28.02.2024, 13:12 ✶
24.07.1972
Przy śmietnikach na Nokturnie
Przy śmietnikach na Nokturnie
Ostatnie miesiące nie potoczyły się po jej myśli. No dobrze, może nie było aż tak źle, zdrowie dopisywało, przynajmniej w większości, dach nad głową miała, jedzenie też, starczało nawet na drobne przyjemności, udało jej się uniknąć wszelkich niebezpieczeństw, które mimo czajenia się w zaułkach jakoś jej osobiście nie dotknęły. Można powiedzieć, że w przeciwieństwie do wielu innych, którzy borykali się z większymi niż ona problemami, nie mogła narzekać.
Tylko czy było to życie, czy jednak stagnacja?
Miała plany. Całkiem ambitne. Ba, nawet myślała, że mały sukces jej stoiska z biżuterią na Beltane będzie elementem przełomowym w jej karierze. Liczyła że zarobki z wtedy będą fundamentem jej przyszłego, w końcu własnego biznesu.
I co? W sumie nic.
Starczyło na kupno kilku całkiem przyzwoitych materiałów, w tym cennych metali i kamieni, nadal jednak siedziała na swoim starym etacie. Prywatne zlecenia spływały raczej słabo, tym bardziej, że jej pracodawca słysząc o całej sprawie, pogardliwie stwierdził, że jej “jarmarczne rękodzieło za knuta” już dawno wylądowało w rękach dzieci lub zapomniane głęboko w szufladach. I chyba miał rację. Nie były to ambitne twory, ale takie miały być. Miały dać chwilę zabawy, spowodować jeden czy dwa uśmiechy i być jakąś małą pamiątką.
I jak na początku jej samej ten zamysł się podobał, teraz musiała się zastanowić, czy przypadkiem nie nadała sobie błędnej etykiety, którą teraz musiała jakoś naprostować.
Dlatego zlecenie, na którym teraz pracowała było takie ważne.
Oczy miała już co prawda przekrwione i przesuszone, gdy poprawiała misterny wzór zawieszki, który miał imitować morskie fale. Miały one otaczać piękny akwamaryn, który wcześniej udało jej się kupić w całkiem dobrej cenie i który… Jeszcze chwilę temu leżał na jej biurku, a teraz nagle wyparował.
Poderwała się z krzesełka niemal natychmiast, praktycznie je przewracając, po czym w panice zaczęła przeszukiwać mebel przy którym pracowała, przewalając wszystkie papiery i bibeloty, a następnie całą podłogę. Wczołgała się w każdy kąt, brudząc kolana kurzem, który zaległ w mniej odwiedzanych przez zmiotkę i zaklęcia czyszczące kątach, po czym nagle wstała, niemal uderzając głową o jedną z szafek.
- Śmietnik. Sprzątałam śmieci z biurka - powiedziała do siebie, czując, jak robi jej się nagle niedobrze, na myśl o grzebaniu w śmietniku, bo oczywiście musiała wynieść je do pojemnika, który znajdował się przed jej kamienicą. I który oczywiście nie mógł stać od strony Horyzontalnej, tylko cholernego Nokturnu. Wolała nie myśleć, co mogło się w nim znajdować, akwamaryn był jednak w tym momencie warty więcej niż jej godność. W sumie dużo rzeczy było więcej wartych niż to. Dowiedziała się o tym już dawno temu.
Zeszła na dół, nastrajają się na nurkowanie wśród odpadków. I po chwili stanęła jak wryta, bo dostrzegła kogoś, kto właśnie grzebał w tym nieszczęsnym kontenerze, gdzie znajdował się prawdopodobnie jej zaginiony skarb. Bo jeśli nie, to znaczy, że niedługo zrobi z siebie debila bez powodu.
- HEJ! TO MOJE ŚMIECI! - krzyknęła, wiedząc, że nikt normalny i tak nie zwróci na nich uwagi, ewentualnie jak najszybszym krokiem oddali się z okolicy, nie chcąc trafić na walczących bezdomnych. Nie ważne, że sytuacja była, chyba, zgoła inna. - Zostaw to! - rzuciła, zbliżając się do nieznajomego. I cóż, może gdyby była mniej zmęczona przemyślałaby swoje postępowanie i nie zaryzykowałaby dostaniem klątwą w twarz. Teraz jednak liczyły się pieniądze, które właśnie zaraz mogła stracić.