03.03.2024, 22:57 ✶
Cedric nawet nie wiedział, jak bardzo ratował jej życie użyczając tego skrawka materiału, a przynajmniej jakieś pozory ucywilizowania. Katar nie ustępował, a skoro posiadała na sobie bluzkę na krótki rękaw, to nie mogła nawet posilić się rekawem, nie ważne jak bardzo niehigieniczne to było. Lepsze to niż zasmarkana twarz. Skorzystała z chusteczki, odwracając się lekko, jakby chcąc się ukryć wykonując tą niezbyt przyjemną czynność, po czym wepchnęła zużyty skrawek tkaniny do kieszeni.
- Dzięki, oddam - stwierdziła, choć było w tym tyle prawdy, jak w obietnicy zwrócenia tych wszystkich piór, które za pewne w podobny sposób ukradła Cedricowi na przestrzeni lat w Hogwarcie.
Nie jej wina, że za każdym razem nabierał się na to oczywiste kłamstwo.
Zapewne myślał, że Vior zapomniała po prostu ich oddać. Ona jednak już wtedy potrafiła pozbywać innych ich własności z czystą premedytacją. I gdzie ją to zaprowadziło?
Do kilkuletniej przerwy w życiorysie, którą spędziła na rozbojach i kradzieżach. Ukrywała oczywiście ten fakt, przede wszystkim dlatego, że słabo spędza się życie za kratami. Czy jednak żałowała? Trudno było jej to ocenić. Dla własnego bezpieczeństwa nie planowała wrócić do tamtego sposobu na życie, nie czuła jednak wstydu za swoje występki. Przynajmniej w większości, bo niektóre z jej wybryków wskazywały na jej ujemną inteligencję, jak na przykład kradzież bransoletki Dantego. Z części skoków była jednak nawet dumna. Miała też masę naprawdę świetnych wspomnień, których na pewno nie miała zamiaru pogrzebać. Co najwyżej zabrać do grobu, wraz z kilkoma tajemnicami.
Założyła ręce i spojrzała na Cedrika z lekko zmrużonymi oczami, swoją pozą raczej dość wymownie stwierdzając, że nie podobało jej się brzmienie niedokończonego pytania. Jeśli nie żartował, a na to się nie zapowiadało, to chyba właśnie srogo przesadził z przepracowanymi godzinami, a ona miała teraz swoistą misję, by go wyciągnąć z Munga, choćby i siłą. Ewentualnie zaklęciem. Wiedziała jednak, że to będzie wymagać kompromisu, zbyt dobrze wiedziała po sobie jacy potrafią być uparci ludzie.
- Nie kończ. Jestem dziś twoją ostatnia pacjentką, a potem, nie wiem, odbierasz nadgodziny, czy coś i odpoczywasz, a przede wszystkim idziesz sobie smacznie spać. Podobno sen dobrze działa na urodę, tobie co prawda dużo nie potrzeba, ale ładniej ci bez tego fioletu pod oczami. To zdecydowanie nie twój kolor. - Pokręciła głową, nadal nie rozluźniając postawy. Przynajmniej do póki jej propozycja nie została przyjęta.
Uśmiechnęła się znów, czując delikatny posmak zwycięstwa i ruszyła za swoim dzisiejszym lekarzem. Co w sumie trochę ją rozbawiło. Pamiętała, jak nie raz prosiła Cedrica, by połatał ją po tym, jak odpyskowała niewłaściwej osobie. Dziś przynajmniej nie musiała za nim kuleć, budziło to jednak wiele wspomnień.
Zaśmiała się, zapominając, że czarodzieje w sumie tak szybko łączyli słowo domowe wyroby z eliksirami, przez co znów musiała użyć pożyczonej chusteczki, doprowadzając się do porządku.
- Oj, coś czuję, że skład jej specyfików cię raczej zaskoczy. Opierają się głównie na czosnku, miodzie i rakiji, wszystko z przepisów mojej babci, która czarownicą nie była. Zresztą, moja mama świetnie gotuje, ale do kociołka z eliksirem lepiej jak się nie zbliża, bo grozi remontem całej dzielnicy - odpowiedziała szczerze, doskonale pamiętając wszystkie nieudane próby rodzicielki. Tylko jedna skończyła się co prawda w Mungu, to jednak wystarczało, by uznać tamtą za zagrożenie w tej dziedzinie.
Weszła do gabinetu, z nieukrywaną ciekawością rozglądając się po pomieszczeniu. Bez krzty dyskomfortu rozsiadła się na kozetce, zakładając przy tym nogę na nogę i nachylając się lekko w stronę biurka.
Nie spodziewała się, że akurat w tej sytuacji przypomni się jej jeden z harlekinów, który wykradła z biblioteczki dziadków, nie mogła jednak przez to nie poczuć rozbawienia.
- Panie doktorze, zapewne nie umknął Panu mój katar i zdarzające się czasem kichanie, do tego czuję lekkie drapanie w gardle. Wszystko trwa już ze trzy, może cztery dni. Co będzie ze mną Panie doktorze? - zapytała udawanym płaczącym tonem i zamrugała zalotnie rzęsami, patrząc na Cedrica. Skoro już tu była, mogła uczynić wizytę choć trochę zabawniejszą.
- Dzięki, oddam - stwierdziła, choć było w tym tyle prawdy, jak w obietnicy zwrócenia tych wszystkich piór, które za pewne w podobny sposób ukradła Cedricowi na przestrzeni lat w Hogwarcie.
Nie jej wina, że za każdym razem nabierał się na to oczywiste kłamstwo.
Zapewne myślał, że Vior zapomniała po prostu ich oddać. Ona jednak już wtedy potrafiła pozbywać innych ich własności z czystą premedytacją. I gdzie ją to zaprowadziło?
Do kilkuletniej przerwy w życiorysie, którą spędziła na rozbojach i kradzieżach. Ukrywała oczywiście ten fakt, przede wszystkim dlatego, że słabo spędza się życie za kratami. Czy jednak żałowała? Trudno było jej to ocenić. Dla własnego bezpieczeństwa nie planowała wrócić do tamtego sposobu na życie, nie czuła jednak wstydu za swoje występki. Przynajmniej w większości, bo niektóre z jej wybryków wskazywały na jej ujemną inteligencję, jak na przykład kradzież bransoletki Dantego. Z części skoków była jednak nawet dumna. Miała też masę naprawdę świetnych wspomnień, których na pewno nie miała zamiaru pogrzebać. Co najwyżej zabrać do grobu, wraz z kilkoma tajemnicami.
Założyła ręce i spojrzała na Cedrika z lekko zmrużonymi oczami, swoją pozą raczej dość wymownie stwierdzając, że nie podobało jej się brzmienie niedokończonego pytania. Jeśli nie żartował, a na to się nie zapowiadało, to chyba właśnie srogo przesadził z przepracowanymi godzinami, a ona miała teraz swoistą misję, by go wyciągnąć z Munga, choćby i siłą. Ewentualnie zaklęciem. Wiedziała jednak, że to będzie wymagać kompromisu, zbyt dobrze wiedziała po sobie jacy potrafią być uparci ludzie.
- Nie kończ. Jestem dziś twoją ostatnia pacjentką, a potem, nie wiem, odbierasz nadgodziny, czy coś i odpoczywasz, a przede wszystkim idziesz sobie smacznie spać. Podobno sen dobrze działa na urodę, tobie co prawda dużo nie potrzeba, ale ładniej ci bez tego fioletu pod oczami. To zdecydowanie nie twój kolor. - Pokręciła głową, nadal nie rozluźniając postawy. Przynajmniej do póki jej propozycja nie została przyjęta.
Uśmiechnęła się znów, czując delikatny posmak zwycięstwa i ruszyła za swoim dzisiejszym lekarzem. Co w sumie trochę ją rozbawiło. Pamiętała, jak nie raz prosiła Cedrica, by połatał ją po tym, jak odpyskowała niewłaściwej osobie. Dziś przynajmniej nie musiała za nim kuleć, budziło to jednak wiele wspomnień.
Zaśmiała się, zapominając, że czarodzieje w sumie tak szybko łączyli słowo domowe wyroby z eliksirami, przez co znów musiała użyć pożyczonej chusteczki, doprowadzając się do porządku.
- Oj, coś czuję, że skład jej specyfików cię raczej zaskoczy. Opierają się głównie na czosnku, miodzie i rakiji, wszystko z przepisów mojej babci, która czarownicą nie była. Zresztą, moja mama świetnie gotuje, ale do kociołka z eliksirem lepiej jak się nie zbliża, bo grozi remontem całej dzielnicy - odpowiedziała szczerze, doskonale pamiętając wszystkie nieudane próby rodzicielki. Tylko jedna skończyła się co prawda w Mungu, to jednak wystarczało, by uznać tamtą za zagrożenie w tej dziedzinie.
Weszła do gabinetu, z nieukrywaną ciekawością rozglądając się po pomieszczeniu. Bez krzty dyskomfortu rozsiadła się na kozetce, zakładając przy tym nogę na nogę i nachylając się lekko w stronę biurka.
Nie spodziewała się, że akurat w tej sytuacji przypomni się jej jeden z harlekinów, który wykradła z biblioteczki dziadków, nie mogła jednak przez to nie poczuć rozbawienia.
- Panie doktorze, zapewne nie umknął Panu mój katar i zdarzające się czasem kichanie, do tego czuję lekkie drapanie w gardle. Wszystko trwa już ze trzy, może cztery dni. Co będzie ze mną Panie doktorze? - zapytała udawanym płaczącym tonem i zamrugała zalotnie rzęsami, patrząc na Cedrica. Skoro już tu była, mogła uczynić wizytę choć trochę zabawniejszą.