29.02.2024, 05:08 ✶
Musiała sobie chociaż odrobinę pożartować, szczególnie w ten zaczepny sposób, z którym tak dobrze się czuła. I może lepiej, że to zrobiła, bo każda kolejna chwilą, kiedy przesuwała palcami po jego zimnej skórze, sprawiała że ciężej było się jej uśmiechać, a ciężka prawda zalegała na barkach. Ale była też ciekawość. Nie byłaby sobą, gdyby nie zaczęła się zastanawiać dlaczego. Bo akurat jak łatwo było się domyśleć; pan każe, sługa musi. W tym kontekście było to niemal dosłowne i całkiem godne pożałowania i gdyby nie chodziło Traversa, pewnie właśnie tak by się uśmiechnęła teraz - z pełną złośliwością i zrezygnowaniem. Jakby chciała się go bezgłośnie zapytać, czy nie miał nic lepszego do roboty.
Ale zamiast tego zapatrzyła się na wijące się przed nimi ślady jakiegoś poprzedniego spacerowicza, odrobinę może tylko krzywiąc się na informacje o tym, że oto została potraktowana z niezwykłymi honorami i mogła otrzymać jakiś medal nawet, za zajęcie prawie pierwszego miejsca. Brzmiało to lepiej niż za drugie, czy dziesiąte, w zależności od tego jak rozległe dla Theona było pojęcie prawie.
Zasępiła się na moment, bo niekoniecznie wiedziała, jak właściwie miała zadać mu przynajmniej niektóre z pytań. Wiedziała, że wiedział, że nie była skończoną idiotką i opanowała czytanie ze zrozumieniem, ale nigdy nie do końca rozumiała jak mówić o temacie Czarnego Pana, nawet jeśli niektórzy sami jej się do tego przyznali. Ale Alex wyszeptał jej to jak nigdy nic między jednym, a drugim pocałunkiem, a Diana nad jakąś wyjątkowo relaksującą herbatką, a to...? Tutaj nie padły żadne deklaracje.
- A ci twoi koledzy... - powiedziała, marszcząc nieco brwi, jakby mówiła w swojej głowie Serio? Koledzy? To brzmiało jakby w wolnym czasie nie dopuszczali się aktów terroryzmu tylko biegali z kolegami i bili pokrzywy. - Z nimi jest tak samo? - dokończyła, ale spojrzała na niego jakby przepraszająco. - Po prostu... zakładam, że to nie była jednoosobowa wycieczka. Nieważne... zignoruj to - zamachała ręką, chcąc się jeszcze z tego jakoś wycofać. - Co w takim razie pamiętasz? Jeśli to nie problem to chętnie bym posłuchała. Widzieć limbo to jedno, ale być w nim...? To dla mnie nieznane terytorium, a duchy wyciągnięte z zaświatów nie pamiętają ich - wzruszyła ramionami, poprawiając z pewną nerwowością szal, który chronił ramiona od słońce i wygładzając też zaraz lekką, ciemno-zieloną sukienkę, którą miała na sobie. - Ponoć brzmi też tak, jakbyś go nie miał, mam rację?
Ale zamiast tego zapatrzyła się na wijące się przed nimi ślady jakiegoś poprzedniego spacerowicza, odrobinę może tylko krzywiąc się na informacje o tym, że oto została potraktowana z niezwykłymi honorami i mogła otrzymać jakiś medal nawet, za zajęcie prawie pierwszego miejsca. Brzmiało to lepiej niż za drugie, czy dziesiąte, w zależności od tego jak rozległe dla Theona było pojęcie prawie.
Zasępiła się na moment, bo niekoniecznie wiedziała, jak właściwie miała zadać mu przynajmniej niektóre z pytań. Wiedziała, że wiedział, że nie była skończoną idiotką i opanowała czytanie ze zrozumieniem, ale nigdy nie do końca rozumiała jak mówić o temacie Czarnego Pana, nawet jeśli niektórzy sami jej się do tego przyznali. Ale Alex wyszeptał jej to jak nigdy nic między jednym, a drugim pocałunkiem, a Diana nad jakąś wyjątkowo relaksującą herbatką, a to...? Tutaj nie padły żadne deklaracje.
- A ci twoi koledzy... - powiedziała, marszcząc nieco brwi, jakby mówiła w swojej głowie Serio? Koledzy? To brzmiało jakby w wolnym czasie nie dopuszczali się aktów terroryzmu tylko biegali z kolegami i bili pokrzywy. - Z nimi jest tak samo? - dokończyła, ale spojrzała na niego jakby przepraszająco. - Po prostu... zakładam, że to nie była jednoosobowa wycieczka. Nieważne... zignoruj to - zamachała ręką, chcąc się jeszcze z tego jakoś wycofać. - Co w takim razie pamiętasz? Jeśli to nie problem to chętnie bym posłuchała. Widzieć limbo to jedno, ale być w nim...? To dla mnie nieznane terytorium, a duchy wyciągnięte z zaświatów nie pamiętają ich - wzruszyła ramionami, poprawiając z pewną nerwowością szal, który chronił ramiona od słońce i wygładzając też zaraz lekką, ciemno-zieloną sukienkę, którą miała na sobie. - Ponoć brzmi też tak, jakbyś go nie miał, mam rację?
she was a gentle
sort of horror
sort of horror