01.03.2024, 22:08 ✶
Tyle pytań, a odpowiedzi... nie, nikt nie miał im podać ich na tacy, zresztą nie było już nikogo, kto mógłby to zrobić. No dobrze, może uda im się dorwać ducha bądź obraz i wycisnąć z nich jakąś wiedzę - ale to i tak nie było nic pewnego. Więc dumała. Czy ktoś taki jak Blackwood mógłby w ogóle odczuwać wstyd? Czy też może jednak osiągnął ten etap, gdzie wszystko wie najlepiej i koniec, nie było odwrotu od tego? Nawet gdyby u schyłku życia spoglądał wstecz...
- Opcjonalnie słowa Cassandry godziły w jego dumę własną? - ni to spytała, ni to stwierdziła. Ale tak, cokolwiek by nie wymyślili, to i tak sprowadzało się do jednego: do chęci ukrycia czegoś.
Posłała Cathalowi Spojrzenie, takie przez duże S. Nie, żadnego parsknięcia czy prychnięcia z politowaniem, że co to on znowu wymyśla, że po cholerę coś takiego w ogóle mówi - wszak znali się tyle, że powinien wiedzieć, iż jednak zdawała sobie sprawę z pewnych rzeczy. Tak, Crouch może i dało się zaliczyć do grona dość chaotycznych osób, nierzadko wręcz roztargnionych czy może nawet niepoważnych (mimo trzydziestki na karku...), ale istniały jednak sprawy, których naprawdę nie trzeba jej było tłumaczyć. Tak, mogła się śmiać, że Latajek to czy tamto, mogła wyrażać o nim najprzeróżniejsze opinie, ale gdy przychodziło co do czego...
... tak, historia była ważna. Tak, należało ją pielęgnować i odkrywać przed kolejnymi pokoleniami, by czerpały z niej nauki. Ale gdy oto rozpościerał się przed nimi potencjalny klucz do potęgi i to jeszcze w czasach, w których po ziemi chodził... cóż, może stwierdzenie "kolejny Blackwood" nie byłoby taką znowu przesadą, to zdecydowanie pewne rzeczy powinny zostać ukryte.
Bo Leta mimo wszystko lubiła swój kącik na ziemi (i niektórych ludzi) i wolałaby nie odkrywać, że nagle wszystko poszło w cholerę, bo się taki jeden dossał do mocy.
Cóż.
Rolą archeologów było nie tylko ujawnianie przed światem życia przodków, ale najwyraźniej czasem i przemilczenie czegoś, by nie wywołać katastrofy. I Crouch zdecydowanie była tego świadoma; chociaż niejeden pewnie by stwierdził, że z jakiej racji samowolnie decydują, co powinno być ukryte...?
- Cóż, nie możemy zakładać, że nie dałoby się ich użyć - odparła dość powoli, mając w pamięci, że przecież filar "żył". I to dopiero co, kiedy złożyła mu wizytę - Toteż zgadzam się, że to nie powinno wyjść poza nas - mruknęła. Bo raz, że wizyty panów pozbawionych gustu, dwa - nawet jeśli nie oni, to zawsze znajdzie się ktoś, kto śni o potędze... i akurat może dostrzec sposobność.
- Opcjonalnie słowa Cassandry godziły w jego dumę własną? - ni to spytała, ni to stwierdziła. Ale tak, cokolwiek by nie wymyślili, to i tak sprowadzało się do jednego: do chęci ukrycia czegoś.
⋅•⋅⊰∙∘☽༓☾∘∙⊱⋅•⋅
- Apetyt rośnie w miarę jedzenia - skwitowała bez jakichś szczególnych emocji. Być może to nie do końca było właśnie tak, może wcale ostatecznie nie chciał uszczknąć zbyt wiele i wydarzyło się coś zgoła innego, ale, ale... nie można powiedzieć, żeby Blackwood zachowywał jakąkolwiek skromność. Nie po tym, co widziała. A widziała raczej bufonadę przemieszaną z mokrymi snami o potędze...Posłała Cathalowi Spojrzenie, takie przez duże S. Nie, żadnego parsknięcia czy prychnięcia z politowaniem, że co to on znowu wymyśla, że po cholerę coś takiego w ogóle mówi - wszak znali się tyle, że powinien wiedzieć, iż jednak zdawała sobie sprawę z pewnych rzeczy. Tak, Crouch może i dało się zaliczyć do grona dość chaotycznych osób, nierzadko wręcz roztargnionych czy może nawet niepoważnych (mimo trzydziestki na karku...), ale istniały jednak sprawy, których naprawdę nie trzeba jej było tłumaczyć. Tak, mogła się śmiać, że Latajek to czy tamto, mogła wyrażać o nim najprzeróżniejsze opinie, ale gdy przychodziło co do czego...
... tak, historia była ważna. Tak, należało ją pielęgnować i odkrywać przed kolejnymi pokoleniami, by czerpały z niej nauki. Ale gdy oto rozpościerał się przed nimi potencjalny klucz do potęgi i to jeszcze w czasach, w których po ziemi chodził... cóż, może stwierdzenie "kolejny Blackwood" nie byłoby taką znowu przesadą, to zdecydowanie pewne rzeczy powinny zostać ukryte.
Bo Leta mimo wszystko lubiła swój kącik na ziemi (i niektórych ludzi) i wolałaby nie odkrywać, że nagle wszystko poszło w cholerę, bo się taki jeden dossał do mocy.
Cóż.
Rolą archeologów było nie tylko ujawnianie przed światem życia przodków, ale najwyraźniej czasem i przemilczenie czegoś, by nie wywołać katastrofy. I Crouch zdecydowanie była tego świadoma; chociaż niejeden pewnie by stwierdził, że z jakiej racji samowolnie decydują, co powinno być ukryte...?
- Cóż, nie możemy zakładać, że nie dałoby się ich użyć - odparła dość powoli, mając w pamięci, że przecież filar "żył". I to dopiero co, kiedy złożyła mu wizytę - Toteż zgadzam się, że to nie powinno wyjść poza nas - mruknęła. Bo raz, że wizyty panów pozbawionych gustu, dwa - nawet jeśli nie oni, to zawsze znajdzie się ktoś, kto śni o potędze... i akurat może dostrzec sposobność.