Być może faktycznie, za pierwszym razem dała się trochę za bardzo temu wszystkiemu ponieść. Skupiła się na tym, jak bardzo chciała dostać w swoje rączki bransoletkę. Wszystko inne zeszło na dalszy plan. Tylko czy naprawdę z tego powodu musiał zabronić jej odzywać się w stronę sprzedawczyni? Wyraźnie się naburmuszyła. I chyba tylko to, że dostanie swoją upragnioną błyskotkę sprawiło, że nie zaczęła się tutaj z nim wykłócać. Protestować.
- Przez tydzień! Przez tydzień będę otwierać i zamykać sklep. A do tego jeszcze sprzątać. - obiecała, biorąc na siebie tych kilka zadań, którymi do tej pory się dzielili. Przynajmniej na papierze. Tej nieformalnej, spisanej umowie, którą zawarli kilka miesięcy temu. Penny praktycznie od samego początku miała problem z tym, żeby faktycznie tych wszystkich zapisków przestrzegać. Zawsze próbowała się w jakiś sposób wykręcić. Zamienić. W tym tygodniu zrobisz Ty, a ja w następnym... a później znowu to samo. I jeszcze raz. Można było się czasem trochę zdenerwować. - Słowo!
Kompletnie nie przejęła się przy okazji tym, że nie chciał pożyczyć jej kolejnych pieniędzy; że ta bransoletka miała być jej jedynym zakupem. Przecież na ten moment... na tę chwilę nie wypatrzyła nadal niczego, co byłoby dla niej równie interesujące. Przyciągnęło uwagę. Oczywiście nie znaczyło to, że takich rzeczy tu nie było. Festyny miały to do siebie, że na kolejnych stoiskach można było wypatrzyć prawdziwe cuda. W zeszłym roku dla przykładu udało jej się kupić tutaj prześliczną szkatułkę, która podgryzała każdego poza właścicielem. Kiedyś nawet obudził ją w nocy krzyk współlokatorki. Chciała sobie pożyczyć takie śliczne kolczyki z topazem. Specjalnie na randkę.
- To wracamy? Idziemy? - zapytała. Upewniła się. W zasadzie to była gotowa go zaraz złapać za rękę i pociągnąć z powrotem do tego stoiska, przy którym wcześniej stali. Czym prędzej, bo jeszcze przypadkiem jakiś inny klient wypatrzy te cacuszko i dokona zakupu przed nimi. Byłaby wielka szkoda.
Sprzedawczyni zdawała się odpowiednio wcześniej zorientować, że najwyraźniej miała ich w garści. Obserwowała ich, tak nienachalnie, poprawiając wisiorki, które umieściła na specjalnym wieszaku. Ledwie podeszli, zwróciła na nich swoją uwagę.
- Kochaneczki jednak się zdecydowały? Wisiorek i bransoletka? - zapytała, sięgając pierw po jedną, następnie drugą błyskotkę. Gotowa była zapakować je do woreczka. - Bardzo dobry wybór. Pasowałby do tego jeszcze pierścionek. Proszę zobaczyć.
Absolutnie świadoma tego, które z ich dwójki było w tym przypadku słabszym ogniwem, skupiła się ponownie przede wszystkim na Penny. Wskazała dziewczynie na pudło, w którego poszczególnych przegródkach znajdywały się różne pierścionki. Proste i bardziej wymyślne. A wśród nich ten jeden. Oczywiście kolejny raz z jaspisem. Czerwonym jaspisem.
- Mogłabym policzyć to wszystko jako komplet. Dodatkowe 3 sykle mniej. I do tego w gratisie pudełeczko. Drewniane. W sam raz, żeby to przechowywać razem. Proszę tylko zobaczyć. - postawiła pudełeczko tak, żeby podziwiać mogli je zarówno Penny jak i Terry. Nie było to nic szczególnego. Nie opłaciłoby się tego kupić. Za to wziąć jako darmowy gratis? To już inna bajka. Można było przemyśleć. Na spokojnie.
O ile tylko wierzyło się w to, że coś takiego jak ten darmowy gratis istniało. Bo przecież pewna szeroko znana prawda mówiła, że za darmo, to człowiek nawet w zęby nie dostanie.