Obaj najwyraźniej wiedzieli, w czym potrafią być dobrzy. Choć za dzieciaka dla niektórych mogło wyglądać inaczej, że to Richard jako bardziej narwany miał rolę przywódczą, to jednak znacznie lepszych strategiem, w planowaniu działań i układaniu planów, bywał Robert. Młodszy, wiedział jak działał starszy. Niekiedy jednak, w pewnych sytuacjach, Richard musiał nim potrząsnąć, kiedy coś szło nie tak. Taki mocny wstrząs był jednak potrzebny we Francji.
Na słowa Roberta, Richard posłał lekki uśmiech zrozumienia. Niejakiej wdzięczności, że brat zaczął bardziej doceniać jego obecność. Jego wiedzę, wsparcie.
- Parę lat temu obiecałem, że wrócę na dłużej. Słowa dotrzymałem.Przypomniał. Robert prosił go o to po śmierci ich ojca. Niestety sytuacja wtedy była inna. Richard miał jeszcze nieletnie dzieci, które uczęszczały do Instytutu. Chciał, aby go ukończyły. Więcej dodawać nie musiał. Obaj rozumieli się przecież bez słów.
W sprawie odznaki, Richard podejrzewał, że może być z tym tutaj problem. Sam w sumie za późno podjął ten temat. Tak mu dopiero zaświeciło w głowie, że będzie mu potrzebna. Nic w sumie straconego. Ogarnie ten problem u siebie. W Norwegii też miał przecież znajomości.
Z odpowiedzi brata wynikało na to, że nie posiadał takich znajomości. Dokumenty to wiadomo, że łatwiej znaleźć od tego fałszerza i najpewniej legitymację swoją Richard dałby wyrobić, ale bez przedmiotu za jednym razem, nie uda się. Nie w ciągu paru dni. Czy bezpieczne byłoby pytanie o to wewnątrz organizacji? Richard podrapał się odznaką po skroni, opierając się łokciem o podłokietnik fotela. Zmarszczył brwi. Po czym spojrzał sobie na blaszkę, od profilu.
- To może na przyszłość. Gdyby czasem nawinęły Ci się kontakty, dobrze to mieć na uwadze. Może nam się taka osoba przydać tu na miejscu. Teraz na razie ogarnijcie ten bałagan w środku. Ja sobie to spróbuję załatwić w Norwegii.Zaznaczył. Z jednej strony dobrze, jeżeli Robert będzie miał to na uwadze, bowiem takie znajomości, kontakty mogą być im potrzebne. Skoro sam akceptował ten pomysł. Z drugiej strony, Richard nie chciał brata narażać na dodatkowe problemy, wiedząc od strony, z której obserwował, co się tam dzieje. Wierzył jednak, że Robert będzie do tego podchodził z rozwagą. To nie była sprawa nagląca, paląca. Do końca miesiąca, Richard miał czas, aby załatwić swoje priorytetowe sprawy, aby zdążyć wrócić na umówione spotkanie.
- Tak jeszcze zapytam. Jakim pseudonimem tam operujesz? Na wszelki wypadek wolałbym wiedzieć.
Zapytał, chowając odznakę i wstając z fotela. Wyjął papierośnicę i papierosa. Pudełko schował a papierosa zapalił. Najwyraźniej zbierał się do wyjścia. Co potrzebowali, mieli omówione. Chyba, że brat coś jeszcze chciał poruszyć. Richard obejrzał się jeszcze po gabinecie, wzrok utkwiwszy w znanym im obrazie. Ring of Kerry. Jakąkolwiek otrzymał od brata odpowiedź. Zanim zdecydował się wyjść z gabinetu. Pomyślał o czymś. Zaciągnąwszy się papierosem, chowając jedną dłoń do kieszeni spodni. Wypuścił dym, papierosa trzymając w palcach drugiej dłoni.
- Za parę dni ruszam do Oslo. Ale jak wrócę…
Spojrzał na brata.
- Wyskoczymy razem na jakiś jeden dzień? Oderwać się na trochę od tego wszystkiego.
Zaproponował. Gestem głowy wskazując mu pejzaż. Aby trochę powspominać dawne czasy. Jeden dzień, wspólnego braterskiego wypadu, nie powinien im zaszkodzić. O ile Robert oczywiście akceptował pomysł.