Wycieczka nie ułożyła się po ich myśli. To prawda. Poza wcześniejszym, chwilowym, pokazem irytacji, Robert był jednak w stanie zachować spokój. Tak jak zawsze. Opanował się. Uspokoił. Dał radę zignorować sarknięcie, na które pozwolił sobie Rodolphus. W reakcji na to zmierzył go jedynie tym typowym, chłodnym spojrzeniem. Takim samym jak zawsze. Nie wyrażającym niczego konkretnego.
- To nie Hogsmeade. - odpowiedział, nawiązując tym samym do jednej z nielicznych, czarodziejskich wiosek, jakie znajdywały się w Szkocji. Ta konkretna była dobrze znana im obydwu, położona w pobliżu Hogwartu. - O ile mi wiadomo, miejscowość mieszana. Można natrafić na kilku naszych. - pozwolił, aby wybrzmiała ta nutka niechęci, którą odczuwał na myśl o czarodziejach mieszkających pośród mugoli. Nie miało dla niego znaczenia to, że przecież sam mieszkał w kamienicy, której okna wychodziły na mugolski park. Takież uliczki. Robert był w jakimś stopniu hipokrytą, ale czy było to czymś nowym? Stanowiło jakieś zaskakujące odkrycie?
Okolicy nie znał, nie miał pewności czy wybrał odpowiedni kierunek. Nie informował o tym jednak swojego towarzysza. Ktoś musiał podjąć decyzję, a Robert jak to Robert - po prostu wziął to na swoje barki. Tak już po prostu miał. Zmierzając w kierunku lasu, starał się dostrzec więcej. Zauważyć coś, co odświeżyłoby mu pamięć. Upewniło w tym, że wybór był właściwy. Nie było to jednak w tych warunkach łatwe. Ręką osłonił twarz, licząc że to pozwoli mu na odrobinę więcej.
Całe szczęście okazało się, że nie trzeba było wchodzić między drzewa.
- Widzisz to? - w pewnym momencie wskazał na światło, które zdawało się majaczyć w oddali. Słabe, ale... chyba faktycznie tam się znajdujące. W oddali. Dobry kawał drogi od miejsca, w którym wraz z Rodolphusem znajdywali się obecnie. Dowód na to, że zmierzali we właściwym kierunku? Być może, ale pewności w stosunku do tego nie było.
A przynajmniej nie miał jej Robert.
Bo czy nawet niewielka wioska, nie powinna bardziej rzucić się im w oczy? Okazać się przynajmniej trochę bardziej widoczną?
Nie było sensu się nad tym zastanawiać. Pogoda była okropna, a oni - nawet skryci pod niewidzialnym parasolem - najpewniej całkiem chętnie poszukali by schronienia w jakimś miejscu, na które składałyby się ściany oraz dach. A gdyby jeszcze w środku znajdywał się kominek, to Robert bardzo chętnie by przy takim usiadł. Mógł się co prawda osuszyć przy pomocy magii, ale to pomogłoby tylko połowicznie. Nie miało wpływu na to, że organizm się z tym wszystkim zmagał. I to dłużej niż przez kilka krótkich minut.
- Powinniśmy przyśpieszyć. - zdecydował. Im szybciej dotrą do celu, im szybciej zidentyfikują co było źródłem tegoż światła, tym lepiej dla nich.