Podobno powiadają, że pierwsze spotkanie robi dobre lub złe wrażenie. Według Richarda, który dopiero co miał okazję poznać syna swojego brata, nie miał mu nic do zarzucenia. Przynajmniej na razie. Widział w nim chęć pomocy udzielenia bezpieczeństwa swojemu rodzicielowi. Nakierował go samego na tor Śmierciożerców, robiąc to okrężną drogą. Być może męczyło go, że nie mógł nic powiedzieć wprost, ale miał duże uznanie u Richarda, że podołał temu zadaniu. Nie wygadał się bezpośrednio. Nie nazywał rzeczy po imieniu ale w zamiennikach. Jakby zdał zapoznawszy egzamin?
Nawet Robert przyznał, że chłopak jest bystry. Ważne, że sam to dostrzegł. I jeżeli jest wstanie, choć odrobinę mu zaufać, powinien wziąć pod uwagę jego pomoc w tym, nad czym pracują. Kto pomoże lepiej, jak nie rodzina?
Kto by przypuszczał, że odwleczenie w czasie powrotu do Londynu, może poskutkować takim zamieszaniem w organizacji, chaosem, a co więcej, przetestowaniem zachowania innych osób, pod nieobecność jednego ważnego śmierciożercy? Najpewniej nikt. Nawet Richard, nie będący jasnowidzem, działał w imię dobra i bezpieczeństwa swojego brata, przymuszając się nawet do narzucenia mu aresztu domowego. Dopóki nie doszli do porozumienia.
Młodszy Mulciber wysłuchał wyjaśnień brata, który najwyraźniej także zauważył od swojej strony te podziały w organizacji. Niestety Richard nie będą jej częścią, pozostawał na razie obserwatorem oraz informatorem z zewnątrz. A także ochroną dla Roberta.
- Mogę się jedynie domyślać, jaki zrobił się tam bałagan, biorąc pod uwagę te wszystkie, na chwilę obecną, zdobyte informacje i zaobserwowane sytuacje. Dam Ci czas, ile go potrzebujesz. Bądź jedynie ostrożny. Jeżeli zajdzie sytuacja pilnego działania, nie rób tego sam.Odparł na zakończenie w miarę tego tematu. Nie poganiał brata. Nie domagał się, szybkiego działania. Ufał mu. Wierzył, że zrobi co może, a kiedy będzie posiadał znacznie więcej informacji, wtajemniczy go w postęp swojej pracy. Można by rzecz, że teraz z ich trzy osobowej, jak na razie grupy, Robert także miał swoje zadanie do wykonania. Nieco inne, ale jednak.
- Wracając jeszcze do Stanleya. Skoro chłopak pracuje w Ministerstwie, mógłby dać mi jakieś namiary na kogoś, kto pracuje blisko Harper? Ułatwiłoby mi wtedy zadanie.
Zapytał. Wracając przy tym do sedna sprawy, gdyż w pewnym momencie trochę zboczyli z tematu. Było to jednak konieczne, aby i Richard mógł poznać zdanie brata na temat młodego brygadzisty Borgina. Nie miał pojęcia, że Robert mógł już nad tym z synem także pracować. Bo niby skąd? Dopiero co poznał tego miłego bratanka.
Miał jeszcze jedną rzecz do omówienia, przy czym wyjął z tylnej kieszeni swoją odznakę Aurora, z którą niestety będzie musiał się pożegnać za kilka dni. Na razie czekał na odpowiedź brata, czy angażowanie młodego brygadzisty Borgina w ich sprawę, wchodziło w ogóle w grę.