01.03.2024, 16:42 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.03.2024, 16:47 przez Viorica Zamfir.)
Tak naprawdę kusiło ją, by powiedzieć, że na Nokturnie niektórym zdarza się nawet trzymać swoje flaki poza ciałem, w którym zwykle powinny się znajdować, czuła jednak coraz większe zrezygnowanie. Kłóciła się z przypadkowym gościem robiąc z siebie idiotkę, nawet nie wiedząc, czy tak naprawdę ma o co. Bo co, jak wcale nie wyrzuciła tego kamienia? Albo dawno już ktoś go znalazł, może ktoś wcześniej przeszukał już kosz, co wcale by jej nie zdziwiło? Znając jej życie, szanse, że urządzała właśnie bezsensowną przepychankę słowną były całkiem spore. Nie potrafiła się jednak tak do końca wycofać.
- Po prostu nie tak dawno temu wyrzuciłam tutaj swój syf, który jednak może okazać się przydatny, okej. Zresztą, nie wiem jakie zasady kultury panują tam, skąd pochodzisz, ale wiesz, tu w koszu grzebią zwykle bezdomni, a na takiego mi nie wyglądasz. Chyba, że robisz za jakiegoś ekskluzywnego menela, czy jakiś inny wymysł, nie wiem, nie będę się w to wtrącać, mógłbyś jednak sobie ten jeden, jedyny kontener odpuścić, co? W reszcie grzeb sobie ile chcesz - odpowiedziała, lekko już zrezygnowana.
Miał rację, raczej ciężko byłoby jej zrobić mu krzywdę, ale nie dlatego, że miała jakieś wybitne hamulce moralne. Raczej przez to, mogła go co najwyżej pokąsać po kostkach, niż wyrządzić jakieś konkretne szkody. Zresztą, jeśli przypadkowo straciłaby szansę na odzyskanie swojej zguby, zapewne by się już kompletnie załamała.
Zresztą, aktualnie i tak była naprawdę tego bliska. Wiedziała, że ten przeklęty facet się z nią bawił, a ona znajdowała się na przegranej pozycji.
A mimo to ten zaczął nagle ustępować. Zdziwiło ją to lekko, nie była przyzwyczajona, że ot tak, ktoś potrafił nagle odpuścić, wytrąciło jej to niemalże z równowagi. I choć nadal się z niej śmiał, stał się w jej oczach jakoś nagle mniej wrogi.
- Ym… - zaczęła inteligentnie, patrząc jak tamten się nie wycofuje, potem jednak zobaczyła, co trzymał w otwartej dłoni. Zalała ją nagle jednocześnie fala ulgi, bo jednak się nie pomyliła i naprawdę niechcący wyrzuciła kamień, jak i strachu, bo w końcu gość mógł w każdej chwili zacząć uciekać i tyle by go pewnie widziała. Poczuła jak w jej gardle rośnie gula, w oczach zaś zaczęły zbierać się jej łzy.
Ach, pieprzyć jej życie.
- Zwykły kawałek szkła? Zwykły? - zaczęła drżącym głosem. - To coś to naprawdę dobrej jakości akwamaryn, który udało mi się kupić za cholernie wysoką zaliczkę, którą pobrałam od klienta i jeśli go w tej chwili stracę, to nie wiem czy mam po co wracać do domu i czy nie powinnam się położyć koło tego zakichanego kosza i po prostu tu zdechnąć! - wykrzyknęła, powoli mając wszystkiego dość. To nie był jej dzień pod wieloma względami, czuła jak coś w niej powoli pęka. Frustracja, niemoc, jakieś dziwne zmęczenie, z którego nie zdawała sobie sprawy. - Tak, wyrzuciłam niechcący - przyznała, po czym pociągnęła nosem, odwracając lekko głowę, byle by nie patrzeć na gościa będącego świadkiem jej małego załamania. Jej godność właśnie utonęła w tym całym śmietnisku, tak samo jak przed chwilą ten przeklęty kamyk.
- Po prostu nie tak dawno temu wyrzuciłam tutaj swój syf, który jednak może okazać się przydatny, okej. Zresztą, nie wiem jakie zasady kultury panują tam, skąd pochodzisz, ale wiesz, tu w koszu grzebią zwykle bezdomni, a na takiego mi nie wyglądasz. Chyba, że robisz za jakiegoś ekskluzywnego menela, czy jakiś inny wymysł, nie wiem, nie będę się w to wtrącać, mógłbyś jednak sobie ten jeden, jedyny kontener odpuścić, co? W reszcie grzeb sobie ile chcesz - odpowiedziała, lekko już zrezygnowana.
Miał rację, raczej ciężko byłoby jej zrobić mu krzywdę, ale nie dlatego, że miała jakieś wybitne hamulce moralne. Raczej przez to, mogła go co najwyżej pokąsać po kostkach, niż wyrządzić jakieś konkretne szkody. Zresztą, jeśli przypadkowo straciłaby szansę na odzyskanie swojej zguby, zapewne by się już kompletnie załamała.
Zresztą, aktualnie i tak była naprawdę tego bliska. Wiedziała, że ten przeklęty facet się z nią bawił, a ona znajdowała się na przegranej pozycji.
A mimo to ten zaczął nagle ustępować. Zdziwiło ją to lekko, nie była przyzwyczajona, że ot tak, ktoś potrafił nagle odpuścić, wytrąciło jej to niemalże z równowagi. I choć nadal się z niej śmiał, stał się w jej oczach jakoś nagle mniej wrogi.
- Ym… - zaczęła inteligentnie, patrząc jak tamten się nie wycofuje, potem jednak zobaczyła, co trzymał w otwartej dłoni. Zalała ją nagle jednocześnie fala ulgi, bo jednak się nie pomyliła i naprawdę niechcący wyrzuciła kamień, jak i strachu, bo w końcu gość mógł w każdej chwili zacząć uciekać i tyle by go pewnie widziała. Poczuła jak w jej gardle rośnie gula, w oczach zaś zaczęły zbierać się jej łzy.
Ach, pieprzyć jej życie.
- Zwykły kawałek szkła? Zwykły? - zaczęła drżącym głosem. - To coś to naprawdę dobrej jakości akwamaryn, który udało mi się kupić za cholernie wysoką zaliczkę, którą pobrałam od klienta i jeśli go w tej chwili stracę, to nie wiem czy mam po co wracać do domu i czy nie powinnam się położyć koło tego zakichanego kosza i po prostu tu zdechnąć! - wykrzyknęła, powoli mając wszystkiego dość. To nie był jej dzień pod wieloma względami, czuła jak coś w niej powoli pęka. Frustracja, niemoc, jakieś dziwne zmęczenie, z którego nie zdawała sobie sprawy. - Tak, wyrzuciłam niechcący - przyznała, po czym pociągnęła nosem, odwracając lekko głowę, byle by nie patrzeć na gościa będącego świadkiem jej małego załamania. Jej godność właśnie utonęła w tym całym śmietnisku, tak samo jak przed chwilą ten przeklęty kamyk.