04.03.2024, 17:27 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.03.2024, 17:49 przez Sebastian Macmillan.)
Nie zauważam Neila.
Rozmawiam z Patrickiem i zgadzam się na wyjście na zewnątrz.
Spojrzenie Sebastiana wędrowało niespiesznie po kolejnych twarzach. Na niektórych spoczywało jedynie na krótką chwilę, na innych nieco dłużej. Postronnym mogło się wydawać, że szuka w tłumie kogoś konkretnego, jednak tak naprawdę niezbyt mu na tym zależało. Sam nie wiedział, czego szukał, więc po prostu patrzył. Był jak pasażer Błędnego Rycerza, który wszedł do zatłoczonego autobusu i nie wie, gdzie podziać oczy.
W gruncie rzeczy jedynymi osobami, z jakimi mógł tutaj swobodnie porozmawiać byli Patrick, Brenna, Alastor lub ewentualnie Atreus Bulstrode, z którym badał przed paroma tygodniami kwstię Widm grasujących w Kniei Godryka, po tym, jak szef departamentu polecił go młodemu Prewettowi. Przerażające, że staram się unikać służb bezpieczeństwa, a mam stamtąd większość znajomych, pomyślał z przekąsem. Cóż, taki zawód sobie wybrał, to w tym musiał trwać. Przynajmniej na razie.
Nawet nie zauważył, że pewien młody chłopak go obserwuje. Może to przez to, że sam był zbyt zajęty tym, aby wtopić się w otoczenie? Bądź co bądź, nie był tutaj jakąś wielką atrakcją. Ot, kolejny przypadkowy znajomy gospodarzy. Ubrany na czarno, nieangażujący się zbytnio w rozmowy z innymi... Łatwo było go pominąć, jeśli nie było wiadomo, gdzie szukać. Patrickowi się to jednak udało. Zapewne dzięki doświadczeniu wyniesionemu z Biura Aurorów. Ach, te techniki detektywistyczne.
— A co, ciebie też przemaglowała? — spytał żartobliwie, odbierając od przyjaciela szklaneczkę. — Myślałem, że się spalę ze wstydu na tym parkiecie. — Posłał mu oskarżycielskie spojrzenie, wskazując ruchem podbródka w stronę baru. — Ten typ co polewa nie jest warty zaufania, mówię ci. Założę się, że po każdej imprezie musi się spowiadać z tego, co dosypuje do tych drinków.
Miał nadzieje, że dużo daje na kowen podczas obrządków. Taki barman wynajmowany przez Longbottomów musiał sporo zarabiać. Parę imprez i na pewno zbierała się przyzwoita suma. Parę złotych galeonów mogło wylądować w koszyczku, który krążył podczas grupowych spotkań wiernych. Kapłani i kapłanki na pewno by nie wzgardzili taką ofiarą. Oby dostał też odpowiednią pokutę, rzucił bezgłośnie. Powinien uprzedzać, że te drinki były zaklęte za każdym razem, gdy ktoś takowy brał.
— Zdecydowanie — przytaknął na propozycję Stewarda. Obrócił szklaneczkę z alkoholem, obserwując, jak ciemnobrązowa ciecz obijała się o ścianki naczynia. — Nie trzeba, whisky wystarczy. Skoro jest bez dodatków. — Rozejrzał się na prawo i lewo, szukając najbliższego wyjścia. — Jak tu szliśmy, to chyba widziałem jakąś ławkę międy drzewami. Tam powinno być ciszej.
Rozmawiam z Patrickiem i zgadzam się na wyjście na zewnątrz.
Spojrzenie Sebastiana wędrowało niespiesznie po kolejnych twarzach. Na niektórych spoczywało jedynie na krótką chwilę, na innych nieco dłużej. Postronnym mogło się wydawać, że szuka w tłumie kogoś konkretnego, jednak tak naprawdę niezbyt mu na tym zależało. Sam nie wiedział, czego szukał, więc po prostu patrzył. Był jak pasażer Błędnego Rycerza, który wszedł do zatłoczonego autobusu i nie wie, gdzie podziać oczy.
W gruncie rzeczy jedynymi osobami, z jakimi mógł tutaj swobodnie porozmawiać byli Patrick, Brenna, Alastor lub ewentualnie Atreus Bulstrode, z którym badał przed paroma tygodniami kwstię Widm grasujących w Kniei Godryka, po tym, jak szef departamentu polecił go młodemu Prewettowi. Przerażające, że staram się unikać służb bezpieczeństwa, a mam stamtąd większość znajomych, pomyślał z przekąsem. Cóż, taki zawód sobie wybrał, to w tym musiał trwać. Przynajmniej na razie.
Nawet nie zauważył, że pewien młody chłopak go obserwuje. Może to przez to, że sam był zbyt zajęty tym, aby wtopić się w otoczenie? Bądź co bądź, nie był tutaj jakąś wielką atrakcją. Ot, kolejny przypadkowy znajomy gospodarzy. Ubrany na czarno, nieangażujący się zbytnio w rozmowy z innymi... Łatwo było go pominąć, jeśli nie było wiadomo, gdzie szukać. Patrickowi się to jednak udało. Zapewne dzięki doświadczeniu wyniesionemu z Biura Aurorów. Ach, te techniki detektywistyczne.
— A co, ciebie też przemaglowała? — spytał żartobliwie, odbierając od przyjaciela szklaneczkę. — Myślałem, że się spalę ze wstydu na tym parkiecie. — Posłał mu oskarżycielskie spojrzenie, wskazując ruchem podbródka w stronę baru. — Ten typ co polewa nie jest warty zaufania, mówię ci. Założę się, że po każdej imprezie musi się spowiadać z tego, co dosypuje do tych drinków.
Miał nadzieje, że dużo daje na kowen podczas obrządków. Taki barman wynajmowany przez Longbottomów musiał sporo zarabiać. Parę imprez i na pewno zbierała się przyzwoita suma. Parę złotych galeonów mogło wylądować w koszyczku, który krążył podczas grupowych spotkań wiernych. Kapłani i kapłanki na pewno by nie wzgardzili taką ofiarą. Oby dostał też odpowiednią pokutę, rzucił bezgłośnie. Powinien uprzedzać, że te drinki były zaklęte za każdym razem, gdy ktoś takowy brał.
— Zdecydowanie — przytaknął na propozycję Stewarda. Obrócił szklaneczkę z alkoholem, obserwując, jak ciemnobrązowa ciecz obijała się o ścianki naczynia. — Nie trzeba, whisky wystarczy. Skoro jest bez dodatków. — Rozejrzał się na prawo i lewo, szukając najbliższego wyjścia. — Jak tu szliśmy, to chyba widziałem jakąś ławkę międy drzewami. Tam powinno być ciszej.