29.02.2024, 16:18 ✶
Wszyscy się lubili? Także bez kłótni słyszanych na kilka sąsiednich budynków, bez klątw latających nad głowami, bez trupów znajdowanych z rana przed swoimi drzwiami wejściowymi? Nuda, choć pewnie miało to swoje uroki. Nawet jeśli jej drzwi wejściowe wychodziły na tą bezpieczną w założeniu ulicę, tak ze swojego okna nadal mogła oglądać bójki i zatargi, które czasami bywały nawet zabawne. A czasami po prostu zamykała okiennice i udawała, że nic nie zobaczyła. Tak na wszelki wypadek.
Szczerze mówiąc nie bardzo wiedziała, co ma zrobić. Grozić może i potrafiła, ale ani z niej mistrz zaklęć, ani nie potrafiła sprzedać prawego sierpowego, umiała tylko co najwyżej pleść farmazony i trzepotać rzęsami. Co najwyraźniej musiało jej teraz wystarczyć. Bo jak nie odzyska kamienia, to pewnie będzie głodować przez najbliższe miesiąc, o ile nie znajdzie sobie u kogoś jadłodajni.
- Słuchaj, a ty swoje gacie podpisujesz, żeby ci ich nikt nie zwinął? Co, jak nie ma etykietki to już można sobie zabrać bez pozwolenia? - co prawda przyganiał kocioł garnkowi, bo Viorice nie przeszkadzało, że przedmiot skradziony był podpisany, ale ona chociaż nazywała to po imieniu. A tego śmietnika nie mogła w tej chwili oddać za żadne skarby. Mogła więc pokusić się o trochę hipokryzji.
- A jak nie odłożysz… - to będę płakać - …to cię zmuszę. - Zabrzmiało może i groźnie, ale tak naprawdę była w stanie to zrobić za pomocą uroku. O ile udałoby się wyciągnąć różdżkę zanim facet nie strzeli w nią klątwą na przykład. Chyba, że jej stwierdzenie go tak rozbawi, analizując jej położenie, że położy się ze śmiechu. Mógłby to zrobić, nawet by nie narzekała.
Ogólnie jak się żyje tu gdzie właśnie się znajdowali, zawsze myśli się o ewentualnym posłużeniu się różdżką, do tego Vior nie jedno w swoim niezbyt długim życiu przeszła, miała więc zawsze z tyłu głowy, że świat nie jest piękny i różowy. Tak naprawdę obawiała się każdego obcego, którego zdarzało jej się tu spotkać. Rzadko kiedy mieli dobre zamiary i szlachetne serca, choć nawet wśród najgorszego szlamu zdarzało jej się spotykać diamenty. Nie była to jednak zbyt duża grupa.
Tymczasem odpowiedź na jej zaczepkę o przewodniku lekko zbiła ja z tropu. Zmarszczyła brwi, zastanawiając się, czy to przypadkiem nie jakaś pułapka i próba zdobycia jej danych, wyczuła w tym jednak możliwość ogarnięcia małego interesu. Wyprostowała się lekko, patrząc jeszcze raz oceniająco na konkurenta w przeszukiwaniu śmieci.
- Odstąpisz od kubła z odpadkami, to może dostaniesz nawet darmową wycieczkę, nie zapewniam jednak żadnej ochrony - dodała szybko, wiedząc, że jest ostatnią osobą która mogła gwarantować bezpieczeństwo na tych ulicach. Najwyżej dodatkowe kłopoty. - Znaleźć zaś mnie możesz u jubilera na Alei - wskazała ręką, w odpowiednim kierunku, woląc jednak podać miejsce, w którym zwykle przebywali jacyś potencjalni świadkowie, niż swoje własne mieszkanie. Pod którym właśnie stali, choć może lepiej było o tym nie uświadamiać.
Szczerze mówiąc nie bardzo wiedziała, co ma zrobić. Grozić może i potrafiła, ale ani z niej mistrz zaklęć, ani nie potrafiła sprzedać prawego sierpowego, umiała tylko co najwyżej pleść farmazony i trzepotać rzęsami. Co najwyraźniej musiało jej teraz wystarczyć. Bo jak nie odzyska kamienia, to pewnie będzie głodować przez najbliższe miesiąc, o ile nie znajdzie sobie u kogoś jadłodajni.
- Słuchaj, a ty swoje gacie podpisujesz, żeby ci ich nikt nie zwinął? Co, jak nie ma etykietki to już można sobie zabrać bez pozwolenia? - co prawda przyganiał kocioł garnkowi, bo Viorice nie przeszkadzało, że przedmiot skradziony był podpisany, ale ona chociaż nazywała to po imieniu. A tego śmietnika nie mogła w tej chwili oddać za żadne skarby. Mogła więc pokusić się o trochę hipokryzji.
- A jak nie odłożysz… - to będę płakać - …to cię zmuszę. - Zabrzmiało może i groźnie, ale tak naprawdę była w stanie to zrobić za pomocą uroku. O ile udałoby się wyciągnąć różdżkę zanim facet nie strzeli w nią klątwą na przykład. Chyba, że jej stwierdzenie go tak rozbawi, analizując jej położenie, że położy się ze śmiechu. Mógłby to zrobić, nawet by nie narzekała.
Ogólnie jak się żyje tu gdzie właśnie się znajdowali, zawsze myśli się o ewentualnym posłużeniu się różdżką, do tego Vior nie jedno w swoim niezbyt długim życiu przeszła, miała więc zawsze z tyłu głowy, że świat nie jest piękny i różowy. Tak naprawdę obawiała się każdego obcego, którego zdarzało jej się tu spotkać. Rzadko kiedy mieli dobre zamiary i szlachetne serca, choć nawet wśród najgorszego szlamu zdarzało jej się spotykać diamenty. Nie była to jednak zbyt duża grupa.
Tymczasem odpowiedź na jej zaczepkę o przewodniku lekko zbiła ja z tropu. Zmarszczyła brwi, zastanawiając się, czy to przypadkiem nie jakaś pułapka i próba zdobycia jej danych, wyczuła w tym jednak możliwość ogarnięcia małego interesu. Wyprostowała się lekko, patrząc jeszcze raz oceniająco na konkurenta w przeszukiwaniu śmieci.
- Odstąpisz od kubła z odpadkami, to może dostaniesz nawet darmową wycieczkę, nie zapewniam jednak żadnej ochrony - dodała szybko, wiedząc, że jest ostatnią osobą która mogła gwarantować bezpieczeństwo na tych ulicach. Najwyżej dodatkowe kłopoty. - Znaleźć zaś mnie możesz u jubilera na Alei - wskazała ręką, w odpowiednim kierunku, woląc jednak podać miejsce, w którym zwykle przebywali jacyś potencjalni świadkowie, niż swoje własne mieszkanie. Pod którym właśnie stali, choć może lepiej było o tym nie uświadamiać.