03.03.2024, 19:10 ✶
Ważna była mimika twarzy po trzech pierwszych łykach. Jeśli było widać akceptację, to drineczek wchodził. To, że drineczek wchodził, oznaczało również to, ile kolejek zamawiał delikwent w barze, więc kiedy po tej szklance, będę poproszony o kolejną i kolejną, i kolejnych całą masę, to będzie zwycięskie bono. Znaczy bingo.
Tak, gibałem się, może nawet pod rytm wybijane przez palce Crowa. Jeszcze bywałem trzeźwy o tej porze, teraz było podobnie, ale nie byliśmy jakimiś odpowiedzialnymi ludźmi by nie pić na służbie, więc za chwilę to mogło się zmienić. Ruszyłem ponownie w swój taneczny spacer, kręcąc tyłeczkiem, by sobie również zrobić obrzydliwie słodkiego, pedalskiego drineczka, po którym to zabiegu uniosłem go w górę w niemym toaście i uraczyłem się czule, nadczule. Jak ktoś mi nie łechtał ego - nie szkodziło; sam nadrabiałem to doskonale.
- Radio naprawić byłoby cudownie. Nie przepadam, kiedy jest tak nudnie, smutnie. Ten nagrobek to wizja niezwykle bezduszna. Ale faktyczna, bo nie leci muzyka rozkoszna - zauważyłem smutno, po czym wzruszyłem ramionami. Wzruszyłem, a zaraz nieco zafalowałem pod nieistniejącą muzykę. Rozchmurzyłem się, bo nie potrafiłem być smutny dłużej niż pięć sekund. Chyba. Prawdopodobnie.
- Ale najpierw podlejemy ci gardełko, by z rąk wyszło arcydziełko - stwierdziłem, pośpieszając go w wychylaniu tego drinka. Nie było co smutno siedzieć nad rozlanym drinkiem. Trzeba go było haustem jednym wielkim, szczególnie że to był dopiero początek. - Twoje zdrowie! Oraz każdej krowie! - odparłem, samemu biorąc sowitego łyka. Gaz, gaz, gaz. Od samego tego gazu by chciało się rymować, a co dopiero po magicznych czekoladkach???
- Zjadłem czekoladki i od rana robię rymowanki - przyznałem się Crowowi, żeby nie czuł się zaskoczony tym moim nietypowym stylem komunikacji, choć z reguły dużo gadałem i tez traciłem niejednokrotnie wątek, więc w sumie rymowanie przy tym wszystkim nie musiało być takie złe. Może nawet takie dobre? - A co u ciebie słychać, przyjacielu? Dalej na Podziemnej rozrabiasz, twardzielu??? - zapytałem go zaciekawiony, nawet opierając się o blat przed Crowem by wysłuchać jego opowieści o walce ze szczurami na wykałaczki albo, nie wiem, jakieś pikantne opowieści... z papryczką chili w roli głównej. Choć to raczej sceny bardziej w moim stylu, hehe.
Tak, gibałem się, może nawet pod rytm wybijane przez palce Crowa. Jeszcze bywałem trzeźwy o tej porze, teraz było podobnie, ale nie byliśmy jakimiś odpowiedzialnymi ludźmi by nie pić na służbie, więc za chwilę to mogło się zmienić. Ruszyłem ponownie w swój taneczny spacer, kręcąc tyłeczkiem, by sobie również zrobić obrzydliwie słodkiego, pedalskiego drineczka, po którym to zabiegu uniosłem go w górę w niemym toaście i uraczyłem się czule, nadczule. Jak ktoś mi nie łechtał ego - nie szkodziło; sam nadrabiałem to doskonale.
- Radio naprawić byłoby cudownie. Nie przepadam, kiedy jest tak nudnie, smutnie. Ten nagrobek to wizja niezwykle bezduszna. Ale faktyczna, bo nie leci muzyka rozkoszna - zauważyłem smutno, po czym wzruszyłem ramionami. Wzruszyłem, a zaraz nieco zafalowałem pod nieistniejącą muzykę. Rozchmurzyłem się, bo nie potrafiłem być smutny dłużej niż pięć sekund. Chyba. Prawdopodobnie.
- Ale najpierw podlejemy ci gardełko, by z rąk wyszło arcydziełko - stwierdziłem, pośpieszając go w wychylaniu tego drinka. Nie było co smutno siedzieć nad rozlanym drinkiem. Trzeba go było haustem jednym wielkim, szczególnie że to był dopiero początek. - Twoje zdrowie! Oraz każdej krowie! - odparłem, samemu biorąc sowitego łyka. Gaz, gaz, gaz. Od samego tego gazu by chciało się rymować, a co dopiero po magicznych czekoladkach???
- Zjadłem czekoladki i od rana robię rymowanki - przyznałem się Crowowi, żeby nie czuł się zaskoczony tym moim nietypowym stylem komunikacji, choć z reguły dużo gadałem i tez traciłem niejednokrotnie wątek, więc w sumie rymowanie przy tym wszystkim nie musiało być takie złe. Może nawet takie dobre? - A co u ciebie słychać, przyjacielu? Dalej na Podziemnej rozrabiasz, twardzielu??? - zapytałem go zaciekawiony, nawet opierając się o blat przed Crowem by wysłuchać jego opowieści o walce ze szczurami na wykałaczki albo, nie wiem, jakieś pikantne opowieści... z papryczką chili w roli głównej. Choć to raczej sceny bardziej w moim stylu, hehe.