Dwie godziny drogi? Zaskoczyła go informacja o tym, jak bardzo zboczyli z drogi. Glenfinnan musiało więc znajdować się w przeciwnym kierunku od tego, na który się zdecydowali. No cóż. Pomyłki się zdarzają. Każdemu. Żaden człowiek nie był idealny, a on – Robert Mulciber – takiej potrzeby po prawdzie nie odczuwał. Wystarczało mu w zupełności to, że był dobry w tych kilku rzeczach, tych kilku dziedzinach, z których to korzystał regularnie.
Pozwolił, żeby Rodolphus odezwał się jako pierwszy. Nie wszedł mu w słowo. Sam jednak daleki był od zadowolenia na myśl o tym, że będą musieli w tym miejscu zatrzymać się na dłużej. O ile dłużej? Kiedy ta pogoda miała się zmienić? Poprawić? Kiedy miały ustąpić problemy z teleportacją?
- Dokładnie. To bardzo ważne… - chciał wesprzeć Rodolphusa, ale Una nadal się upierała przy swoim. Nalegała. A poza tym miała też do powiedzenia coś więcej. Zadała pytania. Takie, które zdecydowanie zbyt szybko mogły ich zdemaskować. Jeden niewłaściwy krok i ktoś nieznajomy zorientuje się, że najwyraźniej obydwaj coś ukrywali. Musiał improwizować. Musiał wesprzeć się wiedzą, którą na całe szczęście posiadał. To dawało im jakieś szanse. Nadzieje? – Dokładnie tak. Handlujemy przede wszystkim na południu, ale stopniowo staramy się otwierać również na inne części kraju. Niestety, tym razem nie mamy, że sobą żadnych próbek. Nasze spotkanie miało dotyczyć już tylko szczegółów umowy. Terminów dostaw. Nie wydawało się więc konieczne, żeby ciągnąć ze sobą torby pełne próbek. Mam nadzieje, że nie rozczarowaliśmy pani taką odpowiedzią?
Robert nie był w tym wszystkim szczególnie przekonujący. Trochę zbyt spięty. Niewprawny, kiedy przychodziło do sprzedawania bajek. Zbyt mało czasu spędzał wśród ludzi? Możliwe. Tyle dobrego, że przynajmniej próbował. I to próbowanie mu się nieoczekiwanie opłaciło. Kobieta bowiem zdawała się nie zwrócić na to uwagi. Nie zorientować się w tym, iż najwyraźniej ją okłamywał. Albo może nie interesowały jej te świece oraz kadzidła? Może był to tylko pretekst dla podtrzymania rozmowy? Nieistotne.
- Proszę mi mówić po imieniu, panie Robercie. Jestem Una. I nie, nie rozczarował mnie pan. Oczywiście to wielka szkoda, ale kto wie? Może w przyszłości będę miała więcej szczęścia. Dobre świece i kadzidła są zawsze w cenie. – zareagowała na słowa Mulcibera. – Mi również by się przydały. Pomagają otworzyć się na to, co nie zawsze jest widoczne. Nie pogniewałabym się za możliwość zakupu. Ale! To nie jest pora na rozmowy o interesach. Zwłaszcza, że panowie z pewnością dość zmęczeni?
Ah, ta troska. Biła od całej jej postaci. Una wydawała się w tym naprawdę autentyczna. Można było się nabrać. Można było uwierzyć w to, że faktycznie była aż tak sympatyczną, miłą kobietą. Nawet skrzat domowy zdawał się swoją panią darzyć wręcz uwielbieniem. Na każdym kroku podkreślał jaka to ona dobra, jaka miła. Cudowna kobieta? Aż chciało się zacząć zastanawiać nad tym, dlaczego ktoś taki na drodze Roberta nie pojawił się wcześniej?
- Oczywiście. Jeśli tylko będziesz tym zainteresowana, bardzo chętnie pojawię się tutaj ponownie. Tym razem z próbkami. – zaproponował. Dlaczego on to jej proponował? Dlaczego właśnie oferował się, że tutaj wróci? I na dokładkę nie był w stanie oderwać od niej spojrzenia. Nadal i nadal.
Dopiero pojawienie się skrzata domowego, ciche pyknięcie towarzyszące teleportacji, sprawiło że chwilowo oderwał uwagę od blondynki. Herbata. Właśnie. Przecież właśnie na herbatę czekali. Mieli się z jej pomocą rozgrzać.
- Człapek przygotował herbatę. Dobrą herbatę. Panowie podróżnicy się napiją. – skrzat wręczył obydwu czarodziejom po kubku. Ciepłym kubku, wypełnionym gorącym napojem. – Jeśli Człapek będzie do czegoś potrzebny, proszę wołać. Człapek jest tutaj po to, żeby służyć czarodziejom.
I zniknął. Ponownie zniknął. A oni wreszcie mogli napić się czegoś ciepłego.