Roberta nie było w sklepie. A przynajmniej nie było go w tej jego części, co do której mógł tego spodziewać się Rodolphus. Za ladą stał tylko ten sam młody chłopak co zawsze. Nieszczególnie zainteresowany tym, że Lestrange zawitał akurat do Olibanum. Może dlatego, iż dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że akurat na nim nie zarobi? Kiedyś już oferował mu jakieś świece. Albo może były to kadzidła? Zbyt wiele z tego nie wyszło.
- Jest na tyłach.
Krótki komunikat. Informacja. Lestrange wiedział dokąd należało się udać. O jakich tyłach była właśnie mowa. To konkretne miejsce nie było dla niego przecież obcym. Możliwe nawet, że do celu trafiłby również z zasłoniętymi oczyma. Zwłaszcza, że trasa nie należała do tych skomplikowanych. Ot, jedynie krótki korytarzyk. I drzwi prowadzące do odrobinę obskurnego biura. Jak Robert mógł w takim miejscu pracować?
Naprawdę to robił?
Jeśli Rodolphus miał co do tego jakieś wątpliwości, to te musiał przynajmniej częściowo rozwiać zastany widok. Robert tradycyjnie siedział za biurkiem. I tradycyjnie też, pochylony był nad jakimiś papierami. Coś przeglądał. Coś notował. Korzystał z okazji, która nadarzyła się, skoro już był na miejscu. A to nie zdarzało się szczególnie często. Zawsze miał na głowie inne sprawy, którym nadawał wyższy priorytet. Ostatnie dni były pod tym względem nieco wyjątkowe.
- Daj mi chwilę, dokończę tylko wyliczenia. - odezwał się, na moment odrywając spojrzenie od dokumentów. Wskazując skinięciem na fotel. Ten po drugiej stronie. - Usiądź, zaraz przejdziemy do sprawy.
Nie śpieszył się więc... więc czy ta sprawa na pewno była ważna? Miała znaczenie? Naprawdę musiał wzywać tutaj Rodolphusa? Może jednak nie było to nic pilnego? Może jednak mogło to poczekać choćby chwilę dłużej? Tych kilka dni? Albo do końca miesiąca, skoro i tak byli wówczas umówieni? W końcu to wcale nie tak długo. Lipiec był wszak już tuż za zakrętem. Bardzo blisko.
Minuta mijała za minutą, aż wreszcie był gotowy. Odłożył wszystko na bok. Przeniósł uwagę na Lestrange'a. Przez chwilę po prostu na niego patrzył. Szukał słów?
- Doszły do mnie pewne interesujące informacje o Twojej narzeczonej. - nie owijał w bawełnę. Nie tracił czasu na niepotrzebne pogaduszki. Bo przecież Lestrange nie był dla niego żadnym przyjacielem, którego zapraszał, aby miło spędzić czas. Przy whisky, herbacie, albo nawet kawie. To nie ta historia. Nie ten rodzaj relacji. - I mam nadzieje, że pomożesz mi pewne rzeczy potwierdzić. Poukładać?