Musiałby się przebić, a ona na pewno by to poczuła – że w ogóle cokolwiek kombinuje. Gdyby chciała, by ludzie z niej czytali, to nie nauczyłaby się chronić swój umysł przed cudzym wścibstwem. Cóż… Zawsze można było poprosić, chociaż czy wypiła aż tyle, by instynkt samozachowawczy całkiem poszedł spać, a ona ściągnęłaby te swoje bariery? Pewnie nie, ale istniała taka szansa. Był taki moment, gdzieś pod koniec czerwca, gdy rozchwiana emocjonalnie pewnie nie do końca panowała nad oklumencją i różne rzeczy wyślizgiwały się na wierzch dla tych, którzy potrafili w ogóle na to spojrzeć, ale teraz było o niebo lepiej. Tym niemniej… Atreus był w Limbo, tak jak ona. Był osobą, przed którą trochę mniej chciała się w ogóle bronić, bo niósł na barkach ten sam ciężar. Może był odrobineczkę lżejszy, bo nie musiał przeżywać w głowie wspomnień innej osoby, ale nadal – wszystkie inne konsekwencje tej wycieczki ciążyły na nim dokładnie tak samo, jak na niej. Łącznie z beznadzieją sytuacji i tym, że mogli nie mieć dużo czasu.
– Wcale nie musisz tego trzymać. Jeszcze nikt nie umarł dlatego, że otrzymał komplement – to, że nie szukała tutaj przyszłego męża, nie znaczyło, że od razu trzeba unikać z nią rozmowy i miłych słów. Nie wszystkie słowa były przecież zobowiązujące, nie wszystkie musiały do czegoś dążyć, ani pełnoprawnego, ani niepoprawnego. Ona nie szukała ani tego, ani tego, a taniec i rozmowa z kolegą z biura, kuzynem przyjaciela, przecież kompletnie nic nie implikowała. Chciała za to, żeby było miło, więc się uśmiechnęła. – Więc dziękuję za te wszystkie słowa. Nawet jeśli nie chciałeś ich powiedzieć, bo niczego za sobą nie pociągną – roześmiała się na końcu, ale nie głośno i rubasznie. Żartowała sobie zwyczajnie, nie miała nic złośliwego ani złego na myśli. Nie sądziła też, że mówił całkowicie na poważnie. Prawdą było jednak, że gdyby wiedziała, że dał Laurentowi w twarz, to własnoręcznie złapałaby Atreusowi nos. A potem przeszłaby pewnie nad tym do porządku dziennego, skoro i Laurent przechodził. Uśmiechnęła się bez słów, gdy powiedział, że za dobrze zna Laurenta. Ale czy na pewno tak było? Victoria sama była pewna, że o większości rzeczy nie mówił nikomu, nawet swojej rodzinie, jej zresztą też, bo to był powolny proces, w którym Prewett brał się na odwagę.
– Schlali się, oczywiście. I próbowali podlewać ogórki whiskey. Oczywiście całe przekopywanie grządek było po ciemku, standardowo było buczenie kto komu świeci i tak dalej… – jak streścić kilka godzin do trzech zdań? Oto jak. Ale były to bardzo konkretne i opisowe trzy zdania, po których była pewna, że Atreus sobie wszystko dokładnie wyobrazi. – Z zaskoczeniem przyjęłam, że notatki nadal robi beznadziejne – w sensie Stanley. W szkole czasami kazała mu pokazać notatki, jak widziała, że coś knują i kombinują, zamiast się uczyć i w maju, gdy go o nie poprosiła, to aż się naprężył jak struna. Widać pewne nawyki nie znikają, chociaż zmieniła się dynamika relacji pomiędzy ludźmi.
Posłała mu ten współczujący uśmiech, ale słowa Atreusa tylko utwierdziły ją w przekonaniu, że te wcześniejsze słowa to były na pokaz i dla żartu. I że oboje niczego nie poszukują, ot przyszli, bo ktoś ich tutaj zaprosił. I nie było w tym absolutnie nic złego. Gdyby tylko wiedziała, co działo się pomiędzy Brenną a Atreusem… Ale nie wiedziała, bo choć Longbottom znała sytuację pomiędzy nią a Saurielem, to ani słowa nie pisnęła, że i na nią zadziałał czar rytuału Beltane. I to pomimo tego, że te dwie przyjaźniły się od ponad dwudziestu lat.
– Ooo, bardzo chętnie! – aż się ożywiła na to zaproszenie, bo faktycznie przed momentem ze sceny padły słowa o konkursie tańca, coś tam o Emeraldzie Selwyn… ale nie słuchała nazbyt uważnie, gdzieś ciągle pochłonięta po części swoimi myślami, po części rozmową z Bulstrodem. – Uwielbiam tańczyć – dobrze czy źle, co za różnica. Po prostu to lubiła, bo przez chwilę można było zapomnieć o świecie i być całkowicie sobą, matka dobrze ją wyszkoliła, ruchy miała wyćwiczone co do milimetra, a na tych męczących nieraz bankietach, balach i innych, czasami było to lepsze od gadania z ludźmi na tematy, które miało się głęboko gdzieś. Dzisiaj rzecz jasna, gdy rozmawiała z Atreusem, to nie było to wymuszone, rozmawiała z nim, bo chciała, zwyczajnie mogła się nie odzywać, gdyby jej to nie pasowało. – W takim razie mam nadzieję, że i ty się nie rozczarujesz.