Im dłużej znajdywał się w pobliżu blondwłosej kobiety, tym swobodniej się czuł. Odprężony. Zrelaksowany. Mniej czujny niż zazwyczaj. Bo przecież tutaj nic mu nie groziło. Znaleźli razem z Rodolphusem schronienie, w którym mogli przeczekać burze. Odpocząć po tej średnio przyjemnej przygodzie, która przytrafiła im się, kiedy mieli już wracać do Londynu. Tylko czy na pewno musieli się z tym powrotem do Londynu śpieszyć? Przecież nikomu nie zrobi żadnej różnicy, jeśli zostaną tutaj dwa dni. Trochę dłużej niż pierwotnie planowali. Nieznacznie. Być może wcale nie musieli rezygnować z zaoferowanej im gościny?
- Ależ nie muszą panowie mi za nic dziękować! Miło jest mieć się do kogo odezwać. Wiem pan panie Rodolphusie, na tym odludziu czasami brakuje mi właśnie innych ludzi. Ich towarzystwa. - doskonale widziała, że to działało, że obydwaj, Robert i Rodolphus, nie byli obojętni na jej wdzięki. Na zdolności, z których ostrożnie starała się korzystać. Zwłaszcza ten młodszy. Potrzebował więcej czasu, ale teraz wprost nie mógł oderwać od niej swoich oczu. Ładne miał te oczy. Nietypowe. Podobały się Unie. Może nawet zachowałaby je sobie później na pamiątkę? Albo jego sobie zachowała? Rodolphusa? Starała się jednak nie dać tego po sobie poznać. Starała się zadbać o to, aby wydawać się im możliwie najbardziej autentyczną.
Może później będzie mogła być w tym wszystkim mniej subtelna?
- Nie wiem czy Rodolphus to dobry materiał na towarzysza dla kogoś, komu brakuje towarzystwa ludzi. - Robert musiał dorzucić swoich kilka knutów. Albo może sykli? Ot, po prostu się wtrącić. Nie podobało mu się to, jak dużo uwagi Una poświęciła Lestrange'owi. Spojrzał na niego przelotnie. Ostrzegawczo? Nie powinien wpychać się tam, gdzie nie było dla niego miejsca. Był przecież tylko durnym szczeniakiem. Dzieciakiem, który nie do końca chyba wiedział, co należało zrobić ze swoim życiem. - Ja jednak bardzo chętnie, Tobie Uno, dotrzymam towarzystwa. - zaoferował się, upijając zaraz po tym łyk gorącej herbaty. Lekko parzyła? Możliwe. Ale nawet to zdawało się takie przyjemne. Tak cudownie rozgrzewało od środka! - Dawno nie miałem okazji spotkać kobiety, która zrobiłaby na mnie tak piorunujące wrażenie.
Mówił szczerze. Był nią zachwycony. Piękna. Miła. Troskliwa. Oczytana. Zdawała się być tym ideałem, którego w rzeczywistości nie sposób było spotkać. Być może z tego względu, że tak naprawdę nie istniał? O kogoś takiego należało walczyć. Pozbyć się konkurencji. Zdobyć względy. Czy Rodolphus mógł stanowić konkurencje? Niby nigdy wcześniej tak o nim nie myślał, ale teraz... ah, te wątpliwości. Może powinien jednak mieć na niego oko? Dać mu do zrozumienia, gdzie znajdywało się akurat jego miejsce?
Ale nie teraz. Nie będą przecież skakać sobie do oczu przy tej cudownej kobiecie! To nie wypadało. Nie wypadało.
- Jeśli można zapytać, co ciekawego pani czytała, pani Uno? - wskazał na książkę. Na lekturę, którą przerwali swoim niespodziewanym pojawieniem się w tym salonie. Książka była gruba. W sztywnej okładce. Wiekowa? Możliwe. Z pewnością treść w niej zawarta musiała być prawdziwie interesująca. Może Una czytała literaturę naukową? Wyglądała na inteligentną kobietę. Naprawdę mądrą. A przecież on, Robert, nie zwykł się w tego typu tematach mylić. Wcale a wcale.
Rzut na percepcje, może w czymś się Robercik zorientuje
Akcja nieudana