28.02.2024, 02:09 ✶
Być może nie odsłoniła przed Atreusem wszystkich kart — głównie przez opnie, która się za nim ciągnęła już od czasów szkolnych, bo przecież Cynthia bardzo nie chciała być jedną z wielu, ale i przez to, że wiele dziewcząt, które znała, coś z nim łączyło. Nie oznaczało to jednak, że pomimo flirciarskich wpleceń w wypowiedzi, rozmowy z nim zawsze stanowiły przyjemne orzeźwienie i odskocznie od tego, co oferowała jej chłodna codzienność. Uwielbiała ją, ale czasem, aby na powrót zatonąć w sprawach życia i śmierci, a także w manipulacji organicznej, trzeba było się oderwać. Zarówno on, jak i Brenna byli swojego rodzaju promyczkami, jasną barwą na tle bezkresnej szarości, którą Flint przecież sama wybierała. Gra w kłamstwa na tym poziomie zaawansowania nabierała całkiem innego znaczenia.
-Niczego innego bym się po Tobie nie spodziewała, Atreusie. - zauważyła z delikatnym wzruszeniem ramion, jakby pewna, że nie mogło być inaczej. Trzeba przyznać, że znaczna większość osób z jej rocznika lub tych przylegających, była wyjątkowo słowna. Nie miała pomysłu na przysługę, ale dlatego też wolała, aby ta tkwiła zawieszona. Nie było sensu wykorzystywać czegoś na siłę, zwłaszcza że przez swoją pozycję zawodową, jak i umiejętności, Bulstrode był po prostu użyteczny. Mógł przynieść korzyści, gdyby kiedyś przesadziła z zaangażowaniem zasobów Ministerstwa w swoje praktyki nekromancie, nad którymi przecież ciągle pracowała. Nie tylko szukając odpowiedzi na pytania, które bezpośrednio dotyczyły przypadłości uwolnionej z limbo i jej powiązania z dementorami, ale i odszukując nowych rytuałów, o których Czarodzieje z Wysp mogli nie mieć pojęcia. Przede wszystkim było to też miło spędzone popołudnie, odskocznia od samotnego wieczoru w domu. Castiel wyjechał już dawno, nie miał chyba zamiaru w ogóle wrócić, a ojciec coraz częściej przebywał na otwartych wodach, twierdząc, że Londyn i Anglia ogólnie rzecz biorąc, go duszą. Ciężko było przebywać samotnie w tak dużej i przepełnionej raczej bolesnymi wspomnieniami posiadłości. Nie mógł wiedzieć, że cały ten chłód był wyuczonym na przestrzeni lat instynktem obronnym, kontrolowanym ciągle nekromantycznymi sztuczkami. Łatwiej się żyło z ograniczonym odczuwaniem emocji, gdy świat nie był pełen skrajności i gdy wszystko dookoła nie odstraszało, nie przebodźcowywało. Czy było to dobre? Nie, toksyczne i wyniszczające, ale była do tego chyba już przyzwyczajona, zapominając zwyczajnie, jak to jest dać ponieść się chwili, wpuścić jakąś iskrę do swojego życia. I pewnie, gdyby okoliczności sprzyjały, gdyby los poplątał ich ścieżki w odpowiedni sposób, to istniała szansa, że on mógłby być tą iskrą ze swoją osobowością.
- Słyszałam, że takie zdarzenia bardzo weryfikują znajomości w życiu. - rzuciła z delikatnym wzruszeniem ramion, nawiązując chyba do tego filozoficznego tekstu o utracie i docenieniu kogoś. Biuro Aurorskie z pewnością wiele by straciło, podobnie, jak banda Borgina. Wiele osób by pewnie oplotło go myślami, gdyby coś mu się stało, lubili go i był popularną osobą. I nie mówiła tego faktycznie po to, aby połechtać jego ego. Ludzie, za którymi ktoś będzie tęsknił, powinien zdawać sobie z tego sprawę i nauczyć się inaczej warzyć ryzyko. Czasy wojny były trudne, zwłaszcza gdy ta się tak nasilała. Przyjaciel przeciwko przyjacielowi, brat przeciwko bratu. Czy dałoby się na zawsze pozostać neutralnym i wspierać osoby, na których faktycznie zależało? Nie znała na to odpowiedzi, a podobnie, jak Atreus, tkwiła przecież pomiędzy młotem a kowadłem. Osoby, dla których mogłaby się poświęcić, dla których mogłaby walczyć, były po obydwu stronach tego rozrastającego się konfliktu. Współczuła mu, milcząc. To nie była jej rola i jej sprawa, aby mu mówić.
- Wierzysz w to wszystko? - zapytała z nutą zaciekawienia, bo sama w magię druidów powątpiewała. Jej dłoń pomknęła ku górze, muskając palcami jego ramię i uśmiechnęła się lekko w podziękowaniu za jego słowa, którymi szczerze, to jej schlebiał. Nawet jeśli trochę nie wierzyła, bo przecież oni wszyscy byli dla siebie, jak bracia. A ona była nikim. Owszem, mieli relacje, ale przecież nie były tak głębokie, jak ta, które oni pielęgnowali od Hogwartu. Chyba. Lou miał swoje za uszami, był trudny. Niewłaściwy dla niej. Cynthia jednak też nie była święta. - To prawda. Nie można zmusić do miłości. Chociaż, co ja o tym wiem?
Podniosła się z miejsca, posyłając mu jeszcze krótkie spojrzenie. Złapała w palce swoją różdżkę — srebrny i elegancki kijek, nabyty podczas nauki w Nowym Orleanie.
- Zajmę się Tobą najlepiej, jak umiem. - nie skłamała tutaj, gdy rzuciła to nieco ciszej, podchodząc do mężczyzny. Z początku musiała zrobić podstawowe oględziny — przyjrzeć się jego oczom, zwrócić uwagę na szybkość bicia serca czy w końcu rodzaj oddechu. W dotyku jego skóra była chłodna, jednak na pracowniku kostnicy nie robiło to wrażenia, zwłaszcza że miała już wcześniej styczność z zimnymi. Cynthia złapała za rękaw jego koszuli, podwijając go delikatnie do góry, aby dostać się w okolice jego nadgarstka i znajdujących się tam żył. Dawno nauczyła się, że praca na naczyniach krwionośnych była znacznie dokładniejsza i szybsza, niż w przypadkowym miejscu. Usiadła obok niego, kładąc jego rękę na swoich nogach, wierzchem do dołu. Ułożyła palce na jego nadgarstku, a w drugiej dłoni zacisnęła różdżkę, skupiając się na swoim zadaniu. Dużo ćwiczyła, miała wprawę w delikatnych wtargnięciach do cudzego organizmu, a Atreus mógł poczuć głównie ciepło, które rozchodziło się z jej skóry, próbując jakby wędrować dalej przez dotykaną przez nią żyłę.
- Wydajesz się odrobinę przemęczony, zbyt dużo bodźców. - mówiła cicho, nie chcąc trzymać go w jakieś niepewności odnośnie do tego, co robiła, a były to pierwsze sygnały, które mogła dostrzec w jego ciele. Miał nieco zachwianą hormonalną gospodarkę. - Miałeś ostatnio jakieś objawy, poza... Chłodem?
-Niczego innego bym się po Tobie nie spodziewała, Atreusie. - zauważyła z delikatnym wzruszeniem ramion, jakby pewna, że nie mogło być inaczej. Trzeba przyznać, że znaczna większość osób z jej rocznika lub tych przylegających, była wyjątkowo słowna. Nie miała pomysłu na przysługę, ale dlatego też wolała, aby ta tkwiła zawieszona. Nie było sensu wykorzystywać czegoś na siłę, zwłaszcza że przez swoją pozycję zawodową, jak i umiejętności, Bulstrode był po prostu użyteczny. Mógł przynieść korzyści, gdyby kiedyś przesadziła z zaangażowaniem zasobów Ministerstwa w swoje praktyki nekromancie, nad którymi przecież ciągle pracowała. Nie tylko szukając odpowiedzi na pytania, które bezpośrednio dotyczyły przypadłości uwolnionej z limbo i jej powiązania z dementorami, ale i odszukując nowych rytuałów, o których Czarodzieje z Wysp mogli nie mieć pojęcia. Przede wszystkim było to też miło spędzone popołudnie, odskocznia od samotnego wieczoru w domu. Castiel wyjechał już dawno, nie miał chyba zamiaru w ogóle wrócić, a ojciec coraz częściej przebywał na otwartych wodach, twierdząc, że Londyn i Anglia ogólnie rzecz biorąc, go duszą. Ciężko było przebywać samotnie w tak dużej i przepełnionej raczej bolesnymi wspomnieniami posiadłości. Nie mógł wiedzieć, że cały ten chłód był wyuczonym na przestrzeni lat instynktem obronnym, kontrolowanym ciągle nekromantycznymi sztuczkami. Łatwiej się żyło z ograniczonym odczuwaniem emocji, gdy świat nie był pełen skrajności i gdy wszystko dookoła nie odstraszało, nie przebodźcowywało. Czy było to dobre? Nie, toksyczne i wyniszczające, ale była do tego chyba już przyzwyczajona, zapominając zwyczajnie, jak to jest dać ponieść się chwili, wpuścić jakąś iskrę do swojego życia. I pewnie, gdyby okoliczności sprzyjały, gdyby los poplątał ich ścieżki w odpowiedni sposób, to istniała szansa, że on mógłby być tą iskrą ze swoją osobowością.
- Słyszałam, że takie zdarzenia bardzo weryfikują znajomości w życiu. - rzuciła z delikatnym wzruszeniem ramion, nawiązując chyba do tego filozoficznego tekstu o utracie i docenieniu kogoś. Biuro Aurorskie z pewnością wiele by straciło, podobnie, jak banda Borgina. Wiele osób by pewnie oplotło go myślami, gdyby coś mu się stało, lubili go i był popularną osobą. I nie mówiła tego faktycznie po to, aby połechtać jego ego. Ludzie, za którymi ktoś będzie tęsknił, powinien zdawać sobie z tego sprawę i nauczyć się inaczej warzyć ryzyko. Czasy wojny były trudne, zwłaszcza gdy ta się tak nasilała. Przyjaciel przeciwko przyjacielowi, brat przeciwko bratu. Czy dałoby się na zawsze pozostać neutralnym i wspierać osoby, na których faktycznie zależało? Nie znała na to odpowiedzi, a podobnie, jak Atreus, tkwiła przecież pomiędzy młotem a kowadłem. Osoby, dla których mogłaby się poświęcić, dla których mogłaby walczyć, były po obydwu stronach tego rozrastającego się konfliktu. Współczuła mu, milcząc. To nie była jej rola i jej sprawa, aby mu mówić.
- Wierzysz w to wszystko? - zapytała z nutą zaciekawienia, bo sama w magię druidów powątpiewała. Jej dłoń pomknęła ku górze, muskając palcami jego ramię i uśmiechnęła się lekko w podziękowaniu za jego słowa, którymi szczerze, to jej schlebiał. Nawet jeśli trochę nie wierzyła, bo przecież oni wszyscy byli dla siebie, jak bracia. A ona była nikim. Owszem, mieli relacje, ale przecież nie były tak głębokie, jak ta, które oni pielęgnowali od Hogwartu. Chyba. Lou miał swoje za uszami, był trudny. Niewłaściwy dla niej. Cynthia jednak też nie była święta. - To prawda. Nie można zmusić do miłości. Chociaż, co ja o tym wiem?
Podniosła się z miejsca, posyłając mu jeszcze krótkie spojrzenie. Złapała w palce swoją różdżkę — srebrny i elegancki kijek, nabyty podczas nauki w Nowym Orleanie.
- Zajmę się Tobą najlepiej, jak umiem. - nie skłamała tutaj, gdy rzuciła to nieco ciszej, podchodząc do mężczyzny. Z początku musiała zrobić podstawowe oględziny — przyjrzeć się jego oczom, zwrócić uwagę na szybkość bicia serca czy w końcu rodzaj oddechu. W dotyku jego skóra była chłodna, jednak na pracowniku kostnicy nie robiło to wrażenia, zwłaszcza że miała już wcześniej styczność z zimnymi. Cynthia złapała za rękaw jego koszuli, podwijając go delikatnie do góry, aby dostać się w okolice jego nadgarstka i znajdujących się tam żył. Dawno nauczyła się, że praca na naczyniach krwionośnych była znacznie dokładniejsza i szybsza, niż w przypadkowym miejscu. Usiadła obok niego, kładąc jego rękę na swoich nogach, wierzchem do dołu. Ułożyła palce na jego nadgarstku, a w drugiej dłoni zacisnęła różdżkę, skupiając się na swoim zadaniu. Dużo ćwiczyła, miała wprawę w delikatnych wtargnięciach do cudzego organizmu, a Atreus mógł poczuć głównie ciepło, które rozchodziło się z jej skóry, próbując jakby wędrować dalej przez dotykaną przez nią żyłę.
- Wydajesz się odrobinę przemęczony, zbyt dużo bodźców. - mówiła cicho, nie chcąc trzymać go w jakieś niepewności odnośnie do tego, co robiła, a były to pierwsze sygnały, które mogła dostrzec w jego ciele. Miał nieco zachwianą hormonalną gospodarkę. - Miałeś ostatnio jakieś objawy, poza... Chłodem?