- Od razu w negatywny, zawsze mogło być gorzej. - Carrow zdecydowanie był optymistą, przecież tylko się przewrócili, przed całą salą ludzi. Nic takiego się nie stało...
Musiał ją jakoś pocieszyć, bo widział, że mocno się przejęła tą sytuacją, niedobrze, mieli się przecież świetnie razem bawić. Bez sensu zamartwiać się takimi pierdołami. Nikomu nie stała się krzywda, to było najważniejsze, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.
- Nie znowu, bo nie zrobiłaś nikomu krzywdy Ula. - Uśmiechnął się do niej pogodnie. - Myślę, że musimy tam wrócić i pokazać na co nas stać. - Przecież mogli mieć wszystko czego chcieli, każdy pomysł zamienić w pozytywne wydarzenie, wystarczyło tylko trochę chęci. Nie spodziewał się po sobie takiego optymizmu, co te kobiety potrafiły zrobić z ludźmi...
Wtedy dziewczyna kichnęła i zniknęła. Sammy podrapał się po głowie. - Zajebiście. - Mruknął pod nosem. Miało być tak pięknie, a chyba ją wystraszył, uciekła stąd bez słowa. Co teraz? Nie miał pojęcia. Nie zdarzyło mu się to jeszcze nigdy w życiu. Przeniósł spojrzenie na stoisko z drinkami, może jednak powinien się napić? W takiej sytuacji było to wskazane... Z drugiej jednak strony, miał tu przecież auto, lepiej, żeby nie sięgał po trunki, bo kto wie, w jaki sposób skończy te imprezę.
Nie do końca wiedział, co powinien ze sobą zrobić. Był mocno skonfundowany. Tyle, że wtedy ktoś złapał go za rękę i porwał na parkiet. Dopiero po chwili zobaczył, że była to Ula. Wolał nie myśleć o tym, co właściwie się wydarzyło, czy poszła się przebrać przez ten cały konkurs. Chyba nigdy nie zrozumie kobiet...
- Nie zaczął się jeszcze, pięknie wyglądasz. - Postanowił skomentować zmianę, skoro już ją zauważył, aby nie wyjść na ignoranta.