miesięcy temu. Sprawa nieco przycichła przez pewne... Zawirowania, które miały miejsce na początku miesiąca, ale wyglądało na to, że mogli na powrót ruszyć z badaniami. Wybrał więc ten sam dzień, bo Robert ponownie narzucił szaleńcze tempo, a przecież on miał jeszcze kilka spraw do załatwienia. Im szybciej porozmawia z Flintem, tym lepiej. Nie planował owijać w bawełnę, ale też nie chciał rozmawiać przy osobach trzecich - wybrał więc porę, w której większość pracowników robiła sobie przerwę. Będą mogli łatwo wyślizgnąć się z budynku i porozmawiać w cztery oczy, bez obawy, że ktoś ich podsłucha.
Było tylko jedno ale: przecież Robert nie powiedział mu, że Flint to tak naprawdę Flintówna. A Rodolphus nie wpadł na to, by o to dopytać, bo być może nie znał dogłębnie problemu Mulcibera z kobietami, ale po prostu odruchowo założył, że Flint okaże się mężczyzną. Bo tacy się wokół Roberta kręcili. Nic więc dziwnego, że gdy zszedł do Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, podszedł do pierwszego lepszego biurka, przy którym siedział mężczyzna. Zamienił z nim kilka słów, kiwnął głową i postanowił poczekać, aż ten pójdzie po "Flinta".
- Cynthia? Ktoś do ciebie, z Departamentu Tajemnic - czy spodziewała się kogoś? Czy została uprzedzona o tym, że ktoś będzie się z nią kontaktować? Tego nie wiedział, ale liczył, że Mulciber zadbał i o to.