04.03.2024, 21:59 ✶
Nie spodziewała się, że Louvain komukolwiek powie o jej zdolnościach lub raczej o możliwości pomocy osobom, które jak on, trafiły do Limbo. Jeszcze większym zaskoczeniem był fakt, że Lestrange był tak blisko z Theonem. Gdyby ktoś zapytał ją przed otrzymaniem listów o tym, co sądzi o perspektywie bliższej znajomości tej dwójki, powiedziałaby, że to mało prawdopodobne. Byli całkiem różnymi osobowościami, niczym zestawienie czerni z ciemną zielenią lub jakimś odcieniem czerwieni. Nie miała pojęcia o aurach, więc nie zastanawiała się nad swoimi skojarzeniami kolorystyczni dłużej. Mieszając jednak te dwa odcienie, do głowy przyszła jej jeszcze jedna ewentualność. Taka, która nigdy nie powinna wyjść na światło dzienne, a Flint skojarzyła fakty tylko dlatego, że wiedziała, jaki tatuaż nosi Lou. Jednak Theon? Śmierciożercą?
Niezależnie od tego, jaka była prawa — nie była to jej sprawa. Nie zamierzała pytać, nie zamierzała ingerować, chciała mu po prostu coś dla niego zrobić. Nie tylko przez wzgląd na Lestrange, ale również przez wzgląd na samego mężczyznę. Jego obraz malował się w jej głowie pozytywnymi skojarzeniami, nawet jeśli nie mieli zbyt dużej styczności, zarówno pracy, jak i w życiu. Bywał u Lycoris, pomogła mu podczas marszu. Skoro jej niegdyś nauczycielka była z nim tak blisko, tym bardziej nie mogła tego tak zostawić. Dużo jej zawdzięczała.
Uprzedziła Migotkę, która otworzyła mu drzwi i z ukłonem zaprosiła do środka, prowadząc do przestronnego salonu, utrzymanego raczej w stylu ciemnym konserwatywnym, bo od śmierci jej matki, William nie robił żadnych remontów. Przed dużym kominkiem stała wykonana z miękkiej skóry sofa, przed nią stolik z ułożonymi nań księgami oraz pergaminami. W koszyczku tkwiło kilka buteleczek z eliksirami i suszonymi ziołami, a obok niego stała ciemna świeczka, z której unosił się aromat bzu. Stała nieruchomo, wpatrując się w kominek, którego płomyki tańczyły w nienaturalnie błękitnych tęczówkach. Włosy miała zaplecione w luźniejszy warkocz, który z każdym większym ruchem, usilnie próbował przedostać się na jedno z jej ramion i spłynąć do przodu. Na dźwięk kroków obróciła się i omiotła gościa spojrzeniem, kręcąc zaraz głową na jego słowa.
- Nie masz za co mi dziękować Theonie. Ciesze się, że widzę Cię całego. - odpowiedziała spokojnym, pozbawionym słodyczy tonem. Nie przypominała Flint z Ministerskich korytarzy i z Departamentu Aurorów. Cynthia ruszyla w jego kierunku, dłonią wskazując na kanapę lub fotel zależnie od jego preferencji i wygody. - Proszę, rozgość się. Napijesz się czegoś? - zaproponowała, a jeśli miał takie życzenie, Migotka przyniosła tacę z odpowiednim napojem, procentowym lub nie, a następnie opuściła pomieszczenie, zamykając podwójne drzwi, którego do niego prowadziły. - Sprawdzimy, czy tak, jak w przypadku innych, zimno pozostaje częściowo uśpione i tylko pozornie wpływa na parametry funkcjonowania organizmu.
Odpowiedziała mu po chwili namysłu, siadając obok niego na kanapie lub naprzeciw, tak, aby mogła wyciągnąć w jego kierunku dłoń. Wiedziała, że nie czuł się z tym komfortowo. Mógł się bać, mógł panikować, co nie byłoby niczym złym lub dziwnym. Doświadczył czegoś wyjątkowo, co naznaczyło jego źródło oraz duszę. Zdążyła przeczytać kilka ksiąg, zaczerpnąć wiedzy, ale najlepsze tomiska wciąż były w drodze z Nowego Orleanu. Poruszyła palcami, zachęcając, aby podał jej swoją rękę. - Masz jakieś inne, nietypowe objawy?
Wolną dłonią sięgnęła po kieliszek białego wina, o które poprosiła skrzata wcześniej, robiąc łyka. Efekt wyniesiony z limbo nie rozprzestrzeniał się jak choroba, Theon po prostu musiał tam być. Jak Victoria jak Atreus, jak Louvain. Przesunęła na kilka sekund wzrok na jego przedramię, aby zaraz krótko westchnąć i odstawić kieliszek, a potem po prostu spojrzeć mu w oczy.
Niezależnie od tego, jaka była prawa — nie była to jej sprawa. Nie zamierzała pytać, nie zamierzała ingerować, chciała mu po prostu coś dla niego zrobić. Nie tylko przez wzgląd na Lestrange, ale również przez wzgląd na samego mężczyznę. Jego obraz malował się w jej głowie pozytywnymi skojarzeniami, nawet jeśli nie mieli zbyt dużej styczności, zarówno pracy, jak i w życiu. Bywał u Lycoris, pomogła mu podczas marszu. Skoro jej niegdyś nauczycielka była z nim tak blisko, tym bardziej nie mogła tego tak zostawić. Dużo jej zawdzięczała.
Uprzedziła Migotkę, która otworzyła mu drzwi i z ukłonem zaprosiła do środka, prowadząc do przestronnego salonu, utrzymanego raczej w stylu ciemnym konserwatywnym, bo od śmierci jej matki, William nie robił żadnych remontów. Przed dużym kominkiem stała wykonana z miękkiej skóry sofa, przed nią stolik z ułożonymi nań księgami oraz pergaminami. W koszyczku tkwiło kilka buteleczek z eliksirami i suszonymi ziołami, a obok niego stała ciemna świeczka, z której unosił się aromat bzu. Stała nieruchomo, wpatrując się w kominek, którego płomyki tańczyły w nienaturalnie błękitnych tęczówkach. Włosy miała zaplecione w luźniejszy warkocz, który z każdym większym ruchem, usilnie próbował przedostać się na jedno z jej ramion i spłynąć do przodu. Na dźwięk kroków obróciła się i omiotła gościa spojrzeniem, kręcąc zaraz głową na jego słowa.
- Nie masz za co mi dziękować Theonie. Ciesze się, że widzę Cię całego. - odpowiedziała spokojnym, pozbawionym słodyczy tonem. Nie przypominała Flint z Ministerskich korytarzy i z Departamentu Aurorów. Cynthia ruszyla w jego kierunku, dłonią wskazując na kanapę lub fotel zależnie od jego preferencji i wygody. - Proszę, rozgość się. Napijesz się czegoś? - zaproponowała, a jeśli miał takie życzenie, Migotka przyniosła tacę z odpowiednim napojem, procentowym lub nie, a następnie opuściła pomieszczenie, zamykając podwójne drzwi, którego do niego prowadziły. - Sprawdzimy, czy tak, jak w przypadku innych, zimno pozostaje częściowo uśpione i tylko pozornie wpływa na parametry funkcjonowania organizmu.
Odpowiedziała mu po chwili namysłu, siadając obok niego na kanapie lub naprzeciw, tak, aby mogła wyciągnąć w jego kierunku dłoń. Wiedziała, że nie czuł się z tym komfortowo. Mógł się bać, mógł panikować, co nie byłoby niczym złym lub dziwnym. Doświadczył czegoś wyjątkowo, co naznaczyło jego źródło oraz duszę. Zdążyła przeczytać kilka ksiąg, zaczerpnąć wiedzy, ale najlepsze tomiska wciąż były w drodze z Nowego Orleanu. Poruszyła palcami, zachęcając, aby podał jej swoją rękę. - Masz jakieś inne, nietypowe objawy?
Wolną dłonią sięgnęła po kieliszek białego wina, o które poprosiła skrzata wcześniej, robiąc łyka. Efekt wyniesiony z limbo nie rozprzestrzeniał się jak choroba, Theon po prostu musiał tam być. Jak Victoria jak Atreus, jak Louvain. Przesunęła na kilka sekund wzrok na jego przedramię, aby zaraz krótko westchnąć i odstawić kieliszek, a potem po prostu spojrzeć mu w oczy.