04.03.2024, 22:33 ✶
Tak naprawdę powinna być ostatnią osobą do oceniania ludzi, ba, zapewne normalnie nawet by tego wszystkiego mężczyźnie nie wytknęła. Nie była przecież wzorem cnót, w swojej historii posiadając wiele mało pochlebnych kawałków, za które większość społeczeństwa by ją zlinczowała. Kierował nią gniew i irytacja, przez ktore wykorzystywała każdą możliwość by dopiec, zdobyć nad nim choć ułamek przewagi, a także się wyżyć.
Powinna wiedzieć o tym, co można było dokonać dla pieniądza lepiej niż ktokolwiek inny, a jednak teraz mało ją jakiekolwiek próby zrozumienia obchodziły. Liczyło się tylko wbicie kolejnej szpili, która jednak potrafiła się obrócić przeciwko niej.
Zarumieniła się lekko na reprymendę, nie chciała jednak odpuścić. Nie potrafiła.
- Och przestań, sam pewnie w pierwszej chwili wziąłeś mnie za świra, od samego początku patrzyłeś na mnie z góry, pozwalając sobie na całe te droczenie się ze mą, nawet nie próbując zrozumieć, czemu tak walczę o ten kubeł, a teraz udajesz świętego. Podobno swoje zdanie o człowieku kształtujemy w ciągu kilku sekund po pierwszym kontakcie, a aktualne okoliczności, jak widzisz, nie sprzyjają w odnajdywaniu naszych dobrych stron. - Wywróciła oczami. Co prawda w pierwszej chwili szukała jedynie szybkiej wymówki, zaczęła jednak zdawać sobie sprawę, że to w sumie prawda. Czuła się na przegranej pozycji przez sposób, w który była traktowana. Nie wiedziała, czy był to zamierzony efekt mężczyzny, czy jej własne uprzedzenia, bo całe życie doświadczała pogardy, począwszy od dzieciństwa, aż po teraźniejszość, gdzie jej pracodawca ciągle traktował ją z góry. Trochę podkopywało to jej pewność siebie, często w większości udawaną, lub wyuczoną.
Dużo w jej życiu było mydlenia oczu, okłamywania samej siebie, wszytsko po to, by funkcjonować w świecie, gdzie inni tylko czekali, aż okaże się słabość. Umiała uśmiechać się, gdy tak naprawdę zbierało jej się na płacz, flirtować, gdy w głębi duszy robiło jej się niedobrze, patrzeć komuś w oczy wciskając najgorszą ściemę, na jaką mogła wpaść. Ale czasem mamienie swojego umysłu w końcu nie wystarczało, a burza, która nią miotała w końcu przypuszczała frontalny atak.
Tak jak teraz, gdy ukradkiem ścierała łzy, które wymknęły się z kącików jej oczu. Było jej tak koszmarnie głupio, że się rozkleiła, do tego jeszcze nad jakimś głupim koszem na śmieci, w ciemnej uliczce Nokturnu, przy, no właśnie, kimś, kto po tak długim dręczeniu jej biednej duszyczki w końcu podał jej klejnot, o który cały czas jej chodziło.
Trzymała go w rękach, patrząc na niego przez chwilę pusto, czując, jak znów zaciska się jej gardło. Zacisnęła jednak w końcu na nim jedną z rąk, po czym ostrożnie odłożyła go do kieszeni z różdżką. Dopiero na stwierdzenie mężczyzny stojącego teraz tuż przed nią, uniosła wzrok.
Cóż, faktycznie. Na swoje usprawiedliwienie - było naprawdę ciemno, a ona w większości skupiała się na odzyskaniu kamienia, dlatego nie przyjrzała się dokładnie osobie, z którą się kłóciła. Ale rzeczywiście, znała gościa.
- Sam, prawda? Byliśmy chyba w tym samym domu w Hogwarcie, byłeś rok wyżej, albo dwa - i kiedyś podkradła mu trzy czekoladowe żaby, ale o tym wiedzieć nie musiał.
Nie wiedziała, czy to lepiej, czy gorzej, że niemal się rozpłakała przed jednak kimś znajomym. Miała jednak nadzieję, że nie zacznie niedługo chodzić o niej jakaś dziwna plotka. Tego jeszcze brakowało.
Powinna wiedzieć o tym, co można było dokonać dla pieniądza lepiej niż ktokolwiek inny, a jednak teraz mało ją jakiekolwiek próby zrozumienia obchodziły. Liczyło się tylko wbicie kolejnej szpili, która jednak potrafiła się obrócić przeciwko niej.
Zarumieniła się lekko na reprymendę, nie chciała jednak odpuścić. Nie potrafiła.
- Och przestań, sam pewnie w pierwszej chwili wziąłeś mnie za świra, od samego początku patrzyłeś na mnie z góry, pozwalając sobie na całe te droczenie się ze mą, nawet nie próbując zrozumieć, czemu tak walczę o ten kubeł, a teraz udajesz świętego. Podobno swoje zdanie o człowieku kształtujemy w ciągu kilku sekund po pierwszym kontakcie, a aktualne okoliczności, jak widzisz, nie sprzyjają w odnajdywaniu naszych dobrych stron. - Wywróciła oczami. Co prawda w pierwszej chwili szukała jedynie szybkiej wymówki, zaczęła jednak zdawać sobie sprawę, że to w sumie prawda. Czuła się na przegranej pozycji przez sposób, w który była traktowana. Nie wiedziała, czy był to zamierzony efekt mężczyzny, czy jej własne uprzedzenia, bo całe życie doświadczała pogardy, począwszy od dzieciństwa, aż po teraźniejszość, gdzie jej pracodawca ciągle traktował ją z góry. Trochę podkopywało to jej pewność siebie, często w większości udawaną, lub wyuczoną.
Dużo w jej życiu było mydlenia oczu, okłamywania samej siebie, wszytsko po to, by funkcjonować w świecie, gdzie inni tylko czekali, aż okaże się słabość. Umiała uśmiechać się, gdy tak naprawdę zbierało jej się na płacz, flirtować, gdy w głębi duszy robiło jej się niedobrze, patrzeć komuś w oczy wciskając najgorszą ściemę, na jaką mogła wpaść. Ale czasem mamienie swojego umysłu w końcu nie wystarczało, a burza, która nią miotała w końcu przypuszczała frontalny atak.
Tak jak teraz, gdy ukradkiem ścierała łzy, które wymknęły się z kącików jej oczu. Było jej tak koszmarnie głupio, że się rozkleiła, do tego jeszcze nad jakimś głupim koszem na śmieci, w ciemnej uliczce Nokturnu, przy, no właśnie, kimś, kto po tak długim dręczeniu jej biednej duszyczki w końcu podał jej klejnot, o który cały czas jej chodziło.
Trzymała go w rękach, patrząc na niego przez chwilę pusto, czując, jak znów zaciska się jej gardło. Zacisnęła jednak w końcu na nim jedną z rąk, po czym ostrożnie odłożyła go do kieszeni z różdżką. Dopiero na stwierdzenie mężczyzny stojącego teraz tuż przed nią, uniosła wzrok.
Cóż, faktycznie. Na swoje usprawiedliwienie - było naprawdę ciemno, a ona w większości skupiała się na odzyskaniu kamienia, dlatego nie przyjrzała się dokładnie osobie, z którą się kłóciła. Ale rzeczywiście, znała gościa.
- Sam, prawda? Byliśmy chyba w tym samym domu w Hogwarcie, byłeś rok wyżej, albo dwa - i kiedyś podkradła mu trzy czekoladowe żaby, ale o tym wiedzieć nie musiał.
Nie wiedziała, czy to lepiej, czy gorzej, że niemal się rozpłakała przed jednak kimś znajomym. Miała jednak nadzieję, że nie zacznie niedługo chodzić o niej jakaś dziwna plotka. Tego jeszcze brakowało.