04.03.2024, 03:00 ✶
Sebastian dalej podpiera ściany.
Jak na razie, zabezpieczanie stodoły przed zawaleniem szło mu całkiem nieźle. Znalazł sobie przytulny kąt między dekoracjami przygotowanymi przez Brennę i po prostu... wniknął w tło. Na szczęście żadna kobieta nie wpadła na pomysł, aby poprosić go do tańca, bo prawdopodobnie musiałby odmówić. Jeden taniec z Longbottom wystarczy mu do końca roku, kiedy to cały kowen będzie tańczył do swojej własnej muzyki podczas Yule. Tak, kilka miesięcy odpoczynku od takich zabaw na pewno dobrze mu zrobi. Bądź co bądź, co za dużo to nie zdrowo, czyż nie?
Tu i ówdzie migały mu znajome twarze, jednak starał się nie zwracać na siebie uwagi. Ładował baterie społeczne, a może celowo unikał ludzi, żeby nie musieć zmuszać się do niezobowiązującej konwersacji? Z Longbottom i Stewardem było nieco łatwiej. Znali go, on znał ich, a przez pracę nauczyli się funkcjonować obok siebie całkiem nieźle. Sebastian nigdy jednak nie czuł się szczególnie komfortowo w dużych grupach ludzi. Dzisiaj nie było inaczej. Miał wrażenie, że znacząco odbiega charakterem od większości ludzi zaproszonych przez Brennę.
Widział to, chociażby po tym, jak entuzjastycznie większość sali zareagowała na propozycję konkursu tanecznego. Osobiście nie przyjąłby takiej niespodzianki ciepło, toteż jeszcze bardziej ucieszył się z tego, że znalazł się poza zasięgiem ludzi, którzy nie zdążyli znaleźć sobie pary, zanim rozbrzmiała muzyka, a kolejne pary zaczęły wpychać się na parkiet. Tymczasem, gdy inni dobrze się bawili, Macmillan siedział sobie w kącie, podpierał ściany i... lśnił księżycowym pyłem przez pierścień, który dalej miał na palcu. Gdyby miał kocyk i filiżankę ciepłej herbaty, to byłoby wręcz idealnie. No i gdyby muzyka nie była taka głośna. Na Merlina, ci ludzie nic nie wiedzieli o dobrym nagłośnieniu. Czy nigdy nie byli na obrządkach w miejscach kultu kowenu Whitecroft? Tam to dopiero dźwięk się rozchodził!
Jak na razie, zabezpieczanie stodoły przed zawaleniem szło mu całkiem nieźle. Znalazł sobie przytulny kąt między dekoracjami przygotowanymi przez Brennę i po prostu... wniknął w tło. Na szczęście żadna kobieta nie wpadła na pomysł, aby poprosić go do tańca, bo prawdopodobnie musiałby odmówić. Jeden taniec z Longbottom wystarczy mu do końca roku, kiedy to cały kowen będzie tańczył do swojej własnej muzyki podczas Yule. Tak, kilka miesięcy odpoczynku od takich zabaw na pewno dobrze mu zrobi. Bądź co bądź, co za dużo to nie zdrowo, czyż nie?
Tu i ówdzie migały mu znajome twarze, jednak starał się nie zwracać na siebie uwagi. Ładował baterie społeczne, a może celowo unikał ludzi, żeby nie musieć zmuszać się do niezobowiązującej konwersacji? Z Longbottom i Stewardem było nieco łatwiej. Znali go, on znał ich, a przez pracę nauczyli się funkcjonować obok siebie całkiem nieźle. Sebastian nigdy jednak nie czuł się szczególnie komfortowo w dużych grupach ludzi. Dzisiaj nie było inaczej. Miał wrażenie, że znacząco odbiega charakterem od większości ludzi zaproszonych przez Brennę.
Widział to, chociażby po tym, jak entuzjastycznie większość sali zareagowała na propozycję konkursu tanecznego. Osobiście nie przyjąłby takiej niespodzianki ciepło, toteż jeszcze bardziej ucieszył się z tego, że znalazł się poza zasięgiem ludzi, którzy nie zdążyli znaleźć sobie pary, zanim rozbrzmiała muzyka, a kolejne pary zaczęły wpychać się na parkiet. Tymczasem, gdy inni dobrze się bawili, Macmillan siedział sobie w kącie, podpierał ściany i... lśnił księżycowym pyłem przez pierścień, który dalej miał na palcu. Gdyby miał kocyk i filiżankę ciepłej herbaty, to byłoby wręcz idealnie. No i gdyby muzyka nie była taka głośna. Na Merlina, ci ludzie nic nie wiedzieli o dobrym nagłośnieniu. Czy nigdy nie byli na obrządkach w miejscach kultu kowenu Whitecroft? Tam to dopiero dźwięk się rozchodził!