29.02.2024, 13:01 ✶
Mężczyzna wrócił do biurka i kiwnął w stronę kolejnego, mówiąc, żeby zaczekał. Rodolphus tylko skinął głową, mówiąc, że zaczeka. Nie miał z tym problemu - tak długo, dopóki nie będzie czekać godziny. Sam miał pracę, piętrzącą się na biurku, nie mógłby więc pozwolić sobie na tak długą przerwę. Nie w momencie, gdy wszystko było idealnie wyliczone, niemal co do minuty. Usiadł więc przy wskazanym biurku, naprzeciwko, i odruchowo omiótł spojrzeniem to, co się na nim znajdowało. Na nim i wokół niego. Jakby próbował wyczytać, kim jest jego właściciel i jaki jest.
Tak jak Cynthia dbała o detale, tak dbał o nie również i on. Codziennie ubierał się tak samo: czarne spodnie, biała wyprasowana koszula, czarna marynarka. Eleganckie buty, pasujący pasek, brak zegarka czy innej biżuterii. Włosy starannie zaczesane w tył, jednak w taki sposób, by w razie potrzeby rozsypały się wokół jego twarzy, gdy tylko wykona mocniejszy ruch głową. Robił tak od zawsze, odkąd tylko pamiętał. Starał się, by każdy dzień był jednakowy, nawet jeśli chodzi o ubiór. Lestrange wstał, słysząc kroki. Odwrócił lekko głowę, lecz widząc drobną blondynkę, na chwilę się zawahał. Czy to nie miał być ten Flint? Lekko uniósł brwi, lecz tylko na ułamek sekundy. Pamiętał dobrze treść listu, była dość bezosobowa. Błędnie założył, że będzie rozmawiał z mężczyzną. Bo przecież wyłącznie mężczyźni kręcili się wokół Roberta.
- To ja powinienem przeprosić, że przyszedłem bez zapowiedzi - odpowiedział, wyciągając rękę w stronę Cynthii. Zareagowałby dwojako, adekwatnie do tego, w jaki sposób kobieta podałaby mu dłoń. Albo by ją uścisnął, albo ucałował jej wierzch. Wszystko zależało od tego, w jaki sposób Cynthia podałaby mu rękę. - Tak. Chociaż nie jest to oficjalna prośba Departamentu Tajemnic. Czy moglibyśmy porozmawiać gdzieś na osobności?
On, w przeciwieństwie do Roberta, nie miał żadnego problemu z tym, że rozmawia z kobietą i będzie prosił ją o pomoc. Szanował kobiety i ich wkład w rozwój nauki. I chociaż uważał, że bywały wścibskie i trzeba było na nie uważać, to przecież dostał wyraźną informację, że tą konkretną kobietę polecają zaufani ludzie. I chociaż zachowywał ostrożność, to instrukcje były dla niego jaśniejsze niż słońce.
- Jest pora lunchu, możemy opuścić budynek, jeżeli nie koliduje to z pani planami. Ja płacę - kącik ust drgnął lekko. Jak tak dalej pójdzie, będzie musiał odezwać się do rodziny po finansową pomoc. Miał oszczędności, nawet duże, lecz nie była to przecież studnia bez dna.
Tak jak Cynthia dbała o detale, tak dbał o nie również i on. Codziennie ubierał się tak samo: czarne spodnie, biała wyprasowana koszula, czarna marynarka. Eleganckie buty, pasujący pasek, brak zegarka czy innej biżuterii. Włosy starannie zaczesane w tył, jednak w taki sposób, by w razie potrzeby rozsypały się wokół jego twarzy, gdy tylko wykona mocniejszy ruch głową. Robił tak od zawsze, odkąd tylko pamiętał. Starał się, by każdy dzień był jednakowy, nawet jeśli chodzi o ubiór. Lestrange wstał, słysząc kroki. Odwrócił lekko głowę, lecz widząc drobną blondynkę, na chwilę się zawahał. Czy to nie miał być ten Flint? Lekko uniósł brwi, lecz tylko na ułamek sekundy. Pamiętał dobrze treść listu, była dość bezosobowa. Błędnie założył, że będzie rozmawiał z mężczyzną. Bo przecież wyłącznie mężczyźni kręcili się wokół Roberta.
- To ja powinienem przeprosić, że przyszedłem bez zapowiedzi - odpowiedział, wyciągając rękę w stronę Cynthii. Zareagowałby dwojako, adekwatnie do tego, w jaki sposób kobieta podałaby mu dłoń. Albo by ją uścisnął, albo ucałował jej wierzch. Wszystko zależało od tego, w jaki sposób Cynthia podałaby mu rękę. - Tak. Chociaż nie jest to oficjalna prośba Departamentu Tajemnic. Czy moglibyśmy porozmawiać gdzieś na osobności?
On, w przeciwieństwie do Roberta, nie miał żadnego problemu z tym, że rozmawia z kobietą i będzie prosił ją o pomoc. Szanował kobiety i ich wkład w rozwój nauki. I chociaż uważał, że bywały wścibskie i trzeba było na nie uważać, to przecież dostał wyraźną informację, że tą konkretną kobietę polecają zaufani ludzie. I chociaż zachowywał ostrożność, to instrukcje były dla niego jaśniejsze niż słońce.
- Jest pora lunchu, możemy opuścić budynek, jeżeli nie koliduje to z pani planami. Ja płacę - kącik ust drgnął lekko. Jak tak dalej pójdzie, będzie musiał odezwać się do rodziny po finansową pomoc. Miał oszczędności, nawet duże, lecz nie była to przecież studnia bez dna.