28.02.2024, 19:35 ✶
Być może niektóre osoby z organizacji by tego nie pochwaliły, ale Lestrange nie zamierzał zostawiać nikogo za sobą. Nie tylko dlatego, że miał przed sobą kuzyna i drugiego Niewymownego - ale też dlatego, że jeżeli ktokolwiek schwytałby śmierciożercę, mógłby zmusić go do mówienia. Znali swoją tożsamość, nie mogli ryzykować wpadki. Przecież pozostawienie kogokolwiek za sobą było tak durne, że nawet nie chciał myśleć o tym, że ktoś kiedyś mógł wpaść na podobny pomysł. Tu nie chodziło o jakieś więzy, braterstwo czy inne uczucia a o wspólną sprawę i jej bezpieczeństwo. Byli cienkimi ogniwami łańcucha, gdy pęknie jedno: posypią się kolejne.
Rodolphus zerknął na Nicholasa i powoli kiwnął głową, wskazując dłonią odpowiednie drzwi. Nie miał zamiaru go odprowadzać i przykrywać kołdrą, Nick był dużym chłopcem, a on nie zamykał pokojów na klucz. Przeniósł spojrzenie z powrotem na kuzyna, gdy Travers wszedł do sypialni. Milczał, wpatrując się w jego plecy. Przynajmniej darował sobie picie, tyle dobrze. Powinien mu pogratulować? Być może, ale nie zrobił tego. Przyjął do wiadomości fakt, że Louvain jest w tej chwili wyżej w hierarchii, co mu w ogóle nie przeszkadzało. Był tylko małym trybikiem w machinie - nie miało dla niego znaczenia kto aktualnie przyjmował na siebie największe ciśnienie, byle by tylko ta osoba była kompetentna. Czy Mistrz słusznie zrobił, zrzucając ze stołka Mulcibera? Być może nie, ale nie jego rolą było kwestionowanie tej decyzji. Dobrze, że na jego miejsce wszedł od razu ktoś, kto w oczach Rodolphusa nie był skończonym idiotą. Czekał w milczeniu, siedząc na kanapie. Jego palce przesuwały się po materiale jednej z poduszek niemal odruchowo, gdy automatycznie układał w głowie kilka planów. Zmodyfikuje je odpowiednio, gdy Travers skończy i przekaże im to, czego się dowiedział. Ale zarys musiał powstać w jego głowie już teraz, na wypadek gdyby coś poszło nie tak i trzeba było całkowicie zmienić założenia.
Rodolphus zerknął na Nicholasa i powoli kiwnął głową, wskazując dłonią odpowiednie drzwi. Nie miał zamiaru go odprowadzać i przykrywać kołdrą, Nick był dużym chłopcem, a on nie zamykał pokojów na klucz. Przeniósł spojrzenie z powrotem na kuzyna, gdy Travers wszedł do sypialni. Milczał, wpatrując się w jego plecy. Przynajmniej darował sobie picie, tyle dobrze. Powinien mu pogratulować? Być może, ale nie zrobił tego. Przyjął do wiadomości fakt, że Louvain jest w tej chwili wyżej w hierarchii, co mu w ogóle nie przeszkadzało. Był tylko małym trybikiem w machinie - nie miało dla niego znaczenia kto aktualnie przyjmował na siebie największe ciśnienie, byle by tylko ta osoba była kompetentna. Czy Mistrz słusznie zrobił, zrzucając ze stołka Mulcibera? Być może nie, ale nie jego rolą było kwestionowanie tej decyzji. Dobrze, że na jego miejsce wszedł od razu ktoś, kto w oczach Rodolphusa nie był skończonym idiotą. Czekał w milczeniu, siedząc na kanapie. Jego palce przesuwały się po materiale jednej z poduszek niemal odruchowo, gdy automatycznie układał w głowie kilka planów. Zmodyfikuje je odpowiednio, gdy Travers skończy i przekaże im to, czego się dowiedział. Ale zarys musiał powstać w jego głowie już teraz, na wypadek gdyby coś poszło nie tak i trzeba było całkowicie zmienić założenia.